Opublikowane przez Busol w Technika i Komunikacja.

7.12.1967 r. Wykolejenie się tramwaju na ul. Wyszaka w Szczecinie.
Największa katastrofa tramwajowa, ponoć także w skali Europy, wydarzyła się w Szczecinie. Ówczesna prasa informowała o niej nadzwyczaj skąpo.
Szczecin (PAP). W czwartek w godzinach rannych miała miejsce w Szczecinie katastrofa tramwajowa. Tramwaj jadący ulicą Wyszaka wyskoczył na zakręcie z szyn i pociągnął za sobą dwa przyczepne wozy. W wyniku katastrofy zginęło siedem osób. Dalszych osiem osób zmarło po przewiezieniu do szpitala. Wszyscy ranni znąjdują się w szpitalach pod troskliwą opieką lekarską.
Największa katastrofa tramwajowa, ponoć także w skali Europy, wydarzyła się natomiast blisko trzy dekady wcześniej, w Szczecinie. Ówczesna prasa informowała o niej nadzwyczaj skąpo.

W krótkim reportażu, zamieszczonym w „Kurierze Szczecińskim” 7 grudnia 1967 r., czytamy:
„Dziś rano, o godz. 6.35 na ulicy Wyszaka zdarzyła się tragiczna w skutkach katastrofa tramwajowa. Tramwaj linii nr 6 wypadł z szyn i przewrócił się. Najwięcej ucierpiała pierwsza przyczepa, która uległa całkowitemu rozbiciu. Wszystkie trzy wozy zapełnione były pasażerami, zdążającymi do domu po nocnej zmianie i jadącymi do pracy. Są zabici i ranni. Jak wynika z niepełnych informacji, uzyskanych do godziny 11, dziewięć osób zginęło, a 70 zostało ciężko rannych. Obsługa tramwaju: motorniczy Krystyna Presseisen, konduktorka I pierwszej przyczepy Władysława Szczyt i konduktorka drugiej przyczepy Teresa Radzinkiewicz ocalały. A oto jak wyglądał przebieg wypadku według relacji naocznych I świadków – uczniów szkoły morskiej, którzy oczekiwali na ten właśnie tramwaj poniżej Domu Rybaka:
– Zauważyliśmy, że tramwaj zjeżdża w dół ulicą Wyszaka z dużą szybkością, z palącym się przodem (nastawnicą) – mówi Andrzej Gajdziński. – Motorniczy wozu utraciła możliwość hamowania silnikiem. Tramwaj był przepełniony i część pasażerów jechała na stopniach. Gdy zorientowali się w sytuacji, zaczęli wyskakiwać. I właśnie wtedy tramwaj, ścinając słup trakcyjny, przewrócił się na nich.
Uczniowie nie stracili głowy. Maciej Grabarczyk i Łukaszewicz pobiegli do szkoły. Reszta, a było ich 6-7, przystąpiła do akcji ratunkowej, pomagając ludziom wydostać się z wozów. Wiele osób wydostających się o własnych siłach miało pokaleczone twarze.
W szkole ogłoszono alarm. Uczniowie zostali skierowani na miejsce wypadku. W tym czasie zaalarmowano pogotowie ratunkowe i milicję.
Na miejscu wypadku zaczęli gromadzić się ludzie. Zatrzymywano przejeżdżające samochody i kierowano do pogotowia z pierwszymi rannymi. Przybyły sanitarki i dwie sekcje straży pożarnej, a także funkcjonariusze MO. Wezwano dźwigi, gdyż wiele osób było przygniecionych stalowymi konstrukcjami wagonów.
Akcję ratunkową utrudniał mrok. Dopiero oświetlenie miejsca wypadku reflektorami straży pożarnej pozwoliło na sprawniejsze niesienie pomocy”.
Tyle zdążyli przekazać na gorąco reporterzy popularnej szczecińskiej popołudniówki. Następnego dnia na jej łamach, zamiast rozszerzonej relacji z miejsca wypadku, ze szpitali, do których odwieziono ofiary, znalazł się już tylko krótki komunikat pod wymownym tytułem: „Komisje badają przyczyny katastrofy”. Znaczyło to najpewniej tyle, że ktoś na polecenie władz zamknął dziennikarzom usta.
Na miejscu tramwajowej katastrofy zginęło wtedy siedem osób. Siedem kolejnych zmarło w szpitalach w ciągu doby. Piętnasta i ostatnia ofiara, pracownik Stoczni im. Warskiego, przewieziona w stanie ciężkim do kliniki w Poznaniu, zmarła 15 grudnia.
Okoliczności katastrofy, oprócz prokuratury i władz Szczecina, badała komisja ministerstwa gospodarki komunalnej. 21 grudnia 1967 r. wydano na temat wspólnych ustaleń następujący komunikat:
„Według wstępnych badań bezpośrednią przyczyną wykolejenia się pociągu tramwajowego na ulicy Wyszaka była nadmierna szybkość, jaką uzyskał on na spadku przy dojściu do łuku torowiska, w wyniku awarii elektromagnetycznego układu hamulcowego, uruchamianego za pomocą silników”.
Prace komisji zaowocowały konkretnymi decyzjami. Przede wszystkim ze szczecińskich linii tramwajowych znikły składy z dwoma wagonami doczepnymi. Władze centralne obiecały także pomoc finansową dla miasta na modernizację taboru tramwajowego i torowisk.

Źródło: Jarosław Reszka, „Cześć Giniemy” Największe katastrofy w powojennej Polsce – wydane nakładem PAPu.