Opublikowane przez Busol w Historia.

Wybitni kompozytorzy przymierali głodem, światowej sławy entomolog uważany był za dziwaka, a cenionym w Europie fizyku nic nie wiedziano. Wszystkich łączyło to, że byli szczecinianami, jak ich później określono „niedocenionymi geniuszami”.

Także i dziś te kilka nazwisk, które zaraz przytoczymy jest stosunkowo mało znanych. Wszyscy są w cieciu ogólnie znanych zasług takich przedwojennych szczecinian jak Hermann Haken (burmistrz) czy też Wilhelm Meyer-Schwartau (architekt). Ci jednak pracowali na rzecz i ku sławie Szczecina na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to tak wybitne postacie były od razu zauważane. Kilkadziesiąt lat wcześniej, nie mniej utalentowani twórcy po prostu klepali biedę.

Ubodzy kompozytorzy

Przykładem takiej właśnie niedocenianej za życia osoby był Carl Loewe, znakomity kompozytor i muzyk.

Urodził się w 1796 roku w małej miejscowości koło Halle. Od młodości interesował się muzyką i w tym kierunku pobierał nauki. Do Szczecina przyjechał w 1820 roku, gdzie objął stanowisko organisty w katedrze. Był już utytułowanym muzykiem, mogącym pochwalić się kompleksowym wykształceniem muzycznym, a nawet znajomościami ze znanymi, niemieckimi kompozytorami. Oprócz pracy w katedrze Loewe zajął się także nauką muzyki w gimnazjum Mariackim. Uczył tam śpiewu, gry na organach, skrzypcach i fortepianie.

Zajmował się także komponowaniem. Sam wykonywał swoje ballady, legendy i pieśni. Występował m.in w Berlinie, Weimarze, Kolonii, Królewcu, Pradze, Wiedniu i Londynie.

Ten znany, wszechstronny muzyk w samym Szczecinie był jednak niedoceniany, a nawet lekceważony. Najlepszym przykładem jest to jak traktowany był przez członków szczecińskiej loży masońskiej „Pod trzema cyrklami”. Ludzie ci, teoretycznie światli i wykształceni uważali za całkiem normalne to, że Loewe każdego dnia miał przygotowaną zupełnie nową kompozycję. Kwitowali to stwierdzeniem, że „ów mały człowieczek skomponował bardzo ładną melodię”.

Podobnie traktowany był przez władze miasta. W skutek tego, marnie opłacany, nie był w stanie zarobić na godziwe życie. Nie mogąc znaleźć swojego miejsca w Szczecinie wyjechał za chlebem do Kilonii, gdzie ponoć zrezygnowany i sam już nie ufający w swoje możliwości, zmarł w 1869 roku jako bardzo ubogi człowiek.

Podobnie potraktowany został przez szczecinian inny utalentowany muzyk, przyjaciel Loewego Ferdynand Oelschlager. Na codzień był organistą w kościele Mariackim (już nie istniejącym). Swój kompozytorski talent objawił tworząc, specjalnie na koronację Fryderyka Wilhelma IV Pieśń Hohenzollernów. Otrzymał za to z rąk króla Prus złoty medal (niektóre źródła mówią, że była to złota tabakierka).

Na codzień Oelschlager już z takimi zaszczytami się nie spotykał. Według historyków był tak biedny, że zimą musiał rozbijać lód w misce do mycia, bo nie stać go było na zakup opału do swojego mieszkania. Ponoć nie obcy był mu głód.

Pocieszny entymolog

Nie głodował, ale za to traktowany jak dziwak był inny znany w pierwszej połowie XIX wieku szczecinianin. Anton Dohrn należał do dość majętnej rodziny. Pewnie w dużej mierze dzięki temu mógł sobie pozwolić na uprawianie bardzo nietypowego hobby – entymologii. Zajmował się tym z taką pasją, że wkrótce został zaliczony do światowej czołówki ekspertów w tej dziedzinie. Podziwiano go także za wszechstronne umiejętności. Dohrn komponował, muzykował, zbierał pieśni ludowe różnych narodów. Wszędzie był doceniany i szanowany – tylko nie w Szczecinie. Dla mieszkańców miasta był to tylko „pocieszny dziwak”.

„Dziwny” był też dla szczecinian Ferdynand Calo, filolog i historyk, który podróżował niemal po całym świecie. Pisał ponoć piękne nowele (wydane dopiero wiele lat po śmierci), komponował sonaty. Wiedziano o nim tylko tyle, że ta „dziwna” postać spacerowała codziennie po Rynku Końskim (pl. Orła Białego).

Nic nie wiedziano za to o Hermannie Grassmannie, wybitnym, docenianym w całej Europie matematyku i fizyku, na codzień nauczycielu w Gimnazjum Mariackim. Tymczasem to właśnie Grassmann był twórcą rachunku wektorowego, a jego dokonania jako fizyka uwieńczyło sformułowanie trzech praw, znanych do dziś jako prawa Grassmanna. Prawa te mają podstawowe znaczenie w technice pomiarów i analizie barw.

Pozostał cokół

Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, z reguły już po śmierci tych wybitnych ludzi szczecinianie docenili ich dokonania. Największą, niestety pośmiertną sławę zdobył Carl Loewe. Z Kolonii, gdzie zmarł przewieziono do Szczecina jego serce i wmurowano je w ścianę katedry. Przed kościołem ustawiono zaś rzeźbę przedstawiającą jego postać.

Dziś po wielkich tych wielkich szczecinianach nie ma już w naszym mieście pamiątek. Z pomnika Loewego ostał się jedynie cokół, na którym kilka lat temu ustawiono rzeźbę Matki Boskiej

Andrzej Kraśnicki jr