Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Moja prababcia przyjechała do Szczecina z Warszawy, w 1947 roku. Od władz tymczasowych otrzymała przydział mieszkania, w zamian za mieszkanie pozostawione w Warszawie. Mogła dostać nawet dom jednorodzinny w dzielnicy Pogodno, ale prababcia bała się, że może zginąć z rąk szabrowników.
Bardzo długo, bo przez prawie cały rok, bali się, że Niemcy wrócą. Po ulicach chodziły uzbrojone patrole milicji i wojska. Mówiono, że przy dworcu kolejowym są tunele, w których ukrywają się Niemcy.
Pradziadek trafił do więzienia za opowiadanie kawałów politycznych na ówczesną komunistyczną, radziecką władzę.

Wspomnienia spisał: Maciej Czubko z kl. V Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominała: Marysia Paciejun

Moja prababcia, Marysia Paciejun, z pradziadkiem Józefem Paciejunem i dziewięcioletnią babcią Tereską Paciejun (teraz Pol), przyjechała do Szczecina z Warszawy, w 1947 roku. Od władz tymczasowych otrzymała przydział mieszkania, w zamian za mieszkanie pozostawione w Warszawie. Mogła dostać nawet dom jednorodzinny w dzielnicy Pogodno, ale prababcia bała się, że może zginąć z rąk szabrowników. Wraz z przesiedleńcami przybyli na Ziemie Odzyskane również złodzieje i kombinatorzy, którzy nocami okradali domy pozostawione, opuszczone przez Niemców. W związku z tym rodzina moja wolała zamieszkać w kamienicy, gdzie mieszkało już kilka rodzin.
Pradziadek trafił do więzienia za opowiadanie kawałów politycznych na ówczesną komunistyczną, radziecką władzę.
Prababcia podjęła pracę w fabryce pończoch „Trykot”. Artykuły żywnościowe były na kartki lub na tzw. „przydział”. Początkowo ubrania i inne artykuły codziennego użytku kupowane były z tzw. „drugiej ręki” na bazarze, który znajdował się na Niebuszewie.

Ślub babci Tereski i dziadka Jurka, Krzemlin, 1958 r.

Moja babcia Tereska podjęła naukę w Szkole Powszechnej przy ulicy Niemcewicza.
Wodę na początku rozwożono w beczkowozach.
W centrum Szczecina stała zniszczona bombardowaniem Katedra i Kościół Świętego Ducha nad Odrą. Nie było tramwajów, początkowo ludzie byli przewożeni z miejsca na miejsce samochodami ciężarowymi dostarczonymi przez wojsko. Bardzo często mieszkańcy sami musieli odgruzowywać podwórka i ulice. Oprócz tego w zakładach pracy organizowane były czyny społeczne. Sprzątano parki, sadzono nowe drzewa.
Prababcia opowiadała mi, że bardzo długo, bo przez prawie cały rok bali się, że Niemcy wrócą. Po ulicach chodziły uzbrojone patrole milicji i wojska. Mówiono, że przy dworcu kolejowym są tunele, w których ukrywają się Niemcy.
W wolnym czasie prababcia chodziła do Parku Kasprowicza, gdzie występowały zespoły muzyczne, komicy, i można było kupić lody i watę na patyku.
Prababcia po zadomowieniu się w Szczecinie, po poznaniu nowych sąsiadów i przyjaciół, kiedy minął strach, że Niemcy wrócą – pokochała Szczecin.


W okularach dziadek Jurek z córka Dorotą, pochód 1-go Maja,Szczecin,1965 r.