Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

W Szczecinie dziadek mieszka do chwili obecnej, jest już starszym człowiekiem na emeryturze. Z opowiadań jego wiem, że Szczecin, jako miasto portowe, było również bardzo zniszczone przez działania wojenne. Artykuły w sklepie były reglamentowane i trudno dostępne. W szkołach natomiast klasy były zaniedbane – wszyscy uczniowie i nauczyciele musieli włożyć dużo pracy, aby można było spędzić w nich parę godzin dziennie.

Wspomnienia spisała: Agata Budziach z kl. V Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominał: Andrzej Skorliński

Mój Dziadek ma na imię Andrzej Skorliński. Urodził się w ubiegłym wieku w 1938 r., w Stęszewie, niedaleko Poznania. Tam też jako dziecko przebywał w latach wojny. Kiedy minęła zawierucha wojenna mój dziadek, jako młody chłopiec, wraz z rodzicami przeprowadził się na gospodarstwo rolne do dawnego województwa zielonogórskiego. Po paru latach życia w tych rejonach Polski poznał moją babcię Hanię, z którą się ożenił.
We wczesnych latach sześćdziesiątych przeprowadził się z moją babcią do Szczecina. Tu otrzymał pracę w Państwowym Gospodarstwie Rolnym, jako kierowca i mechanik maszyn rolniczych.
Jako, że praca w rolnictwie jest ciężka, to egzystencja dnia codziennego takiej rodziny upływa w trudzie, kosztem różnych wyrzeczeń. Dziadek Andrzej to mężczyzna silny, pracowity i zdyscyplinowany. Te cechy charakteru pomogły mu wychować i dać średnie wykształcenie swoim dzieciom, a mojej mamie.

Dziadek Andrzej Skorliński w wojsku w latach 50-tych XX wieku.

W Szczecinie dziadek mieszka do chwili obecnej, jest już starszym człowiekiem na emeryturze. Z opowiadań jego wiem, że Szczecin, jako miasto portowe, było również bardzo zniszczone przez działania wojenne. Artykuły w sklepie były reglamentowane i trudno dostępne. W szkołach natomiast klasy były zaniedbane – wszyscy uczniowie i nauczyciele musieli włożyć dużo pracy, aby można było spędzić w nich parę godzin dziennie.
Komunikacja miejska Szczecina odradzała się stopniowo. Początkowo kursowały pojedyncze autobusy, później tramwaje, które zdołano wyremontować. O życiu codziennym w mieście można było przeczytać w „Głosie Szczecińskim” i w „Kurierze Szczecińskim”, które wychodzą z drukarni do dnia dzisiejszego.
Dziadek powiedział mi, że dni wolnych od pracy było bardzo mało, a spędzało się je w gronie rodzinnym, wyjeżdżając na zawody sportowe lub wycieczki za miasto, które były organizowane przeważnie przez zakład pracy.
Bardzo lubię odwiedzać swoich dziadków. Nie brakuje mi u nich niczego: mają własny ogród, który latem obfituje w smaczne owoce i warzywa. Z nimi czuję się bezpiecznie.

Dziadek (pierwszy z prawej) przy Jeziorze Głębokim.