Bunkier z wyrokiem skazującym

Niedaleko średniowiecznego muru w szczecińskim Dąbiu przy ul. Cichej stoi żelbetowy bunkier zbudowany przed wybuchem II wojny światowej. Niestety, z powodu wieloletnich zaniedbań, które spowodowały znaczne pogorszenie się jego stanu technicznego, eksperci wyrażają przekonanie, że dziś obiektu nie da się już uratować.

Tą masywną budowlę o podstawie kwadratu nie przypadkowo ulokowano w bezpośrednim sąsiedztwie kamiennego muru średniowiecznego i rzeki Płonii. Ściany mają kilkadziesiąt centymetrów grubości, a strop aż ok. 1 metra (prawdopodobnie z tych powodów przez pewien czas podczas wojny była tu prochownia). Tego typu obiekty, tak jak w przypadku Wału Pomorskiego i Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, w przypadku ewentualnej agresji na odcinku północno-zachodnim ze strony Polski lub ZSRR, miały bronić dostępu do serca Niemiec (stąd do Berlina jest niewiele ponad 150 km). W ostatnim etapie wojny bunkier znajdował się więc w ramach umocnień tzw. Linii Nibelungów (od nazwy legendarnych karłów z mitologii germańskiej) i pełnił tą funkcję do 20 marca 1945 r., kiedy wojska radzieckie zdobyły Dąbie (tuż przed ogłoszeniem Szczecina twierdzą 21 marca 1945 r. przez gauleitera Pomorza Franza Schwede-Coburg). Jakimś cudem konstrukcja przetrwała często powtarzane ataki wojsk alianckich na Dąbie, mimo, że doprowadziły one do ogromnego zniszczenia tego oddzielnego wówczas miasta.
Po wojnie jeszcze przez całe lata obiekt mógł pełnić rolę schronu dla ludności, ale nie był odpowiednio konserwowany i na początku lat ‘70 w szczecińskim magistracie uznano, że stanowi poważne zagrożenie dla mieszkańców osiedla. Na domiar złego, na skutek powodzi w 1997 r., kiedy podniósł się poziom pobliskiej rzeki Płonii, zapadła się część gruntu pod bunkrem, jego wielki strop i cała ściana załamały się pod swoim ciężarem (od strony północnej obiekt wygląda więc jakby wczoraj został zbombardowany).
Dopiero niedawno z powodu zwielokrotnionych nacisków Rady Osiedla Dąbie i Wydziału zarządzania kryzysowego i ochrony ludności Urzędu Miejskiego podjęto pewne działania w celu zorganizowania rozbiórki, ale nawet jej przygotowanie wydaje się ciągnąć w nieskończoność (przede wszystkim z powodu niemałych kosztów takiej operacji).
Jako relikt z ostatniej wojny światowej bunkier mógłby z powodzeniem pełnić rolę interesującego zabytku, gdyby w odpowiednim momencie miasto zainteresowało się jego istnieniem. Teraz jest za późno i jego los jest przesądzony. Niebawem zniknie, ale dopóki stoi można go podziwiać – oczywiście tylko z daleka, bo nie wolno się do niego zbliżać na odległość mniejszą niż kilka metrów. Za jakiś czas pozostaną po nim już tylko jego zdjęcia, wszystko to co o nim napisano i pamięć w głowach szczecinian.

Paweł Herczyński

Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.