Opublikowane przez Busol w Portal.

Mam zaszczyt zaprosić wszystkich naszych bywalców do obejrzenia pierwszego odcinka naszego nowego cyklu pt. „Szczecińskie Wieże”.
Otóż przy współpracy a właściwie na zlecenie Wydziału Budowlanego i Sztuki Sakralnej Kurii Metropolitalnej w Szczecinie (tu wielkie podziękowania za pomoc w realizacji projektu składamy księdzu Markowi Cześninowi) dane było mi odwiedzić miedzy czerwcem a październikiem 2004 r. 24 szczecińskie wieże (oczywiście chodzi o wieże kościołów przedwojennych).

Powstało ponad 4,5 tys zdjeć, z czego część dotyczącą wież i poddaszy widzianych „od środka” właśnie prezentujemy. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że żadne zdjęcie nie odda klimatu jaki panuje „za zamkniętymi drzwiami”. Może zabrzmi to nieco poetycko, ale naprawdę – w większości przypadków wystarczyło przekroczyć magiczne drzwi lub klapę i wchodziło się w świat w którym czas stoi w miejscu.

Niektóre miejsca i zakamarki nie były odwiedzane od wojny (naprawdę !) a na podłodze leżały strzępki przedwojennych gazet, czy pudełka po niemieckich papierosach. Podczas wypraw dane nam było oglądać dzwony pochodzące nawet z XVII wieku, a wielkim zaskoczeniem był fakt że w wielu z pozoru zwykłych kościołach używane są do tej pory dzwony z XVIII wieku.
Osobne miejsce w galerii zajmują „chuligani” – odnajdowaliśmy wycięte w drewnie lub uwiecznione za pomocą ołówka ślady „wandali” z lat 20-tych, 30-tych, a często nawet wcześniejszych, którzy zaznaczali swoją obecność w tych miejscach.

Owszem, były wieże bardzo ciekawe, ale i też takie, które już nie wzbudzały takiego zachwytu. Jednak wszystkie te miejsca postaramy sie zaprezentować i w miarę możliwości opisać. Tradycyjnie też zapraszamy do dyskusji na tematy wież, być może są pytania na które będziemy znali odpowiedzi…

W wyprawach tych dzielnie towarzyszyli mi na zmianę: Bruce, Bachinstitut, Keson, oraz Skoniak. Być może nasze „reportaże” i zdjęcia pozwolą Wam poczuć to co czuliśmy my wdrapując się na kolejne wieże. No i oprócz samego zwiedzania była to także czasami naprawdę niezła zabawa (nawet najbardziej marmurowi Admini musieli wymięknąć w miejscach, gdzie w którą stronę nie spojrzysz to 3 cm ptasiego… no właśnie :-)). Mieliśmy także możliwość poznania się na żywo – bo do tej pory z niektórymi znaliśmy się tylko wirtualnie, o czym mam nadzieję przekonacie się czytając „reportaże” Bachinstituta z tych wypraw 🙂

Życzę miłych wrażen…

Dziś Kościół Garnizonowy (Bugenhagenkirche).