Opublikowane przez Busol w Publicystyka.

Czuję się zobligowany do odpowiedzi Pawłowi Herczyńskiemu, który z otwartą przyłbicą zdecydował się na wzięcie udziału w dyskusji o sensie/bezsensie odtworzenia fontanny (zwanej często pomnikiem) Sediny… Osobiście jestem przekonany, że odbudowana Sedina („i Sedina właśnie”, a nie Krzywousty lub np. Zaremba) byłaby niezłym magnesem dla turystów, i to nie tylko niemieckich – także my, Polacy chętnie odwiedzamy Kopenchaską Syrenkę lub Siusiającego Chłopca w Brukseli.
Myślę, że dyskusję w tej sprawie należałoby podzielić na kilka podstawowych elementów, stąd tym razem moją wypowiedź podzielę na kilka punktów.

Motto: dżentelmeni nie dyskutują o faktach, jednak mogą je inaczej interpretować.
Być może powtórzę kilka tez z mojej poprzedniej wypowiedzi, a inne mogą być powszechnie znane – wybaczcie jednak, ale muszę to zrobić dla uwypuklenia treści, na których mi zależy.
1/ Postać Bolesława Krzywoustego u każdego uważnie studiującego historię Polski musi budzić poważne kontrowersje tak z racji jego pochodzenia, jak też koligacji, a to z racji współpracy jego przodków z państwami ościennymi (w tym z Niemcami) w utrzymaniu Polski pod swoim władaniem. Oczywiście, że podstępne, wewnętrzne wojny o dziedzictwo, zmienne sojusze i „nienarodowe” koligacje nie były specjalnością wyłącznie polską, lecz lubię słuchać chichotu historii… Przejdę jednak do rzeczy i przytoczę kilka faktów o „zasługach” Bolesława dla Szczecina: najpierw podbił Pomorze Wschodnie (Gdańskie), które w 1116 r. wcielił do swojego państwa, a później, po długich i ciężkich walkach zhołdował podczas wielkiej wyprawy w latach 1121 – 1122 księcia zachodniopomorskiego Warcisława Gryfitę – w efekcie Gryfici płacili Polsce trybut i uznawali się za polskich lenników; przyjęli również chrześcijaństwo. W dziele chrystianizacji Pomorza wielkie zasługi położył działający z inicjatywy i lojalnie na rzecz interesów Bolesława biskup Otton z Bambergu (ze Szwabii). Ponieważ działalność ta odbierała rację istnienia arcybiskupstwu misyjnemu w Magdeburgu, tamtejszy arcybiskup Norbert uzyskał od papieża zgodę na podporządkowanie sobie polskiej prowincji kościelnej. Pomimo tego w 1136 r. udało się Bolesławowi obronić niezależność polskiego arcybiskupstwa za cenę uznania zwierzchnictwa cesarskiego i złożenia hołdu z Pomorza.
Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że pierwsze biskupstwo (podległe metropolii gnieźnieńskiej) nie powstaje w Szczecinie, lecz w Wolinie (później przeniesione do Kamienia Pomorskiego).
Bolesław Krzywousty umarł i niestety (dla interesów Polski) już pod koniec XII wieku wpływy na Pomorzu Zachodnim uzyskuje Dania (m.in. jest to efekt osłabienia rozbitej na dzielnice Polski). Potem Pomorze, a właściwie Gryfici i często popierający ich mieszczanie Szczecina, długo walczą o niezależność tak od Duńczyków, jak i od Niemców (w osobach władców pogranicznych marchii i długo później Prus), chyba najchętniej współpracując ze Szwedami (co niekoniecznie służyło szczecińskiej gospodarce, ale to już inny problem). W końcu weszli tu Prusacy i tak Pomorze ze Szczecinem „stały się odwiecznie niemieckie” (i znów chichot historii).

Przypatrując się powyższemu bardziej widzę pomnik Bolesława (osobiście bardzo lubię tego zdolnego i krwistego księcia) raczej w Kamieniu Pomorskim lub w Wolinie, bo jednak jego udział w pozytywnej historii naszego miasta nie wydaje mi się zbyt duży – chyba, że jako pomnik zdobywcy (czy był tu osobiście?). Jednocześnie zwracam uwagę, że zasługi krzewienia chrześcijaństwa (ach, te metody) warte są może uhonorowania, ale raczej nie jako pomnik „szczeciński”.

2/ Państwo Polskie wkroczyło ponownie na dzisiejsze Pomorze Zachodnie dopiero w 1945r. i ten fakt możemy zawdzięczać:
a/ temu, że Hitler skusił Niemców do rozpoczęcia wojny z Polską i „całym światem”
b/ dowódcy Krasnoj Armii (któremu?), który zdobył Szczecin na Niemcach albo „uwolnił go od hitleryzmu”
c/ „Wielkiej Trójce” (Roosvelt, Stalin, Churchill), którzy w końcu przyznali Szczecin Polsce jako część rekompensaty za ziemie utracone w wyniku wojny na wschodzie (patrz pkt. a) – szczęśliwie mają oni „swój” Plac Sprzymierzonych
d/ pierwszym władcom PRL – Bierutowi, Gomułce (już widzę te wyrazy obrzydzenia na twarzach niektórych)
e/ prezydentowi Zarembie lub wojewodzie Borkowiczowi (ten ostatni też jest kontrowersyjny, tak dla „czerwonych”, jak dla „białych”).
Przyznam, że osobiście chętnie postawiłbym porządne popiersia obu panom z pkt. e/, ale nie mam potrzebnych pieniążków…

3/ Zupełnie zgadzam się z tym, że „nigdy nie było takiej bogini (Sediny) ani w mitologii germańskiej, ani słowiańskiej, ani w żadnej innej” (ciekaw jestem, jak Pan dowiedzie nieistnienia tego, co nie istnieje?), a w tej sytuacji nieco śmieszna byłaby polemika ze zdaniem, że „Sedina powstała na fałszywych przesłankach”. Potwierdza Pan, że „… miała uosabiać Szczecin” itd. No właśnie! W tym „tkwi pies” i o tym może warto przypomnieć!
Dalej przypomina nam Pan, że „pomnik powstał w Cesarstwie Niemieckim” itd. Pytam: a gdzie miał powstać pomnik poświęcony Szczecinowi i jego ludziom związanym z morzem? Na księżycu? Niemal cały Szczecin powstał w tamtym czasie, a wielu przypomina, że za pieniądze z francuskiej kontrybucji wojennej.
Przypomnę więc jeszcze raz, że pomnik ufundował nie Kajzer, nie rząd w Berlinie, nie landrat lub inny państwowy urzędnik, lecz RADA MIEJSKA lub nawet bezpośrednio OBYWATELE! Jak by więc nie patrzeć, to Sedina jest POMNIKIEM OBYWATELSKIM, przejawem starej, obywatelskiej i mieszczańskiej tradycji miasta (często miasta o dużej samodzielności), a tym samym, może nawet w nieświadomości ówczesnych jej fundatorów – SEDINA niesie w sobie nie tylko „niemieckość”, ale także tradycje Słowian, którzy z tego grodu uczynili miasto i rządzili się tu sami, bez książąt swoich czy cudzych! Owszem, wyrzeźbił ją profesor państwa pruskiego i ufundowali obywatele państwa prusko-niemieckiego – ale NIE dla idei tego państwa, lecz jako ALEGORIĘ MIASTA MORSKIEGO, konkretnie Szczecina.
Jeszcze raz przypominam – dla państwa Kajzerów i Fuhrera Sedina nie była nic warta, skoro ją zdemontowali…

4/ Szczecin ma pokręconą historię, nie jest „żadną dziewicą, panienką na wydaniu”, lecz raczej (jeśli kogoś, np. feministki, nie obrazi to porównanie) przypomina „kobietę po przejściach, z twarzą i duszą pokiereszowaną i tym doświadczeniem ciekawą”. Nie odwracajmy się plecami do tej historii, bo nie zrozumiemy teraźniejszości i nie potrafimy przewidzieć najbliższej nawet przyszłości!
Wypominanie, że twórcy nazwy „Sedina” akurat tę fałszywą historię/legendę przywołali, wydaje mi się nieco niewłaściwe – mieli przypominać Trygława? Może jakiegoś „Siedzona” lub „Szczota”? Bądźmy trochę mądrzejsi, nie wstydźmy się przyznać, że Niemcy tu też byli (choć nie pierwsi, tak zresztą, jak i Słowianie), że musieli odejść, że zostali wypędzeni – przez własną pazerność na obce ziemie i bogactwa, przez uległość paranoidalnemu Wodzowi, przez własne władze nareszcie (Rosjanie i Polacy wcale nie pierwsi kazali im stąd uciekać w przegranym 1945r.), przez WYROK LUDZI i HISTORII na końcu.
Tak na to patrząc – Pomnik Krzywoustego byłby tylko pomnikiem z historii Polaków, a nie tego szczególnego miejsca na ziemi, jakim dla szczecinian jest Szczecin.

5/ Przytacza też Pan Paweł argument o tym, że „konieczne będzie znalezienie artysty mogącego poszczycić się przynajmniej podobnym poziomem sztuki rzeźbiarskiej, co Ludwig Manzel […], w przeciwnym razie mielibyśmy tylko polską kopię pomnika, do tego jeszcze gorzej wykonaną od niemieckiego pomnika”. Zapytam więc: czy mamy zrobić coś ponad kopię? O kopię właśnie chodzi i od początku o tym się mówi. Po drugie – nie wierzy Pan w zdolności polskich artystów-rzeźbiarzy? Na jakiej podstawie Pan zakłada, że nasi konserwatorzy zabytków nie potrafią ODTWORZYĆ takiej rzeźby? Osobiście uważam, że jest Pan skrajnym przypadkiem pesymisty i typowym przypadkiem niewiary w nasze narodowe zdolności! 🙁 Poważnie jednak: ten temat podrzucam fachowcom, którzy może zdecydują się napisać nam, czy Pan ma rację, czy też ja jestem zbyt optymistycznie nastawiony.

6/ Swoją wypowiedź kończy Pan pytaniem/tezą, że może „by tak coś innego”. To dobre pytanie. Znam wielu ludzi, którzy pytają: po co te pomniki, kiedy ludzie są głodni, kiedy nie stać ich na mieszkania. Pytają: ile kosztował pomnik Papieża na Jasnych Błoniach, co można było zrobić zamiast fontanny „Bartłomiejówki”… To niezłe pytania, ale nigdy nie było tak, że kiedy budowano „coś” (pomniki, pałace), wszyscy cieszyli się z lekkości bytu.
Zgadzam się jednak z Panem, że warto sobie takie pytanie postawić. Uważam, że odbudowana Sedina („i Sedina właśnie”, a nie Krzywousty lub np. Zaremba) byłaby niezłym magnesem dla turystów, i to nie tylko niemieckich – także my, Polacy chętnie odwiedzamy Kopenchaską Syrenkę lub Siusiającego Chłopca w Brukseli, zupełnie nie zapamiętując znacznie okazalszych pomników o konotacjach politycznych (to ci różni krwiożerczy królowie i wodzowie na koniach lub piechotą). I to byłby ten nasz wkład w europejskość Szczecina (cała jego historia jest tak europejska!), którą Pan postuluje w ostatnim zdaniu swojej wypowiedzi.

Wojciech Banaszak