Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Pracowała wraz z mężem, prowadząc własną piekarnię. W 1952 r. przeprowadziła się na ul. Jagiellońską w centrum Szczecina, gdzie również prowadziła własną cukiernię.
Były to czasy trudne i ciężkie do przeżycia. Brakowało żywności, nie było nawet mąki, cukru, soli, warzyw. W centrum miasta niewiele było sklepów, które sprzedawałyby podstawowe produkty do spożycia. Mieszkańcy, a zwłaszcza ci, którzy mieli pieniądze, wyjeżdżali poza Szczecin w poszukiwaniu kartofli, mąki, jajek, warzyw i mięsa. Między ludźmi zawiązywały się więzy braterstwa i pomocy.

Wspomnienia spisał: Łukasz Pawłowski z kl.V Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominała: Marianna Zabłotowicz

Moje informacje zgromadziłem od pani Marianny Zabłotowicz, urodzonej w 1907r., w Dobrzyniu nad Wisłą.
Pani Marianna do Szczecina przybyła z Płocka w 1946r. Zamieszkała w dzielnicy Niebuszewo, przy ul. Św. Barbary. Pracowała wraz z mężem, prowadząc własną piekarnię. W 1952 r. przeprowadziła się na ul. Jagiellońską w centrum Szczecina, gdzie również prowadziła własną cukiernię.
Były to czasy trudne i ciężkie do przeżycia. Brakowało żywności, nie było nawet mąki, cukru, soli, warzyw. W centrum miasta niewiele było sklepów, które sprzedawałyby podstawowe produkty do spożycia. Mieszkańcy, a zwłaszcza ci, którzy mieli pieniądze, wyjeżdżali poza Szczecin w poszukiwaniu kartofli, mąki, jajek, warzyw i mięsa. Między ludźmi zawiązywały się więzy braterstwa i pomocy.

Miasto było mocno zniszczone przez liczne bombardowania podczas II wojny światowej. Najbardziej zniszczone były obrzeża miasta. Na Odrze przejezdny był tylko jeden most, o wadliwej wytrzymałości. Na ulicach leżały gruzy po zrujnowanych budowlach. Masowo dochodziło do wypadków, w których ginęły najczęściej dzieci, bawiące się na gruzowiskach.

Szczecin zasiedlany był przez Polaków dopiero po zdobyciu miasta przez Armię Czerwoną. Niemcy wyprowadzali się szybko, zostawiając niekiedy swoje majątki, a ich mieszkania zajmowali Polacy. W mieście było dużo Rosjan. Miały miejsce liczne kradzieże, niekiedy grabież i włamania do mieszkań i sklepów.

Po mieście jeździły tylko tramwaje. Pociągi były niekompletne, często z wybitymi jeszcze oknami. Z braku paliwa spóźniały się z dojazdem do miejsc docelowych, a nawet stawały na trasach. Życie toczyło się o wiele trudniej. Brakowało nie tylko żywności i artykułów pierwszej potrzeby, ale również prądu, gazu i paliwa. To czasy, które pani Marianna wspomina z łezką w oku.

Gazetą, jaką można było kupić, był ,,Głos Szczeciński”. Reklama na początku 1946r. była w większości jeszcze poniemiecka, którą niszczono. Reklamą polską były jedynie skromne afisze wieszane na słupach, w kolorze czarno-białym, głownie informacyjne.
W latach 50-tych żywność była na kartki. Limit mięsa na osobę w ciągu miesiąca to zaledwie 10 dag, a limit słoniny wynosił 5 dag, często zastępowany olejem.

Większość szkół uległa zniszczeniu podczas bombardowań, a w nielicznych, które pozostały, organizowano pierwsze zajęcia szkolne. W szybkim tempie jednak odbudowywano te zniszczone, aby zapewnić wszystkim dostęp do wiedzy i nauki.

W posiadaniu pani Marianny Zabłotowicz jest kennkarta, zwana dziś dowodem osobistym i kartki żywnościowe z minionego okresu.
Pani Marianna dziś ma 97 lat, a przeżycia i doświadczenia głęboko zachowały się w jej pamięci. Czasy i wydarzenia niewątpliwie wpłynęły na jej życie.