Opublikowane przez Busol w Architektura i Urbanistyka.

W czasach gdy w centrum Szczecina stoi obite blachą pudło zwane szumnie centrum handlowo rozrywkowym warto przypomnieć czasy gdy do tego samego celu stawiano daleko bardziej urokliwe budynki.
Takim protoplastą współczesnych centrów handlowo-rozrywkowych był w Szczecinie z pewnością kompleks Ufa-Palast. To dzisiejsza Galeria Centrum. Te kilka pięter galerii handlowych nie robi już dziś wrażenia. W dużej mierze przez to, że po wojnie zupełnie zmieniono charakter budynku i nie odbudowano jego największej atrakcji – gigantycznego kina i sali widowiskowej w jednym.

Miał być wieżowiec

Gmach wybudował w 1929 roku znany w całych Niemczech po dziś dzień koncern Ufa Palast. Co ciekawe inwestor miał daleko bardziej imponujące plany niż budowa czteropiętrowego gmachu. Przy Bramie Portowej Ufa-Palast chciał bowiem postawić liczący 22 piętra wieżowiec! To właśnie w nim miało znajdować się centrum rozrywkowo-handlowo-biurowe na poziomie światowym. Niestety pomysł napotkał na zdecydowany opór szczecińskiej policji budowlanej, która chyba nie do końca wierzyła w solidność tak wysokiej konstrukcji. Szkoda.
Mimo niezbyt szczęśliwego startu koncern nie wycofał się z inwestycji, ale ograniczył ją do nieco mniej imponującej budowli.
Gmach, który do dziś stoi przy Bramie Portowej otworzył swe podwoje w 1929 roku. Z zewnątrz niewiele (poza elewacją) różnił się od współczesnej nam Galerii Centrum. Najważniejsza część obiektu zlokalizowana była jednak na zapleczu, w miejscu gdzie dziś jest jedynie pusty plac. Tu właśnie dwa skrzydła budynku łączyły się z wielką halą, w której znajdowało się gigantyczne kino, a zarazem sala koncertowo-widowiskowa. Zmieścić się w niej mogło ponad 1200 osób! To o 200 więcej niż wchodziło swego czasu do sali kina Colloseum.

Wielka restauracja

Nie tylko kino miało jednak przyciągnąć szczecinian do nowego budynku. Kino miało spełniać mniej więcej taką samą rolę jak dzisiejsze multikina w centrach handlowych – czyli być dodatkową atrakcją. Bo właśnie takim wielkim hipermarketem, używając współczesnego języka, był Ufa-Palast.
Zakupy można było zrobić na czterech piętrach. Na nich właśnie rozlokował się dom towarowy znany szczecinianom jako DEFAKA. To skrót od niemieckiej nazwy „Deutsches Familien Kaufaus”, co można przetłumaczyć jako niemiecki, rodzinny dom towarowy.
Zaraz po zakupach na szczecinian czekały kolejne atrakcje: najmodniejsza w mieście restauracja i nie mniej popularna kawiarnia.
Pierwszy z lokali nazywał się „Alte Wache” i mieścił się w skrzydle od strony dzisiejszej ulicy Partyzantów. Restauracja prowadzona przez Fritza Puhlmanna była jedną z największych w mieście. Przy stolikach mogło jednorazowo zasiąść 500 osób. Wystrój sali nawiązywał do tradycji wojskowych Szczecina, który zawsze mógł się pochwalić licznym garnizonem. Były tu więc m.in liczne rzeźby przedstawiające najwybitniejszych, rodzimych wojskowych. Po posiłku, po ogromnych schodach można było wejść na pierwsze piętro skąd rozciągał się widok na całą salę restauracyjną. Wydany przez restaurację prospekt mówił o ścisłym przestrzeganiu higieny i smakowitym przyrządzaniu potraw. Restauracja była tak wielka, że właściciel musiał prowadzić tylko na własne potrzeby prywatną rzeźnię.

Śpiewał Kiepura

Drugim popularnym miejscem w centrum handlowym była kawiarnia „Ufa-Palast”. Znana była ze swoich znakomitych wyrobów cukierniczych, mnogości różnych gatunków herbat i pięknego zimowego ogrodu. Po zakupach, wizycie w restauracji i deserze w „Ufa-Palast” można było wybrać się do wspomnianego już kina. To w nim leciały najpierw największe przeboje niemieckiej i światowej kinematografii. Często jednak sala kinowa zamieniała się w salę koncertową, w której występowali znani śpiewacy. Koncert dał tu między innymi słynny polski artysta Jan Kiepura.
Niestety w czasie wojny „Ufa-Palast” został bardzo mocno zniszczony. W gruzach legła sala kinowa. Odbudowany jako dom towarowy nie odzyskał już dawnej świetności, a i dzisiaj konkurencja hipermarketów daje mu się we znaki. Kto wie czy z przedwojennym wystrojem i atrakcjami sam nie byłby dla hipermarketów zagrożeniem.

Andrzej Kraśnicki jr