Opublikowane przez Busol w Ciekawostki.

Kiedy przekraczaliśmy granicę, domyśliłam się wszystkiego. Miałam w głowie mętlik. Tyle czasu minęło. Czułam wielką radość – mówi Margot Reth. Wczoraj pierwszy raz po 60 latach odwiedziła Szczecin. Przyjechała świętować swoje złote wesele

Razem z nią i jej mężem do Szczecina przyjechał syn, synowa i wnukowie. Zatrzymali się na statku „Ładoga” przy Wałach Chrobrego.

– To nasza podróż w przeszłość – mówi Wolfgang, syn Margot. – Mama do ostatniej chwili niczego nie podejrzewała, zrobiliśmy jej niespodziankę.

Margot i Erwin Reth pobrali się dokładnie 50 lat temu, 27 listopada 1954 r. w Weissenfels koło Rostocku. Mieszkają tam do dziś. Przez 60 lat Szczecin był dla Margot miastem, które pamiętała z dzieciństwa. Tu się urodziła w 1934 r., mieszkała przy obecnej ul. Bandurskiego, chodziła do szkoły, tu zmarła jej matka. W 1945 r. wyjechała z miasta i nigdy więcej nie przyjechała. Synowi niewiele opowiadała, ale czuł, że chce tu wrócić. Tęskniła.

– Kiedy przekraczaliśmy granicę, domyśliłam się gdzie jedziemy – opowiada Margot Reth. – Miałam w głowie mętlik. Czułam wielką radość i wzruszenie. Co jeszcze pamiętam? Tyle czasu minęło.

W sobotę rano cała rodzina rusza w miasto. Ich przewodnikiem będzie Mirosław Piklikiewicz, do którego Wolfgang dotarł przez internet. To on pomógł zorganizować niespodziankę w Szczecinie. Rodzina chce obejrzeć miejsca, które Margot pamięta, ulicę, przy której mieszkała.

– Tylko czy coś tam jeszcze jest? Cała ulica była zbombardowana, ale może szkoła przetrwała? Ciekawe czy jest sklep, w którym robiłam zakupy? Nazywał się chyba Wegner – wspomina Margot. – Dobrze pamiętam port, w którym pracował ojciec, Zamek, który wyglądał podobnie jak dziś, Haken-Terrasse [obecnie Wały Chrobrego – red.], którędy nosiłam tacie śniadanie do portu.

Rodzina Reth zostanie w Szczecinie do niedzieli. Wielkie przyjęcie zaplanowano na sobotni wieczór na statku „Ładoga”. Z jego okien widać Wały Chrobrego i port. Miejsca z dzieciństwa Margot.

– Za rok przyjedziemy tu znowu, na wakacje – postanawia.

Dlaczego przez tyle lat tego nie zrobiła?

– Tak po prostu miało być. Gdyby przyjechała wcześniej, dziś nie byłoby niespodzianki – żartuje syn.

Kinga Konieczny, Gazeta Wyborcza, 26 XI 2004 r.