Opublikowane przez Busol w Historia.

Zobaczyła barbarzyństwo: powalone krzyże przysypane ziemią, rozjechane mogiły. Ocalały tylko te wśród drzew, do których spychacz nie mógł wjechać.
Był rok 1956. Irena Szymańska, żona Franciszka Szymańskiego, pioniera Szczecina, przypomina sobie ten dzień, kiedy przybiegła do nich zapłakana szwagierka.
– W rozdzierającej rozpaczy krzyczała do mego męża: „Franciszku, zaorali nam groby” – opowiada pani Irena. – Łkała i tłumaczyła, że poszła z koleżanką na cmentarz, żeby przy mogiłach brata i ojczyma zasadzić kwiatki.

[Artykuł z internetowego wydania Gazety Wyborczej]

Obaj zmarli w marcu 1946 r. w strasznych męczarniach, poparzeni po wybuchu niby-benzyny kupionej od żołnierzy radzieckich, która okazała się być materiałem do miotaczy używanych na froncie.

– Franciszek Szymański z jeszcze jednym kolegą przyszli do mnie i opowiedzieli o zniszczeniu kwatery – mówi Stanisław Lagun, pionier, w Szczecinie od maja 1945 r. – Kilka dni później poszedłem tam. Krzyże były już wyzbierane, a teren świeżo zryty ziemią i wyrównany.

Kwatera polska

Dla osadników, którzy przyjechali do Szczecina w 1945 i 1946 r., Kwatera Pionierów na Cmentarzu Centralnym była pierwszym polskim cmentarzem.

Początkowo w ogóle nie wiedzieli, gdzie jest główny cmentarz w opustoszałym mieście. Jeszcze niebezpiecznie było zapuszczać się we wszystkie jego rejony. I trudno, bo ulice były zasypane gruzem, a wiadukty wysadzone przez wycofujących się Niemców. Ciało Teofila Firlika, pierwszego Polaka zabitego w Szczecinie, pochowane zostało przy kościele Jana Chrzciciela na Bogurodzicy. Inni mieli mniej szczęścia: ich kości spoczywały na podwórkach, placach, skwerach.

Wreszcie w sierpniu 1945 r. do Barbary Zaremby, naczelniczki wydziału zieleni zarządu miasta (żony Piotra Zaremby, pierwszego polskiego prezydenta miasta), przybiegli strażacy z informacją, że znaleźli cmentarz. To był Cmentarz Centralny. Od strony ulicy Wierzbowej rozciągał się tam wolny teren, jeszcze przez Niemców przygotowany pod groby. Zarembina wyznacza ten zachodni skrawek na pochówek Polaków. Na środku staje drewniany krzyż, a ksiądz Florian Berlik, pełniący w Urzędzie Miejskim funkcję kierownika wydziału do spraw kościelnych, święci ziemię wokół niego.

Do czerwca 1946 r. miejsce to stało się ostatnią drogą ponad 417 Polaków. Jeszcze dziś znaleźć tu można ocalałe pojedyncze mogiły Polaków pochowanych w 1945 i 1946 r. Na większości z nich widnieje, czasem ledwo już widoczny, napis: „Zginął śmiercią tragiczną”. Czy ten fakt mógł mieć jakieś znaczenie dla późniejszych losów całej polskiej kwatery?

Dziesiątki historii śmierci

W październiku 1946 r. brata i kolegę pani Elizy Suchogórskiej zastrzelili oficerowie radzieccy. Ona, brat Marian Wójcik (kolejarz z SOK-u) i ich kolega milicjant Zygmunt Kiełbasa wybrali się wtedy do kina Pionier na „Znachora”. Biletów nie dostali, poszli odwiedzić koleżankę. Wracali do domu wieczorem.

– Na Ku Słońcu usłyszeliśmy turkot samochodu. Pamiętam, że brat się obrócił i mówi: „Nie bójcie się, to Ruskie” – opowiada Eliza Suchogórska. – Padły strzały. Kolega upadł od razu. Brat zniknął mi z oczu.

Ona ranna ukryła się za żywopłotem. Do dziś nosi w biodrach kulę. Na moment błysnęła jej ręka strzelająca kilka razy z pistoletu. Rano okazało się, że to do brata. Dostał dziewięć kul. Śledczy, który spisywał protokół, przyszedł później do niej z prośbą, żeby zmieniła zeznanie na „bandyci” albo przynajmniej „sprawcy ubrani w mundury żołnierzy Armii Radzieckiej”. Śledczy miał kłopoty u przełożonych.

Stanisław Lagun spisał dziesiątki historii takich śmierci, poświadczonych przez rodziny, świadków. – Oto jest nasz szczeciński Katyń – mówi. – Tu tak samo strzelano nam w tył głowy, zabijano podstępnie, zdradziecko.

Adam Kazek trzy lata spędził w Dachau. Po wyzwoleniu przyjechał z brzemienną żoną (w dziewiątym miesiącu ciąży) do Szczecina. Na Golęcinie otworzył malutki sklepik spożywczy. Motocyklem zwoził towar. Rosjanie strzelili mu w plecy.

Na początku 1946 r. zamordowany został przez „uzbrojoną bandę w mundurach radzieckich” właściciel jednej z pierwszych polskich restauracji – Zachodniej przy ul. Obrońców Stalingradu. Lokal i znajdujące się piętro wyżej mieszkanie splądrowano i okradziono.

9 lutego 1946 r. w godzinach wieczornych trzej milicjanci, wśród nich Henryk Trzpil, udali się do baru Satyr przy Mickiewicza 24 na interwencję. Po dotarciu na miejsce zastali tam trzech pijanych oficerów radzieckich. Jeden z nich niespodziewanie wymierzył z pistoletu i strzelił prosto w czoło Trzpila. Choć śmierć była na służbie, na pogrzebie nie zezwolono na oddanie salwy honorowej.

Władze były w tej sprawie skrupulatne. Oficjalne pogrzeby przysługiwały tylko tym zmarłym, w których papierach nie napisano, że zginęli z rąk radzieckich żołnierzy.

Polacy pomordowani przez Rosjan

Nadchodzi rok 1956. Dziesięć lat po zamknięciu zapełnionej Kwatery Pionierów ówczesne władze podejmują decyzję o jej zniwelowaniu. Jak głosi podawana z ust do ust opowieść, spychacz zrównał z ziemią polskie groby pod osłoną nocy. Dzień? Miesiąc? Nikt nie pamięta.

Dlaczego władza ludowa w tak okrutny sposób obeszła się z pierwszymi polskimi osadnikami? Dziś odwiedzający to miejsce pionierzy nie mają wątpliwości.

– Kiedy ludzie odwiedzali cmentarz, pokazywali sobie to miejsce i szeptali: „Tu leżą Polacy pomordowani przez Rosjan” – opowiada Stanisław Lagun. – Według ówczesnej władzy była to oburzająca nieprawda.

W 1956 r. pojawił się krótki moment odwilży. Rozluźnienie radzieckiego stryczka. – Może władza bała się zamieszek, potencjalnego miejsca kultu czy manifestacji? – dywaguje Lagun.

Inny pionier Szczecina Julian Kot przypomina sobie, że w 1956 r. mówiło się, że kwaterę orze się pod boisko, którego brakowało dzieciom z Gumieniec. Powstawał komitet społeczny, który chodził w tej sprawie do władz. Czyżby decydenci postanowili wykorzystać tę inicjatywę i usunąć miejsce, które było im solą w oku?

A może po prostu ktoś postanowił od nowa przysposobić ten teren pod nowe pochówki? Wydaje się to mało prawdopodobne, a jednak prawdą jest, że o kwaterę konsekwentnie nie dbała administracja cmentarza.

– To prawda – przyznaje Lagun. – Kwatera popadała w ruinę, zarastały ją krzaki i trawa.

Często nie dbały też rodziny, które albo mieszkały w innej części Polski, albo nawet nie wiedziały, że ktoś z ich bliskich tutaj zginął. W 1945 i 1946 r. w Szczecinie osiadło wielu Polaków powracających do kraju z niewoli w Niemczech lub z głębi kraju, szukając szansy na nowe życie. Część z nich straciła bliskich w czasie wojny, część celowo przyjechała sama, aby najpierw się urządzić na „dzikim zachodzie” a potem ściągnąć rodzinę. Wiele mogił pozostawało więc bez opieki.

Las białych krzyży

Jednak były rodziny, które upomniały się o zniszczone groby swoich krewnych.

– Mąż bardzo walczył o grób ojczyma i brata – pamięta Irena Szymańska. – Chodził do komitetu, komitet wysłał go na milicję, milicja do prokuratury – wspomina Irena Szymańska. – Nikt nie chciał przyznać, kto wydał rozkaz. Zbywano go, straszono go, chciano nawet zamknąć, ale on się uparł i upominał.

Takich jak on było podobno 17. W końcu zdesperowani poszli do komitetu wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej z „szantażem”, że jeżeli nie odtworzą grobów ich bliskich, to oni napiszą o tym do Wolnej Europy, list podadzą przez marynarzy. Poskutkowało. Groby co prawda nie stanęły w miejscu, gdzie leżą prochy, ale w bliskim ich sąsiedztwie, w rzędzie u podnóża kwatery. – Na powrót zniszczonego przez spychacz krzyża zgody jednak nie wyrażono – dodaje Lagun. – Ludzie sami więc wbijali tu białe krzyże, bez tabliczek, przywracające pamięć o pierwszych pochowanych tu Polakach.

O zniszczeniu grobów i interwencji u władz wspomina także nieżyjąca już Stanisława Zwolińska. W liście z 1994 r. wysłanym do szczecińskiego oddziału Telewizji Polskiej (przy telewizji zawiązał się wówczas komitet budowy tablicy pamiątkowej pionierów Szczecina) pisze: „(…) kiedy zachodzę na cmentarz i odwiedzam Kwaterę Pionierów, jestem zbulwersowana, jak ta kwatera wygląda (…). Dobrze pamiętam, jak (…) groby znajdujące się w tej kwaterze zostały zrównane z ziemią. Ja osobiście interweniowałam u administracji cmentarza, bo zostały zniszczone groby moich bliskich (…). Po mojej interwencji groby te zostały odbudowane, lecz pozostałych grobów już nikt nie odbudował i nikt nie poniósł odpowiedzialności za ten haniebny czyn”.

Najpierw był obelisk

Przez kolejnych 20 lat w miejscu dawnej Kwatery Pionierów niewiele się działo. Nie znaczy to, że sprawa została zapomniana. Przez długie lata bezskutecznie o restytucję kwatery starał się Ludomir Mallow, pionier Szczecina, wiceszef wydziału gospodarki komunalnej UM. W końcu 26 kwietnia 1975 r., w 30. rocznicę przejęcia Szczecina przez Armię Czerwoną, z jego inicjatywy stanął w tym miejscu betonowy obelisk wykonany przez szczecińskiego rzeźbiarza Stanisława Rudzika – pień drzewa ze ściętymi konarami. Konar tak naprawdę maskował krzyż z Chrystusem, o postawieniu którego wtedy władze nawet słyszeć nie chciały. Obelisk opatrzony został napisem „Kwatera Pionierów Szczecińskich 1945-46”. Obelisk, przesunięty o kilkanaście metrów, stoi do dziś.

Restytucja Kwatery Pionierów stała się życiową misją Stanisława Laguna. Stanął na czele wspomnianego komitetu budowy tablicy pamiątkowej pionierów Szczecina. Z sukcesem. W 1995 r. w kwaterze stanęła kompozycja nagrobna zaprojektowana przez Jakuba Lewińskiego – pięciometrowy krzyż i 11 tablic granitowych z wykutymi 148 nazwiskami pierwszych poległych Polaków.

Niezamknięty rozdział

Wśród historyków nie ma zgody co do losów Kwatery Pionierów. Prof. Kazimierz Kozłowski, dyrektor Archiwum Państwowego w Szczecinie, osobiście powątpiewa w tę historię. Fakt – nie zachował się żaden dokument, który choćby napomykał o tym zdarzeniu. O jej prawdziwości przekonany jest jednak Maciej Słomiński, badacz historii cmentarza. – Nie ulega wątpliwości, że Kwatera Pionierów znajdowała się w tamtej części cmentarza – podkreśla Słomiński. – Nie ulega też wątpliwości, że została zniszczona. Potwierdzają to relacje świadków, głównie pana Laguna.

Stanisław Lagun co roku przy okazji Święta Zmarłych spotyka pod krzyżem pionierów z pierwszymi powojennymi polskimi osadnikami i ich rodzinami. Co roku przypomina dzieje tego kawałka nekropolii. Dla niego bowiem rozdział jeszcze nie został zamknięty.

– Pod zwałami zniwelowanej ziemi zostały prochy pierwszych pionierów. Apeluję o zwrócenie im krzyży. Ta ziemia czeka na to już od kilkudziesięciu lat. Ja żyję po to, żeby zobaczyć Kwaterę Pionierów usłaną 417 krzyżami z imieniem, nazwiskiem, datą urodzin i śmierci każdego szczecińskiego pioniera, który zmarł i został tu pochowany w 1945 i 1946 r.

Kilka tygodni temu Towarzystwo Przyjaciół Szczecina złożyło na ręce prezydenta miasta pismo z prośbą o zapewnienie w przyszłorocznym budżecie miasta funduszy na realizację tego projektu.

Cmentarz Centralny

Jest największą nekropolią w Polsce, a trzecią w Europie (po Hamburgu i Wiedniu). Dziś zajmuje powierzchnię 164 ha. Długość głównych alei parkowych wynosi 12 km, natomiast wszystkie boczne alejki i uliczki mają łącznie 60 km. Na cmentarzu rośnie przeszło 400 gatunków drzew i krzewów, w tym 54 rzadkie.

Decyzję o budowie nekropolii niemieckie władze Szczecina podejmują 7 listopada 1899 r. Projektem zajmuje się ówczesny architekt miejski Wilhelm Meyer-Schwartau. Cmentarzowi nadaje charakter pięknego, wielkiego parku-ogrodu.

6 grudnia 1901 r. następuje uroczyste oddanie pierwszej części, przy wiadukcie. Początkowo ma 64 ha powierzchni. Jego pierwszym dyrektorem zostaje Georg Hannig, dyplomowany ogrodnik, przywiązujący ogromną wagę do piękna stawianych na cmentarzu nagrobków. To on po 1919 r. zaprojektuje drugą zachodnią część nekropolii.

W latach 1900-1912 zakończono kształtowanie zasadniczego układu cmentarza. Powstają najważniejsze obiekty architektoniczne, m.in. neoromańska kaplica główna.

Bombardowania alianckie w 1941 r. niszczą przede wszystkim bramę główną. W sierpniu 1945 r. na pochówek Polaków zostaje przeznaczona Pierwsza Kwatera Polska (od ul. Wierzbowej), zwana dziś Kwaterą Pionierów.

Proszę o telefony

Może ktoryś z naszych Czytelników pamięta więcej szczegółów tej najbardziej tajemniczej historii Cmentarza Centralnego? Może gdzieś w rodzinnych zbiorach zachowały się zdjęcia Kwatery Pionierów sprzed zniszczenia? Będę wdzięczna za każdy sygnał. Proszę o telefony i e-maile: tel. 481 83 09, 507 094 732, ewa.podgajna@szczecin.agora.pl

Ewa Podgajna, Gazeta Wyborcza, 28-10-2004

PS. (Gazeta Wyborcza, 01-11-2004)
Tu było około 400 grobów, po których nie zostało ani śladu. Cały teren to była ziemia, widać było tylko ślady gąsienic traktorów – mówi pionier Mieczysław Rychlicki

Przy pomniku w Kwaterze Pionierów jak co roku 1 listopada spotkali się szczecińscy pionierzy i ich rodziny. Odmówili modlitwę różańcową i Anioł Pański. W tym miejscu do 1956 r. była kwatera pierwszych Polaków pochowanych na Cmentarzu Centralnym po wojnie. Historię jej zniszczenia opisaliśmy w reportażu w piątek („Gazeta Wyborcza” 29 października).

Marcin Górka: Widział Pan, jak w 1956 r. zniszczono groby w Kwaterze Pionierów?

Mieczysław Rychlicki, szczeciński pionier, przyjechał do miasta w lipcu 1945 r.: Nie byłem świadkiem, bo to się stało w nocy. Ale widziałem zniszczone groby. To musiało być dzień, dwa później. Przyszedłem na cmentarz i… zamurowało mnie.

Co Pan zobaczył?

– Tylko czarną ziemię. Tu było około 400 grobów, po których nie zostało ani śladu. Cały teren to była ziemia, widać było tylko ślady gąsienic traktorów. Ani śladu po krzyżach i nagrobkach, musieli to wszystko dokładnie posprzątać.

Dlaczego tak się stało?

– Jak to dlaczego? Był czas, że Sowieci rozstrzeliwali dziennie po 12 Polaków, sam widziałem kiedyś dokładnie 12 trupów. Tu leżał też mój kolega, którego zastrzelili, gdy szedł do pracy. I po jego grobie też nie zostało ani śladu. Tak samo jak po grobie polskiego żołnierza, którego zabili Rosjanie. A właściwie „bandyci ubrani w sowieckie mundury”, bo tak trzeba było o nich mówić.

Kto mógł wydać ten rozkaz?

– Na pewno Urząd Bezpieczeństwa, a kto konkretnie, nie wiem. Z pewnością jego ówczesny naczelnik.

Ale nie ma po tym wydarzeniu ani śladu w dokumentach…

– I co z tego? To taki problem zlikwidować dokumentację? Wiem, że sam miałem założoną w milicji teczkę, a też nie ma po niej śladu.