Opublikowane przez Busol w Architektura i Urbanistyka.

Nie chciało się budować

„Most Długi – Nasza Miłość” – pod takim hasłem w 1981 roku „Głos Szczeciński” relacjonował kolejne etapy prac przy modernizacji najważniejszej wówczas przeprawy w Szczecinie. Było co relacjonować, bo każdy większy remont newralgicznej trasy w tamtych czasach, był walką z absurdalną rzeczywistością PRL-u.
Patrząc jak sprawnie zorganizowana była budowa i organizacja ruchu przy budowie ukończonego niedawno Mostu Pionierów można dziś już tylko pośmiać się z tego jak jeszcze 20-30 lat temu przebiegały inwestycje o dużo mniejszym stopniu skomplikowania. Czyny społeczne, brak asfaltu, ingerencja Ministerstwa Obrony Narodowej, brak mocy wykonawczej czyli po prostu chętnych do pracy – oto rzeczywistość tamtych czasów. Przyjrzyjmy się, jak szczecińskie gazety relacjonowały remonty i modernizacje najważniejszej trasy wjazdowej do centrum Szczecina – ulicy Gdańskiej i samego mostu.

O pieniądze łatwo

Przebudowa ulicy Gdańskiej, z wąskiej ulicy, na arterię obecnych rozmiarów rozpoczęła się w 1967 roku. Ukończenie inwestycji planowane było na rok 1970. Jeszcze jednak zanim prace się rozpoczęły „Głos Szczeciński” ostrzegał, że w praktyce termin oddania arterii do użytku może się przesunąć: „Będzie to zależało nawet nie od pieniędzy. Jest bowiem o nie łatwiej niż o przedsiębiorstwa mogące szybko i dobrze wykonać niektóre zadania”.
Taka była ówczesna rzeczywistość. Firmy nie paliły się do roboty, bo dla większości z nich praca oznaczała jedynie kłopoty związane z brakiem materiałów i robotników. Nic więc dziwnego, że prace przeciągnęły się aż do końca 1972 roku. Do ostatniej chwili termin uroczystego otwarcia arterii przesuwano. Kiedy wszyscy szykowali się do przecinania wstęgi 18 grudnia, okazało się, że tak naprawdę będzie to możliwe dopiero dziesięć dni później. To przekładanie terminów i tak niewiele dało, o czym przekonali się dziennikarze „Głosu”, którzy dwa dni przed otwarciem ruszyli na objazd zmodernizowanej trasy: „nie wszędzie torowisko tramwajowe wyglądało już tak jak powinno, nie wszędzie ułożone były krawężniki” – zanotowali reporterzy. Wciąż trwało też asfaltowanie jezdni, wieszano trakcję tramwajową, układano chodniki. Uroczystego otwarcia jednak nie odwołano.

Brak mocy

Do zupełnie absurdalnej sytuacji doszło przy przebudowie ulicy Struga. Dwupasmowa jezdnia była gotowa w lipcu 1973 roku. Wystarczyło tylko położyć asfalt by puścić nią samochody. Nic takiego się jednak nie stało. Po kilku miesiącach sprawą zainteresowali się dziennikarze.
– Nie mamy z tym już nic wspólnego – bronił się Edmund Miłoszewicz, naczelny inżynier firmy KPRI i zrzucił winę na Miejski Zarząd Dróg i Mostów.
– Co jest powodem, że nie ukończyliśmy ulicy? Jak zawsze brak mocy wykonawczej – stwierdził w rozmowie z dziennikarzem zastępca dyrektora MZDiM Wojciech Tomaszewski. – Nie możemy przecież jednocześnie asfaltować ulic w centrum miasta i być na ulicy Struga.
Drogowcy byli nieubłagalni. Zdecydowali, że niemal ukończoną jezdnię wyasfaltują dopiero za rok. I tak też się stało.

Kochamy most

Największe emocje w tamtych czasach wzbudził jednak remont Mostu Długiego. 1 czerwca 1981 roku przeprawa została zamknięta dla ruchu. Większość szczecinian pamięta pewnie, że na Odrze ustawiono wówczas dwa mosty pontonowe, którymi mogli przejść piesi i samochody posiadające specjalne przepustki. Zapowiadając remont sypiącej się już przeprawy gazety przewidywały apokalipsę. W tamtych czasach była to przecież jedyna przeprawa w centrum Szczecina. Przygotowania do remontu budziły spore emocje. Na początku w ogóle nie przewidywano montażu zastępczych mostów pontonowych. Pojawił się natomiast pomysł by wybierających się na prawy brzeg mieszkańców (przede wszystkim pracowników portu) przewoził przez rzekę prom. W końcu ktoś doszedł do wniosku, że warto poprosić o pomoc saperów. Zgodę na to musiało wyrazić Ministerstwo Obrony Narodowej. „Pontoniak” dla pieszych przerzucono na wysokości urzędu celnego, a ten dla samochodów z przepustkami u wylotu ulicy Dworcowej. Nie obyło się bez kłopotów. Trzeba było bowiem przygotować ulicę Celną do przyjęcia ruchu pojazdów. Żadna z firm nie miała ochoty na to zlecenie i skończyło się na „żołnierskim czynie społecznym”. Remontem mostu bardzo przejęły się także gazety. Do tego stopnia, że „Głos Szczeciński” każdą informację na jego temat opatrywał nadtytułem „Most Długi – Nasza Miłość”. „Na remontowanym Moście Długim ludziom robota pali się w rękach” – zachwycał się jeden z dziennikarzy dodając, że przeprawa zostanie oddana dla ruchu szybciej niż przewidywano. A wszystko to także dzięki stoczniowcom, którzy nie tylko pomogli pospawać elementy konstrukcyjne mostu ale także przynieśli ze swojego zakładu pracy elektrody węglowe. Ostatecznie remont udało się przeprowadzić w 19 dni.

Andrzej Kraśnicki jr