Opublikowane przez Bruce w Wieże.

17 czerwca 2004 roku zaczęła się nasza przygoda ze szczecińskimi wieżami kościelnymi. Kościół pod wezwaniem św.Jana Ewangelisty był tym pierwszym. Kościelny wprowadził nas na pierwsze piętro poddasza i tam nas zostawił informując o tym gdzie jest niebezpiecznie wchodzić, a także poinformował nas że sam nie jest pewien w jakim stanie są deski po których mieliśmy iść dalej. Jednak zbytnio nie zwróciliśmy uwagi na jego przestrogi i dziarsko ruszyliśmy przed siebie, chociaż gdy lepiej przyjrzeliśmy się stanowi technicznemu poddasza zaczęliśmy się trochę obawiać o swoje zdrowie (bylo to jeszcze przed remontem dachu).


Aby dostać się na samą wieżę, a raczej wieżyczkę musieliśmy pokonać 3 pietra poddasza, poruszaliśmy się po prowizorycznych drabinach, oraz po wąskich „dróżkach” z desek, których z pewnością nie można nazwać podłogą. Czasami czułem się jak cyrkowiec stąpający po linie, a z góry mogłem podziwiać sklepienia, ale myśl o upadku z wysokości trzech pięter nakazała mi powrót na troszkę stabilniejszy grunt.
Zanim dotarliśmy na wieżę odnaleźliśmy małą dobudówkę, najprawdopodobniej było to pomieszczenie dzwonnika. Ale ciekawsze jeszcze były kręcone schody które zaczynały się właśnie w tym pomieszczeniu. Postanowiliśmy zejść tymi schodami, gdyż ilość zalegających pajęczyn wskazywała że nikt tędy nie schodził przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Przedzierając się przez gąszcz pajęczyn dotarliśmy na sam dół, a tam zamknięte drzwi i jakieś współczesne klamoty (wiadra, miski, miotły), doszliśmy do wniosku że pewnie jakaś Pani co sprząta kościół używa tego pomieszczenia jako magazynku.
Więc wróciliśmy na górę i postanowiliśmy „zaatakować” wieżyczkę. Po drodze minęliśmy jeszcze gołębnik i w końcu dotarliśmy na miejsce. Nie miałem pojęcia że jest ona aż taka mała, z dołu wyglądało to całkiem inaczej. Pierwszy ruszył Busol, wejście na samą górę troszkę mu zajęło, gdyż jest tam naprawdę bardzo ciasno, a żeby dostać się na górę trzeba wspiąć się po szczeblach przybitych do ściany, a każdy z tych szczebli jest ruchomy. No ale w końcu udało się i Busol mógł sfotografować dzwon, a także całkiem ładne widoki jakie rozciągają się z tej że wieżyczki. Ja już na samą górę się nie pchałem i teraz żałuje. Jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć i mogliśmy schodzić na dół. Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze jedną wieżę, ale o tym następnym razem.

Bruce

Zapraszamy do galerii