Opublikowane przez Busol w Historia.

Największy nad Bałtykiem

W roku 2000 Szczecin miał być potęgą gospodarczą, miastem z największym nad Bałtykiem portem i stocznią w której budowano by platformy wiertnicze.

W poprzednich artykułach opisano niezrealizowane planany rozbudowy Szczecina. Jak w latach 70. widziano miasto w roku 2000. Dwupoziomowe skrzyżowania, metro, nowe mosty – taki miał być Szczecin na początku XXI wieku. Dziś przedstawiamy wizje z lat 70., które odnosiły się do gospodarczego rozwoju miasta.

Nowe nabrzeża

W publikacjach o Szczecinie z końca lat 70. na pierwszy plan wybijają się sprawy związane z gospodarką morską: portem, armatorami, stoczniami, przedsiębiorstwami zajmującymi się połowami. To właśnie te gałęzie gospodarki miały być lokomotywą, która przyczyni się do przekształcenia miasta w regionalną potęgę. Nic więc dziwnego, że plany inwestycyjne były pod tym kątem niezwykle ambitne.

Najprężniej miał się rozwijać zespół portów Szczecin-Świnoujście. Plany z lat 70. zakładały, że w roku 2000 będzie się w nim przeładowywać rocznie aż 60 mln ton. Żeby osiągnąć takie wyniki potrzebne były jednak nowe inwestycje.

Pod nowe nabrzeża zarezerwowano olbrzymie połacie terenów rozciągających się na Ostrowiu Grabowskim i Mieleńskim. Na tym pierwszym wykonano nawet pierwsze prace: zasypano część kanału Duńczyca oddzielającego ostrów od stałego lądu tak by umożliwić budowę drogi i linii kolejowej. Na tym się jednak skończyło. Plany były zaś bardzo ambitne. By powiększyć długość nabrzeży władze portu chciały ostrów przeryć w poprzek tak by powstał nowy, sztuczny basen. Dziś plany zagospodarowania Ostrowia Grabowskiego powracają choć już nie w tak monumentalnej formie.

Nowe nabrzeża miały też powstać wzdłuż Ostrowia Mieleńskiego, długiej wyspy oddzielającej port od jeziora Dąbie. Prace nad tym projektem w ogóle nie ruszyły z miejsca.

Dok i platformy

Nowe nabrzeża były według planistów z lat 70. bardzo potrzebne nie tylko ze względu na coraz większą zawijających do Szczecina statków. Chciano w ten sposób zrobić także miejsce dla rozwijającej się floty przedsiębiorstwa połowów dalekomorskich „Gryf”. Statki tego armatora miały zająć m.in nabrzeże Starówka. Firmie wróżono w latach 70. świetlaną przyszłość: wejście na nowe łowiska, połowy liczone w milionach ton, nowe statki – taka przyszłość czekała „Gryfa” jeszcze przed rokiem 2000. Jak wiemy skończyło się na likwidacji firmy i upadku całej niedochodowej branży połowów dalekomorskich.

30 lat temu zapowiedzi były jednak optymistyczne.

– Zespół portowy dolnej Odry dzierżyć więc będzie prym nie tylko w kraju i wśród wszystkich portów nad Bałtykiem, ale zaliczany będzie do największych portów Europy – przewidywał Jerzy Korzonek, ówczesny dyrektor Zespołu Portowego Szczecin-Świnoujście.

Dużo lepiej potoczyły się losy szczecińskich stoczni, chociaż w porównaniu do wizji z końca lat 70. można mówić wręcz o zastoju w tej branży. Wystarczy bowiem wymienić te inwestycje, które planowano w Szczecinie do roku 2000 wykonać, a których nawet nie zaczęto: suchy dok umożliwiający budowę jednostek o nośności 100 tysięcy ton; zakład budowy barek, zakład produkcji platform wiertniczych.

Port Dziwnówek

Pisząc o rozwoju Szczecińskiego portu warto na koniec wspomnieć o zupełnie nowym porcie, który miał powstać na naszym zachodnim wybrzeżu. Pod koniec lat 70. planiści wpadli na pomysł by wielki port powstał w Dziwnówku, dziś znanej miejscowości turystycznej. Port chciano zbudować przy wschodnim wybrzeżu jeziora Wrzosowskiego. Tu, dzięki głębokiemu kanałowi wpływały by największe statki, które nie zmieściły by się w porcie szczecińskim. Wyliczono nawet, że w latach 1990-2000 przeładowanych zostanie tu 15 milionów ton różnych ładunków. Na szczęście do realizacji tego pomysłu nie doszło.

Andrzej Kraśnicki jr