Opublikowane przez Busol w Pomniki.

Gwiazda nad placem

Zimą 1991 roku zapadła decyzja – Pomnik „Wdzięczności” stojący na placu Żołnierza ma zostać przeniesiony na Cmentarz Centralny. Skończyło się jedynie na hucznym i widowiskowym zdjęciu z jego szczytu radzieckiej gwiazdy. Pozostał niezbyt urodziwy słup.

Pomnik „Wdzięczności” jest chyba najbrzydszym szczecińskim pomnikiem. Co bardziej złośliwi mówią, że tym samym doskonale komponuje się z równie szpetnymi, szarymi wieżowcami z czasów Gomułki, które otaczają plac Żołnierza. Najbardziej irytująca była w nim jednak ponoć betonowa gwiazda – pięcioramienna betonowa konstrukcja ustawiona na szczycie pomnika. Dla wielu był to symbol radzieckiej dominacji nad Polską.

Wszyscy pomagali

Historia Pomnika „Wdzięczności” zaczyna się w zimą 1950 roku. Prawdopodobnie wtedy zapadała decyzja o wybudowaniu w Szczecinie pomnika upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej, którzy (stosując ówczesną terminologię) wyzwalali Szczecin i Pomorze Zachodnie spod niemieckiej okupacji. Wybrano najbardziej reprezentacyjne miejsce w Szczecinie – plac Żołnierza, a zarazem początek przepięknej alei Niepodległości. Już dla niemieckich gospodarzy miasta było to miejsce znaczące o czym świadczy to, że właśnie w tym miejscu ustawili pomnik swojego króla Fryderyka Wilhelma II. Pomnik przetrwał wojnę i został zrzucony z cokołu przez polskich strażaków dopiero pod koniec lipca 1945 roku.

Budowę pomnika „Wdzięczności” zamieniono w wielką akcję propagandową. Cały Szczecin miał dziękować w ten sposób Armii Czerwonej za wyzwolenie miasta. „Załogi zakładów pracy i poszczególni mieszkańcy samorzutnie włączyli się do robót” – piała z zachwytu ówczesna prasa.

Prace polegały na odgruzowaniu okolic powstającego pomnika, a także zbieraniu złomu. To właśnie pieniądze z jego sprzedaży miały w znacznej części sfinansować budowę. To samo robiono także z cegłami. Pieczołowicie je segregowano by móc przeznaczyć je na sprzedaż. Chętnych do pracy było ponoć tyle, że trzeba było sporządzić specjalny grafik z listami ochotników i godzinami ich pracy.
Ile w tym wszystkim było faktycznej spontaniczności nie wiemy. Faktem jest jednak, że w ciągu dwóch tygodni wykonano niemałą pracę: z placu Żołnierza wywieziono 5 tysięcy metrów sześciennych gruzy i kilkanaście ciężarówek złomu. Na koniec teren wokół cokołu uprzątnięto i splantowano.

Braterski uścisk

26 kwietnia 1950 roku wszystko było gotowe do uroczystości odsłonięcia pomnika. Całość zorganizowana została w klasyczny dla czasów stalinowskich sposób: były olbrzymie portrety Wodza Rewolucji (Włodzimierza Lenina) i Ojca Narodów (Józefa Stalina), las sztandarów i transparentów i mnóstwo oficjeli. Gazety wymieniały później I Sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR Jerzego Prymę, wojewodę, radzieckich i polskich oficerów. Odczytana została depesza od marszałka Rokossowskiego po czym tłum, ponoć spontanicznie, odśpiewał Międzynarodówkę. Pod odsłonięciu pomnika oczom szczecinian ukazał się napis: „Żołnierzom bohaterskiej Armii Czerwonej – Lud pracujący Szczecina. Dnia 26 IV 1945 r. Wojska marszałka Rokossowskiego przywróciły Polsce miasto Szczecin”.
Sam pomnik nie zachwycał urodą. Oprócz radzieckiej gwiazdy na jego szczycie jedyną ozdobą była (i jest) rzeźba, którą w jednym z przewodników po Szczecinie z 1965 roku opisano jako „przedstawiającą żołnierza radzieckiego w braterskim uścisku dłoni z polskim robotnikiem”.

W następnych latach to właśnie tu, co roku, 26 kwietnia władze miasta i inni oficjele urządzali obchody kolejnych rocznic „wyzwolenia” Szczecina: składano wieńce, wystawiano warty honorowe, zapalano wielkie znicze.

Na cmentarz

Pomnik stał się po przełomie 1989 roku niezwykle drażliwą rzeczą. Nowe, solidarnościowe władze miasta, a także większość szczecinian kłuła w oczy szczególnie radziecka gwiazda. Pamiętać należy, że jeszcze w owym czasie w Polsce stacjonowały radzieckie wojska i nie zanosiło się na ich rychły wyjazd. Do tego dochodziły wypowiedzi radzieckich oficerów, które były upubliczniane. Słynny generał Dubynin powiedział wówczas, że Armia Radziecka wyjedzie z Polski kiedy zechce i jak zechce i lepiej żeby jej nikt nie przeszkadzał. Trudno się więc dziwić, że gwiazda w centrum Szczecina, dominująca nad jednym z ważniejszych placów, była w tej sytuacji i przy tej atmosferze elementem co najmniej nie na miejscu.
Takie były też odczucia szczecińskich radnych, pierwszej kadencji odrodzonego samorządu. Dominujący w nim działacze „Solidarności” bez większych dyskusji uchwalili, że pomnik ma zostać przeniesiony na Cmentarz Centralny. Do tej historycznej sesji miało dojść 30 grudnia 1991 roku, w dużej mierze dzięki inicjatywie samych Rosjan. To ponoć sam Pełnomocnik Rządu Rosyjskiego do Spraw Pobytu Wojsk Radzieckich w Polsce zaproponował władzom Szczecina przeniesienie pomnika na cmentarz.

Jak brzmiała treść historycznej uchwały niestety nie wiemy. W elektronicznym archiwum Urzędu Miejskiego ostatnia uchwała z 1991 roku jest datowana na 16 grudnia. Śladu po nadzwyczajnej sesji zwołanej tuż przed końcem roku nie ma.

Interwencja konsula

Uchwała przez wiele miesięcy pozostawała jedynie na papierze. Za jej realizację zabrano się pod koniec lipca 1992 roku. Wówczas to, ku radości szczecinian dźwig Przedsiębiorstwa Budownictwa Ogólnego nr 2 ściągnął z pomnika radziecką gwiazdę. Została przewieziona do magazynów tego przedsiębiorstwa, gdzie niedawno znaleźli ją szczecińscy licealiści (gwiazda trafiła do magazynów muzeum).
Zdjęcie gwiazdy (operacja zajęła niemal cały dzień) miało być jednak tylko wstępem do dalszego demontażu pomnika. Władze miasta, zgodnie z podjętą wcześniej uchwałą, przenieść go po kawałku na Cmentarz Centralny i ustawić przy grobach radzieckich żołnierzy. Dalszego ciągu jednak nie było. 10 sierpnia do Urzędu Miejskiego przyjechał Konsul Generalny Federacji Rosyjskiej w Szczecinie Oleg Brykin. Poszedł wprost do prezydenta. Prasa dość ogólnikowo opisała co się działo w gabinecie. Wiadomo jedynie, że Brykin uznał zdjęcie gwiazdy z pomnika „Wdzięczności” za naruszenie umowy o przyjaźni i dobrosąsiedztwie podpisaną przez prezydenta Lecha Wałęsę i prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.
– Decyzja Rady Miejskiej o demontażu pomnika podjęta została zanim prezydent Wałęsa podpisał w Moskwie umowę – tłumaczyło później dziennikarzom Biuro Rady Miejskiej.

Interwencja Rosjan przyniosła jednak skutek. Pomnika więcej nie tknięto. I to mimo, że pojawiał się nawet pomysł na zagospodarowanie pustego po nim cokołu. Jego autorem był znany szczeciński przewodnik Antoni Adamczak, który rozpoczął batalię o powrót do Szczecina pomnika Colleoniego. Antoni Adamczak chciał by to właśnie jeździec zastąpił pomnik radzieckich żołnierzy. Wspierając się aforyzmem Stanisława J. Lece „Burząc pomniki oszczędzajcie cokoły. Zawsze mogą się przydać” przewodnik sugerował w swoim otwarty liście do radnych, że to jest właśnie znakomity pomysł na zmianę charakteru placu Żołnierza.

Zapomniany

Dziś wokół pomnika zapadła dziwna cisza. Nie trudno dostrzec, że od kilku lat władze miasta udają, że Pomnika „Wdzięczności” w Szczecinie nie ma. Wystarczy zobaczyć co się dzieje 26 kwietnia. Data zdobycia miasta była zawsze okazją do przypomnienia i uhonorowania tysięcy radzieckich żołnierzy, którzy zginęli walcząc wraz z Polakami o Pomorze, a także o sam Szczecin. Tymczasem nikt pod pomnikiem poświęconym tym żołnierzom kwiatów nie składa. W roku 2003 uroczystości zorganizowano na Cmentarzu Centralnym, rok wcześniej pod Pomnikiem Czynu Polaków co już zakrawa na ironię bo Szczecin zdobywali tylko żołnierze radzieccy. Więc jak to jest z tym pomnikiem? Magistrat o nim zapomniał czy też uznaje, że to jedynie nic nie znaczący, wysoki kloc betonu? Jeśli to ostatnie to może lepiej dokończyć dzieła i przenieść pomnik na cmentarz.

Andrzej Kraśnicki jr