Opublikowane przez Busol w Historia.

Organy i ołtarz

Gdzie podziały się niezwykle piękne organy ze szczecińskiej katedry? Na pewno w czasie drugiej wojny światowej, w obawie przed zniszczeniem zdemontowano i ukryto je jak wiele innych zabytków. Trop urywa się w mało znanym zamku niedaleko Stargardu.

Swoimi wymiarami, urokiem i wydobywających się z nich dźwiękiem organy dorównywały tym słynnym na całą Polskę z katedry w Kamieniu Pomorskim. Kto wie, gdyby te w szczecińskie się znalazły ich sława była by jeszcze większa? W cieniu ich tajemniczej historii kryje się, choć z pewnością nie zasłużenie, równie zagadkowa sprawa zaginięcia olbrzymiego ołtarza.

Pechowa seria

Opisując główny cel naszych poszukiwań trzeba przypomnieć, że zaginiony egzemplarz nie był pierwszym tego typu instrumentem w długiej 900 letniej historii kościoła św. Jakuba. Koniec niemal wszystkich był jednak z reguły podobny i wiązał się z jakąś katastrofą spadającą na świątynię.

Pierwszy instrument został zniszczony w 1469 roku, kiedy to runęły na niego fragmenty walącej się wieży kościoła. Dodajmy, że do katastrofy doszło w czasie prac budowlanych, które miały na celu odbudowanie wieży po wcześniejszej, podobnej katastrofie z roku 1456.

Dość szybko zamontowano następne organy. Pośpiech okazał się jednak zgubny. Instrument okazał się bowiem tak fatalnie skonstruowany, że po stu latach, w 1564 roku trzeba było go pospiesznie demontować. Mógł bowiem zwalić się na głowy wiernych. Zastąpiły go organy wykonane w obowiązującym wówczas stylu renesansowych. Grały dobrze, ale zniszczyła je zmieniająca się moda. Renesansowy instrument zastąpiono w 1628 roku dziełem organmistrza z Pasewalku, Paula Ludemanna. Krótko cieszyły ucho wiernych. Spłonęły w czasie pożaru kościoła w 1677 roku.

I wtedy okazało się, że na nowe organy nie ma pieniędzy. Starczyło jedynie na zakup używanych, którym przygrywano do mszy przez 15 lat. W końcu znalazły się fundusze na nowy sprzęt. Było ich jednak tak mało, że był to instrument ponoć mały i brzydki.

Cyna z Amsterdamu

I w tym miejscu zaczyna się historia organów, których poszukujemy.

Był rok 1697. Dopiero wówczas pieniędzy na nowe organy do reprezentacyjnego dla Szczecinie kościoła nie brakowało. Można było więc zrobić coś z rozmachem.

Do odlewu piszczałek cynę sprowadzono aż z Amsterdamu. Pracami kierował zaś mistrz Mathias Schurich z Drezna, jeden z najlepszych w swoim fachu. W trzecim roku trwania prac mistrz Schurich niespodziewanie zmarł. Niemal już gotowe dzieło zakończył inny znany artysta, ściągnięty naprędce z Hamburga Arp Schitger.

Pierwszy uroczysty koncert na nowych organach odbył się 11 stycznia 1700 roku. Ponoć miały znakomite brzmienie. O dzieło pieczołowicie dbano. W 1901 roku przeprowadzono solidny remont i konserwację instrumentu.

Zagadka Niemieńska

W czasie wojny wyposażenie kościoła św. Jakuba zostało zdemontowane i ukryte. Stało się tak z całą pewnością. W ruinach świątyni nie natrafiono bowiem na jakikolwiek ślad najmniejszych chociażby pozostałości po cennych zabytkach.

Demontować i chronić było bowiem co. Największy szczeciński kościół uchodził przecież za największy skarbiec sztuki barkowej na Pomorzu rodem z końca XVII i początku XVIII wieku.

Kiedy jego wyposażenie zaczęło być demontowane tego z całą pewnością nie wiemy. Akcja chowania w bezpieczne miejsca szczecińskich zabytków, by nie zostały narażone na zniszczenia w czasie bombardowań, zaczęła się już w 1942 roku. Niektóre źródła mówią jednak o tym, że kościół św. Jakuba zaczęto opróżniać dopiero latem 1944 roku. Świątynia nie była jeszcze zniszczona. Bomby, które niemal całkowicie ją zniszczyły spadły na jej konstrukcję w sierpniu i wrześniu 1944 roku.

Czy Niemcy naprawdę ryzykowali tak długie przetrzymywanie cennych zabytków jeśli poważne bombardowania ciągnęły się już od 1943 roku?

W tej sytuacji nie jest dziwne, że nie wiadomo gdzie wywieziono interesujące nas organy, a także ołtarz (o którym dalej).

Jedynym tropem jest nieco zagadkowa, bo anonimowa notatka, która znajduje się w zbiorach szczecińskich konserwatorów zabytków. Zdradza ona miejsce ukrycia wyposażenia obecnej katedry. Jednak nie do końca.

Według notatki przepiękna ambona została wywieziona i ukryta w zamku w Pęzinie. Tymczasem doszukano się jej w podziemiach północnego skrzydła Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie (po renowacji została zniszczona przez walącą się ścianą odbudowywanego zamku).

Czy można więc wierzyć kolejnemu zapisowi, że organy ukryto w podziemiach zamku w Niemieńsku pod Drawnem niedaleko Stargardu Szczecińskiego? Na razie poszukiwania historyków nie przyniosły potwierdzenia tej informacji. Miejscowa ludność o sprawie w ogóle nic nie wie. Przyjechali w to miejsce dopiero po 1945 roku.

Na zachód?

Nie wiemy za to nic o tym co stał się z czymś niemniej cennym od organów – gigantycznym, sięgającym od podłogi po sam sufit ołtarzem.

Wykonany został w latach 1709-1711 według projektu pochodzącego ze Śląska rzeźbiarza Erharda Loffera i należał do najbardziej monumentalnych dzieł baroku na Pomorzu. Potężne, podwójne kolumny stanowiły oprawę dla obrazu „Zdjęcie z krzyża” namalowanego w 1826 roku przez E. M. Lengericha, szczecinianina na co dzień pracującego w Rzymie.

Ołtarz na pewno nie został zniszczone. Nie potwierdzone informacje mówią o tym, że został wywieziony gdzieś w głąb Niemiec, czyli na zachód.

Okaleczony zabytek

Dziś ogołocona z niemal całego wyposażenia Katedra imponuje w dużej mierze tylko swoją wielkością. Nie jest nawet zabytkiem z prawdziwego zdarzenia. Kościół odbudowano bowiem w dość kontrowersyjny sposób. Po pierwsze sklepienia są betonowe, użyto też cementowych kształtek. Ściana od strony placu Orła Białego też ma bardzo współczesny zarys wielkich okien. Najbardziej jednak rzuca się w oczy miedziany blach. Jeszcze w latach 70. przykrywała go dachówka. I tak powinno było zostać. Katedry w Kamieniu Pomorskim blachą na przykład nie oszpecono tłumacząc to wysoką wartością artystyczną obiektu. Najwyraźniej pusta Katedra w Szczecinie takim obiektem nie jest.

Andrzej Kraśnicki jr