Opublikowane przez Busol w Historia.

Niemcy, Żydzi i ruiny

Zaraz po wojnie w jednej dzielnicy zamieszkali obok siebie kaci i ich ofiary – Niemcy i Żydzi. Tych ostatnich, którzy wybrali Szczecin jako jeden z etapów w drodze do Palestyny mieszkało w Szczecinie ponad 30 tysięcy.

Przyglądając się temu co działo się po wojnie na Niebuszewie i Bolinku warto na chwilę cofnąć się w czasie i poznać kawałek historii tej części Szczecina. Tym bardziej, że dla wielu mieszkańców wspomniana już nazwa Bolinko może zabrzmieć zupełnie obco.

Hołota i przemysł

Najstarsza część obecnego Niebuszewa to osiedle Książąt Pomorskich. Może brzmi to dziwnie, ale właśnie na terenach, gdzie dziś stoją wieżowce przed wiekami powstała wieś zwana przez Słowian Nembuszewo, a przez Niemców Zabelsdorf. Nazwa niemiecka znaczy wieś Zabla i być może pochodzi od imienia pierwszego osadnika tej narodowości, który zdecydował się zamieszkać na tym terenie.

Zabelsdorf miała długą historię. Do 1267 roku należała do książąt pomorskich (a więc nazwa współczesnego osiedla pasuje). Później, aż do XVI wieku miejscowość była własnością klasztoru cystersów.

W XVII wieku dla wsi rozpoczęły się złe czasy. Przetaczające się przez Pomorze armie co rusz demolowały wszystko co napotkały na swojej drodze. I tak w 1657 roku puściły wieś z dymem wojska Stefana Czarneckiego, dwa lata później to samo uczynili żołnierze cesarza Niemiec, a w 1676 roku Brandenburczycy.

W tym czasie na terenach, które dziś są uważana za serce Niebuszewa, czyli w okolicach ulicy Kołłątaja i Krasińskiego nic się nie działo. Były to po prostu tereny nie zamieszkane. Zaczątkiem cywilizowania tego obszaru było postawienie nad przepływającym tu potokiem Osówka trzech młynów. Jeden z nich już w XVIII wieku stał się dla stłoczonych w szczecińskiej twierdzy mieszkańców atrakcją turystyczną. Tym bardziej, że w ogrodzie przy młynie można było pograć w kręgle, bilard, a w pobliskiej knajpce napić się piwa. Może się pojawić pytanie gdzie owe młyny stały i co się stało z ową Osówką? Odpowiedź jest prosta. Potok został w XIX wieku skanalizowany, a jego jedyną pozostałością w tej części miasta, którą widać jest jezioro Rusałka powstałe w wyniku spiętrzenia wód Osówki. Reszta potoku, który prowadzi do Odry, skryta jest pod ziemią.

Tereny w rejonie dzisiejszej ulicy Krasińskiego, Wyzwolenia i Janosika zaczęły być zabudowywane w połowie XIX wieku. Było to związane z szybkim w tym okresie uprzemysłowieniem się Szczecina i napływaniem do miasta rzeszy robotników. We wciąż otoczonym fortyfikacjami mieście nie było już dla nich miejsca. Dlatego zaczęli osiedlać się pod miastem. I tak powstało największe wówczas przedmieście Szczecina – Gruenhof czyli Zielony Dwór, któremu po wojnie nadano nazwę Bolinko.

XIX wieczne Bolinko od początku było dość kłopotliwą częścią przedmieść. Ten rejon był przez dłuższy czas bezpański. Ani Szczecin, ani pobliskie wsie: Niebuszewo, Drzetowo, Grabów, Niemierzyn nie poczuwały się do odpowiedzialności za to co działo się na Bolinku. A działo się źle. Brak gospodarza sprawiał, że nie miał kto troszczyć się o porządek, biednych, bezpieczeństwo. Bolinko zaczęło natomiast przyciągać nie tylko szukającą pracy biedotę, ale także tych, którym praca nie była w głowie. Ówcześni szczecińscy urzędnicy używali nawet, w stosunku do części mieszkańców Bolinka, sformułowania „hołota”.

Dopiero pod naciskiem władz państwowych, w 1859 roku, Bolinko stało się częścią Szczecina. To w dużym stopniu pozwoliło ucywilizować tą część miasta. Pomógł rozwój przemysłu, który właśnie w tej części miasta znalazł miejsce na swój rozwój. Najsłynniejsza okazała się fabryka Stoewera, który od produkcji maszyn do szycia i rowerów przeszedł do produkcji samochodów znanych na całym świecie. Zabudowania fabryki Stoewera ocalały – stoją do dziś u zbiegu ulic Krasińskiego i Niemcewicza. Bardzo znane, z racji prowadzenia przy okazji działalności gastronomicznej, były też browary: Tivoli, Elysium i Union. Przy ulicy Cyryla i Metodego powstała fabryka asfaltu i papy dachowej, a przy ulicy Staszica fabryka waty.

Szkoła i szpital

Powstawało też coraz więcej kamienic tworzących zwartą zabudowę m.in wzdłuż takich ulic jak dzisiejsza Staszica, Ofiar Oświęcimia czy też Asnyka. Nie były to zbyt wyszukane architektonicznie budynki, a standard znajdujących się w nich mieszkań był marny. Ten marny obraz dzielnicy próbowano ratować stawiając wzdłuż ulicy Słowackiego malownicze kamienice z ogródkami. Tuż obok, w starym młynie nad Rusałką działała też z powodzeniem restauracja. Obraz zaniedbanego Bolinka i Niebuszewa miała też zmienić rozpoczęta w połowie lat 20 budowa nowego osiedla w rejonie dworca kolejowego. I trzeba przyznać, że osiedle, które rozciągnęło się wzdłuż ulicy Orzeszkowej, Reja, Heleny, Kołłątaja do dziś jest bardzo atrakcyjne i wciąż może uchodzić za nowocześnie rozplanowane. Mieszkania, które tu powstały zyskały też niespotykany jak na Niebuszewo standard – łazienki i centralne ogrzewanie (w niektórych łazienkach do dziś można zobaczyć oryginalne kafle i wanny). I co ciekawe całość przewidziana została dla ludności średniozamożnej.

Obraz Niebuszewa poprawiła też budowa w 1929 roku wielkiego kompleksu Szkoły Rzemiosł przy obecnym placu Kilińskiego. Dwa lata później przy ulicy Piotra Skargi otwarta została doskonale wyposażona i nowocześnie zaprojektowana klinika dla kobiet, dziś Szpital Wojskowy. Co ważne z usług kliniki mogły bez przeszkód korzystać kobiety także z ubogich, robotniczych rodzin.

Przystanek przed Palestyną

Znaczna część Niebuszewa została doszczętnie zniszczona w czasie alianckiego nalotu dywanowego w sierpniu 1944 roku. W gruzach legła cała zabudowa wzdłuż obecnej ulicy Staszica, Ofiar Oświęcimia. Do opustoszałych w 1945 roku domów zaraz po wojnie zaczęły wracać niemieckie rodziny. Niemcy liczyli bowiem, że Szczecin pozostanie w granicach ich państwa. W tym samym czasie do Szczecina zaczęli nadciągać licznie polscy osadnicy. Miasto zostało wówczas podzielone. Niebuszewo zostało przeznaczone dla ludności niemieckiej, która szybko wybrała swoje władze z burmistrzem na czele. Ich administracja znajdowała się jednak pod okiem radzieckiego komendanta wojennego miasta, stąd burmistrzem mógł zostać jedynie zaakceptowany przez Rosjan niemiecki działacz komunistyczny Erich Wiesner.

Niejasna sytuacja Szczecina, który polskie władze musiały do czasu oficjalnego przyznania miasta Polsce, dwukrotnie opuszczać spowodowała, że ów niemiecki zarząd próbował obszar swojego działania znacznie rozszerzyć. Tym bardziej, że liczba Niemców w Szczecinie szybko rosła. Do opustoszałego, ewakuowanego zimą 1945 roku miasta zaczęły napływać tysiące Niemców. Latem 1945 roku było ich ponad 80 tysięcy (Polaków jedynie nieco ponad 1,5 tysiąca). W kolejnych miesiącach Niemcy zostali zmuszeni do opuszczenia miasta. Trwało to jednak na tyle długo, że wiosną 1946 roku doszło do bardzo nietypowej jak na tamte czasy sytuacji.

W pierwszych miesiącach 1946 roku zaczęły bowiem docierać do Szczecina całe pociągi wypełnione tysiącami osób narodowości żydowskiej. Szczecin miał być dla nich etapem na drodze do Palestyny. Pociągi nie mogły wówczas wjechać na zniszczony Dworzec Główny. Pozostawał jedynie Dworzec Niebuszewo. Żydzi trafiali więc wprost do dzielnicy zamieszkiwanej wciąż przez tysiące Niemców. Tu też się osiedlali. Ze wspomnień wynika jednak, że do poważniejszych incydentów nie dochodziło. Co więcej Niemcy, Żydzi, a także Polacy zamieszkiwali często jedną kamienicę. Nie było wyboru. Ocalałych mieszkań nie było wiele. Jedna rodzina mogła zająć co najwyżej jeden pokój.

Ludność żydowska znakomicie się zorganizowała. Szybko zorganizowany został własny samorząd, organizacje mające za zadanie pomagać najuboższym powstały pierwsze spółdzielnie pracy i liczne zakłady rzemieślnicze. Pojawiła się nawet lokalna prasa. I nic dziwnego, bo w połowie 1946 roku w Szczecinie, na Niebuszewie, mieszkało prawie 40 tysięcy osób narodowości żydowskiej, prawie tyle samo ile rdzennych Polaków osiadłych w innych częściach Szczecina.

W kolejnych latach zarówno Niemcy jak i Żydzi stopniowo opuszczali Szczecin. Niemal wszyscy opuścili miasto do roku 1958.

Dziś po znacznej części Niebuszewa nie ma już śladu. Podobnie jak i w świadomości szczecinian nie ma już Bolinka pierwszej, polskiej nazwy fragmentu tej części miasta.

Andrzej Kraśnicki jr