Opublikowane przez Busol w Ciekawostki.

Dziewczynka z pyzatą buzią i warkoczykami, jej kolega w koszulce w paski i krótkich spodenkach oraz zakochana para dwudziestolatków z pieskiem. Tak wyglądali 50 lat temu w filmie. Co robią dziś? Chcemy ich odnaleźć

Wśród pokazywanych wczoraj i dziś w kinie Helios starych filmów o Szczecinie znalazł się także fabularyzowany dokument „Mój Szczecin”. Występuje w nim czwórka anonimowych bohaterów – dwójka dzieci i zakochana para dwudziestolatków, która poznaje się przed sklepową wystawą.

Choć przewijają się przez cały film, wiemy o nich tylko tyle, że są mieszkańcami Szczecina. Nie znamy ani ich imion ani nazwisk (nie ma ich także w tyłówce filmu). Bo nie to było ważne w filmie. Mieli być reprezentantami młodego pokolenia, które dorasta na „Ziemiach Odzyskanych”. To ich oczami oglądamy miasto. Kim byli naprawdę? Tego nie pamięta nawet Witold Lesiewicz, reżyser filmu. Wiadomo jedynie, że dzieci naprawdę były ze Szczecina, a para dwudziestolatków tutaj studiowała.

Dziś chcemy ich odszukać. Chcemy się dowiedzieć, kim są, co robią, gdzie mieszkają. Czy dwójka maluchów była rodzeństwem, czy przyjaciółmi? Czy losy „zakochanej pary” po filmie rozeszły się, czy może wspólnie niańczą dziś swoje wnuczęta? A może nie spotkali się już nigdy więcej po nakręceniu filmu?

Ciekawe, jak pamiętają dni powstawania filmu. Jak wspominają go po latach. Dlaczego w ogóle w nim zagrali? Jak trafili na plan filmowy? Czy rzeczywiście, jak mówi reżyser, „z łapanki”?

Może wśród naszych czytelników i widzów filmu są bohaterowie, których szukamy? Może ktoś rozpoznaje w nich swoich kolegów i koleżanki sprzed 50 lat? Napiszcie, zadzwońcie. Może uda nam się dopowiedzieć ich historię.

Dzwońcie: (91) 481 83 14, 507 094 743, e-mail: kinga.konieczny@szczecin.agora.pl

Seanse „Szczecin okiem kamery” jeszcze dziś w kinie „Helios” o godz. 12.15, 17.15, 19.15, 21.15, 23. Pokaz organizują „Helios”, portal Sedina.pl i „Gazeta Wyborcza”

O czym jest „Mój Szczecin” ?

„Mój Szczecin” w reżyserii Witolda Lesiewicza powstał w 1955 r. Trwa nieco ponad 20 minut. To lekki, fabularyzowany dokument (kolorowy!) o Szczecinie. Po mieście oprowadza widzów dwójka rezolutnych dzieciaków. Wścibiają nos w każdy zakamarek miasta – zaglądają do zamkowej krypty, bawią się w parku, jeżdżą na karuzeli w wesołym miasteczku, pływają statkiem po porcie. W podróży przez miasto co rusz natykają się na zakochaną parę z pieskiem. Całość okraszona jest żartobliwym, dość infantylnym komentarzem czytanym „zza kadru” przez Kazimierza Rudzkiego, znanego widzom doskonale choćby z serialu „Wojna domowa”.

Rozmowa z reżyserem filmu „Mój Szczecin”

Kinga Konieczny: Pamięta Pan, co to były za dzieci?

Witold Lesiewicz, reżyser „Mojego Szczecina”: Niestety niewiele mogę pomóc. To byli ludzie łapani z ulicy. Na pewno szczecinianie. Bardziej kojarzę tę drugą parę – dwójkę młodych ludzi. Chłopak studiował na Politechnice Szczecińskiej, ale był z Gdańska. Dziewczynę dobrał sobie sam. Studiowała medycynę w Szczecinie, ale pochodziła z Łodzi. Nie znam ich późniejszych losów.

Jak powstawał ten film? Skąd pomysł na scenariusz?

– Nie jestem już w stanie tego odtworzyć. Większość osób, które przy filmie pracowały, już nie żyje. Właściwie zostałem tylko ja. Wie pani, Szczecin miał wówczas powodzenie wśród filmowców. Sporo ekip przyjeżdżało. Miasto geograficznie położone było w bardzo ciekawym punkcie, budowane przez świetnych architektów, zawsze można było dodać „położone na rubieży”. Tylko strasznie zniszczone przez wojnę…

Bywał Pan w Szczecinie później?

– Nie, tylko podczas kręcenia filmu.

Kinga Konieczny, Gazeta Wyborcza, 27 I 2005 r.