Opublikowane przez Busol w Pomniki.

Kim w rzeczywistości jest Sedina? Czy to potężna patronka Szczecina, bogini mórz i żeglugi, której pomocą służą bogowie i morskie stwory, czy tylko „Manzelka”, jak pieszczotliwie zwą ją niektórzy? I co wspólnego polska nazwa „Pomnik Sediny” ma ze znaną niemiecką wersją nazwy tej postaci – Manzelbrunnen (Fontanna Manzla)? Czy oglądając galerię fotografii i pocztówek dostępnych w naszym Portalu można odpowiedzieć na pytanie o tożsamość Sediny?
Osobiście wydaje mi się, że dzisiaj przesłanie autora rzeźby najlepiej można próbować odczytać z dotychczas mało znanego rysunku (nieznanego autora), który przedstawia to dzieło być może jeszcze w pracowni rzeźbiarskiej, a kto wie, czy nie w początkowej fazie realizacji projektu (na rycinie widać deski, na których montowana była rzeźba). Dzięki tej ilustracji zrozumiałem znacznie więcej, ale też nasuwają się kolejne pytania, jak na przykład: dlaczego na tarczy herbowej znajdującej się na dziobie łodzi wcale nie widać gryfa, lecz jakiś inny znak?

Nazwę Szczecina wymawiano bardzo różnie, a np. Arabski geograf (Ibn Said al-Garnati z XII wieku) opisuje tutejszy gród jako Sasin lub Sadżin. Na pewno szeleszcząca mowa Słowian przyczyniała Arabom znacznie większych trudności niż Niemcom, którzy nazwali to miasto po prostu Stettin. Wydaje mi się, że dopiero prace XIX wiecznych historyków niemieckich doprowadziły do świadomości tutejszych mieszkańców, od dawna mówiących wyłącznie po niemiecku, że z tą dużą ilością „t” coś jest nie tak – i przypomnieli sobie o Sedinach. Może dzięki temu studenci uczelni berlińskich, którzy pochodzili ze Szczecina, nadali sobie miano „sedini”.

Wygrane przez Cesarza Niemiec i Bismarcka (zmarł w 1898r.) wojny drugiej połowy XIXw. doprowadziły do zjednoczenia Niemiec pod hegemonią Prus i Szczecin niemało na tym skorzystał. U schyłku swych rządów Żelazny Kanclerz doprowadził do zawarcia pokoju z Austrią i Rosją. Gospodarka kwitła i najsilniejsze mocarstwo Europy uzyskało pierwsze kolonie w Afryce, Azji i na Oceanie Spokojnym, co jednak spowodowało konflikty z pozostałymi potęgami.
Już od połowy wieku Niemcy szukali w sztuce stylu, który wyrażałby dynamiczny przyrost ich siły ekonomicznej, naukowej i znaczenia politycznego. W Monachium i Berlinie z namaszczeniem i powagą tworzono dzieła inspirowane sztuką starożytną, barokiem oraz narodowymi mitami.
Jednak dla bystrego obserwatora okres ten był też czasem narastania i coraz jaskrawszego uwydatniania się nierówności społecznych, przerostu ambicji i kompleksów ludzkich jednostek i całych państw, a dalej przechodzenie nastrojów patriotycznych w szowinizm. Zaczęły pojawiać się nowe prądy w polityce, choćby socjalizm i nacjonalizm, a w samych Niemczech zwalczano opozycję katolicką i socjalistów. Obok statecznego mieszczańskiego dobrobytu i związanej z nim realistyczno-historycznej sztuki akademickiej, w sztuce pojawiły się nowe kierunki, a przede wszystkim przełomowy impresjonizm i buntownicza secesja (w Niemczech zwana też Jugendstil).

W końcu XIX wieku Szczecin znalazł się u szczytu swojego powodzenia i na pozór nic nie zapowiadało nadchodzących kłopotów. Miasto rozrastało się i piękniało – jednym z tego przejawów była decyzja grupy mieszczan (wciąż nie znamy ich nazwisk), właścicieli hoteli, restauracji i kamienic zlokalizowanych w rejonie Markt Platz’u (dzisiaj Plac Tobrucki), aby postawić pomnik „patronce miasta”, która uosabiałaby sławne, portowe, hanzeatyckie miasto Szczecin i jego dumne mieszczaństwo.
Znany niemiecki rzeźbiarz i artysta, Ludwig Manzel, Pomorzanin z urodzenia, znany już wtedy profesor berlińskiej akademii sztuk pięknych, zaprojektował fontannę zwieńczoną rzeźbą kobiety. Ta grupa figur okazała się tak wyrazistą alegorią związków Szczecina z morzem, że nawet po zniszczeniu fontanny i wymianie ludności miasta wielu z nas przykro odczuwa jej nieobecność.

Fontannę zbudowano osiem lat po dymisji „Żelaznego Kanclerza”, w roku jego śmierci (w informacjach dotyczących „wież Bismarcka” można zobaczyć, jaki to wywarło wpływ na ówczesnych Niemców). Szybko uznano ją za najpiękniejszy pomnik w mieście, za wyrazistą alegorię jego portowego charakteru i potęgi.
Niestety, oprócz kilku kopii rzeźby samej Sediny (w Szczecinie są na pewno dwie takie figurki z brązu), o jej wyglądzie możemy wnioskować niemal wyłącznie ze zdjęć i widokówek. Nie można z nich odczytać wszystkiego, co chciałoby się o Sedinie wiedzieć. Ostatnio udało mi się wejść w posiadanie rysunku (udostępniony nam dzięki uprzejmości pana Ryszarda Staniaka, jednego z członków Komitetu Odbudowy Pomnika Sediny), dzięki któremu zrozumiałem znacznie więcej:

Jak widać, stojąca na dziobie łodzi Sedina bez wysiłku dzierży na ramieniu niewielką reję z owiniętym wokół niej żaglem o kształcie nieregularnego czworokąta (jest to najprawdopodobniej żagiel typu lugrowego), jakich używano jeszcze w końcu XIX wieku na małych łodziach rybackich lub dostarczających zaopatrzenie na okręty stojące w porcie (w rzeczywistości ta cienka i lekko uginająca się rejka miałaby długość ok. dwóch metrów, a wtedy powierzchnia całego żagla nie przekraczałaby czterech metrów kwadratowych).

Ludwig Manzel na modelkę wybrał nie damę z arystokratycznego lub mieszczańskiego salonu, lecz „kobietę pracującą”, być może nawet autentyczną rybaczkę. Wystarczy przyjrzeć się jej ramionom – umięśnionym i silnym niczym ręce ciężko pracującego robotnika. Dama ta opasana jest grubym węzłem roboczego fartucha i zawinęła rękawy koszuli jak do ciężkiej pracy… i tylko na chwilę wsparła się na kotwicy, lecz wcale nie próbuje jej dźwigać – taki pomysł byłby przecież bez sensu! Tak przygotowaną drewnianą kotwicę (jest opleciona liną) można przekazać komuś, kto złoży ją dalej od brzegu. Może pomoże w tym Merkury, który już przerzucił nogi przez burtę i jest gotów do opuszczenia łodzi? Niekoniecznie – myślę, że ten posłaniec bogów nie wygląda na osobę, która szykuje się do dźwigania czegokolwiek, lecz jest tylko pasażerem, który skorzystał z okazji na podwiezienie i wypatruje celu, który położony jest gdzieś daleko przed nimi.
Oboje, Sedina i Merkury, mają oblicza poważne, zatroskane i niemal smutne, a ich skupione spojrzenia zdają się sięgać daleko, jakby dla nich mało istotne było to, co znajduje się tuż przed dziobem łodzi mozolnie wypychanej na brzeg przez Tytana (na tym rysunku nie jest widoczny, lecz można dojrzeć go na zdjęciach fontanny, które znajdziecie w portalu – wtedy widać go przy lewej burcie).
Patrząc w twarz Sediny trudno stwierdzić, że jest to „potężna i dumna bogini…” – to raczej silna, ale zatroskana kobieta – rybaczka, która wróciła z krótkiego rejsu i gotuje się do wyjścia na brzeg. Ona wie, co jest tuż przed dziobem łodzi, natomiast zaniepokojona jest tym, co znajduje się o wiele dalej… Można by niemal powiedzieć, że prof. Manzel wyczuwał zagrożenia nadchodzące dla Szczecina, że spodziewa się na przykład wielkiej wojny, która wybuchła za niecałe dwadzieścia lat i przyniosła tyle zmian, a stała się zapowiedzią jeszcze większego kataklizmu. Żachnie się ktoś, że to nazbyt daleko idące domniemanie? Owszem, lecz ja odpowiem, że tak myślący człowiek jest podobny do tej apetycznej „tytanki” (jakoby noszącej imię Maja), która zabawia się wyjmowaniem/podkładaniem muszli w okolicach dziobu łodzi, którą właśnie wyciąga się na brzeg. A poważnie mówiąc: wiadomo, że w owych czasach wielu przepowiadało nadchodzącą wojnę, choć na pewno nikt nie przypuszczał, że będzie aż tak potworna.

Patrząc na ten właśnie rysunek Sedina-Denkmal (pomnika Sediny – to kolejna wersja nazwy) zrozumiałem, jak wielką stratę poniósł Szczecin, kiedy w trakcie drugiej wojny światowej zniszczono „fontannę Manzla” (Manzelbrunnen). Ta rzeźba to nie przedstawienie dumnego i niedostępnego bóstwa, lecz naprawdę kapitalna alegoria Szczecina – miasta z długą i bogatą historią pełną wzlotów i upadków. Na dodatek w tym pomniku zawarta jest tęsknota za dalekim horyzontem, jaki można znaleźć tylko na szerokiej wodzie, ale jest też i przestroga przed nieostrożnym postępowaniem, które w przyszłości może sprowadzić kłopoty. Sama Sedina zdaje mi się teraz o wiele bliższa – dzięki swoim spracowanym rękom, dzięki rozsądnemu podejściu do rzemiosła, dzięki twardemu, ale i życzliwemu wyrazowi twarzy. Owszem, taką patronkę, prawdziwą matkę rybaków i żeglarzy, warto umieścić w panteonie swojej duszy!

Lecz na tym nie koniec – przyjrzyjcie się temu rysunkowi dokładniej, a znajdziecie na nim więcej interesujących i wręcz zagadkowych szczegółów, jak choćby ten, że na tarczy herbowej znajdującej się na dziobie łodzi wcale nie widać gryfa, lecz zupełnie inna figurę! Jednak o tym oraz o innych problemach związanych z „naszą” Sediną – napiszę w kolejnych odcinkach. Jednocześnie chciałbym zachęcić Was do poszukiwań i podjęcia prób wyjaśnienia symboli, które są zawarte w „pomniku patronki Szczecina”. Myślę, że „Sedina, Regina Stetiniensis, Mater piscatoris et nautae, etc.” będzie Wam za to wdzięczna.

Wojciech Banaszak