Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Dzisiejsza ulica Wyszyńskiego nazywała się kiedyś ulicą Wielką. Była nieprzejezdna ze względu na zalegające ją gruzy. Wyjazd ze Szczecina odbywał się ulicą Dworcową, dalej przez most drewniany (który był zbudowany przez wojsko). Większość budynków była zniszczona. Wszędzie było dużo gruzu. Ludzie mieszkali w domach, które ocalały w czasie wojny.
Ludność szczecińska najliczniej pracowała w Stoczni Szczecińskiej, Porcie, PKP, MZK, Fabryce „Junak”. Organizacja pod nazwą „Służba Polsce”, skupiająca w swych szeregach młodzież, zajmowała się odgruzowywaniem Szczecina. W pracy tej pomagało wojsko.


Wspomnienia spisała: Karolina Mitas z kl. VI Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominał: Władysław Mitas

W 1955 roku mój dziadek, Władysław Mitas, przyjechał do Szczecina z Wrocławia. By dowiedzieć się, jak wówczas wyglądało miasto, porozmawiałam z nim. Zapytałam go jak to się stało, że przyjechał do Szczecina. Powiedział mi:
– Byłem żołnierzem i skierowano mnie do szczecińskiej jednostki wojskowej.
Chciałam się dowiedzieć, jak 1955 roku wyglądały ulice naszego miasta, więc dziadek mówił dalej:
– Dzisiejsza ulica Wyszyńskiego nazywała się kiedyś ulicą Wielką. Była nieprzejezdna ze względu na zalegające ją gruzy. Wyjazd ze Szczecina odbywał się ulicą Dworcową, dalej przez most drewniany (który był zbudowany przez wojsko). Większość budynków była zniszczona. Wszędzie było dużo gruzu. Ludzie mieszkali w domach, które ocalały w czasie wojny.


Mój dziadek, Władysław Mitas (w środku), ze swoimi kolegami.

Ciekawiło mnie, jak działała komunikacja. Na szczęście dziadek pamiętał i opowiedział mi:
– Tramwaj linii numer 1 kursował z Dworca Głównego, dalej koło Bramy Portowej przez ul. Wojska Polskiego do Jednostki Wojskowej na Głębokie,
– tramwaj numer 3 jechał z Dworca Głównego przez Aleję Jedności Narodowej, na Niebuszewo,
– autobusy kursowały z dworca autobusowego przy stacji PKP,
– autobusów międzymiastowych było około pięciu.
Zastanawiałam się, jakie gazety wtedy czytano. Dziadek mówił dalej:
– Tylko „Głos Szczeciński” (przychodziło się rano do zamkniętego kiosku, kładło się na ladzie 20 groszy za gazetę i brało się jeden egzemplarz; nigdy kioskarka nie miała braku pieniędzy za gazety).
Byłam bardzo ciekawa, czym zajmowali się mieszkańcy miasta?
– Ludność szczecińska najliczniej pracowała w Stoczni Szczecińskiej, Porcie, PKP, MZK, Fabryce „Junak”. Organizacja pod nazwą „Służba Polsce”, skupiająca w swych szeregach młodzież, zajmowała się odgruzowywaniem Szczecina. W pracy tej pomagało wojsko.


Dziadek przy karabinie przeciwlotniczym.

Spytałam dziadka, gdzie on pracował. Chętnie mi odpowiedział:
– Służyłem w 12 Dywizji Zmechanizowanej, od 1955 r. do 1978 r., kiedy w stopniu majora przeszedłem do rezerwy. W czasie mojej służby wojsko odbudowywało Szczecin, pomagało przy zbiorach płodów rolnych (żniwa i wykopki), brało czynny udział w organizowaniu życia kulturalnego na Ziemi Szczecińskiej.
Chciałam się dowiedzieć, jak można było bawić się w Szczecinie w 1955 roku ?
– Działało kino Bałtyk na ul. Mickiewicza; na rogu Alei Wojska Polskiego i ulicy Jagiellońskiej był Fotoplastykon (tam oglądało się zdjęcia, które przesuwały się jedną stronę, np. zdjęcia panoram miast lub zwierzęta). Teatr Polski był w tym samym miejscu, co dzisiaj. Zamiast dyskotek były ogólne zabawy w każdą sobotę, od 18 godziny do 24 (przy Urzędzie Miejskim, przy ogrodach działkowych na ul. Mickiewicza, przy Gazowni Szczecin i tak dalej).
Zaciekawiło mnie, czy łatwo można było zrobić zakupy?
– W tamtych czasach nie było supermarketów – były rynki, sklepy mięsne, rybne i piekarnie prywatne.
Na koniec naszej rozmowy zapytałam dziadka, czy jest zadowolony z tego, że mieszka w Szczecinie?
– Zadomowiłem się w tym mieście. Jest tu dużo zieleni i mieszka wielu miłych ludzi. Cieszę się, że mogłem ci opowiedzieć o przeszłości Szczecina.