Opublikowane przez Busol w Architektura i Urbanistyka.

Niewiele brakowało by obecne Jasne Błonia zostały pod koniec XIX zabudowane kamienicami. Kiedy w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku Szczecin przeżywał bum budowlany wciąż nie było jeszcze wiadomo jak ostatecznie prezentować mają się obrzeża centrum. Najbardziej zagadkowo przedstawiała się wizja obecnej alei Jedności Narodowej. Podstawowe pytanie brzmiało: gdzie aleja ma się kończyć.

Pierwszy plan, rodem z lat 80. XIX wieku, był autorstwa Jamesa Friedrich Hobrechta. Zakładał on, że aleja ciągnąć się będzie od obecnego placu Żołnierza aż na teren obecnych Jasnych Błoni. Ten wielki plac Hobrecht chciał podzielić na kwartały i zabudować w sposób zbliżony do tego jaki widzimy obecnie w Śródmieściu. Trochę inaczej planował rozkład placów. Miało być ich więcej. Jeśli zrealizowano by jego wizję to idąc dziś od strony placu Grunwaldzkiego w stronę parku Kasprowicza na pierwszy z nich wchodzilibyśmy w rejonie skrzyżowania z obecną ulicą Niedziałkowskiego. Kolejne rondo w planie Hobrechta widnieje gdzieś na środku współczesnych błoni.

Plan zmodyfikowano w latach 90. XIX wieku. Z dwóch wspomnianych wyżej placów miał się ostać tylko jeden – ten na błoniach. Place miała oczywiście otaczać zwarta zabudowa, podobna do tej istniejącej wokół placu Grunwaldzkiego.

Na początku XX wieku władze miasta uznały, że wykraczanie z zabudową mieszkaniową poza rejon, gdzie jest dziś Urząd Miejski nie ma sensu. Z zupełnej zabudowy pola jednak nie zrezygnowano. W miejsce kamienic miał tam stanąć duży kościół.

Tych co rusz zmieniających się pomysłów nie realizowano ponieważ wciąż w samym centrum miasta było jeszcze wiele wolnych działek. Teren obecnych błoni rezerwowano pod zabudowę w latach późniejszych. I tak pusty plac doczekał czasów, gdy na stanowisku miejskiego architekta zasiadł Karl Weishaupt. Był rok 1921.

Weishaupt od razu uznał, że jakakolwiek zabudowa terenów błoni nie ma sensu. Architekt chciał by tereny te zostały przeznaczone na cele rekreacyjne dla szczecinian. To w tym miejscu graniczące z północnymi granicami miasta lasy miały łączyć się z jedną z reprezentacyjnych alei Szczecina. To „wkroczenie” zieleni do miasta było dla Weishaupta bardzo ważne. Z jego prac wiemy bowiem, że za jeden z największych błędów po likwidacji fortyfikacji miejskich w latach 70. XIX wieku uznawał wycięcie starego drzewostanu, który otaczał forty.

Za tą koncepcją przemawiały też argumenty finansowe. Właściciel terenu obecnych błoni – Martin Quistorp – stwierdził bowiem, że jeżeli jego ziemie zostaną przeznaczone na cele rekreacyjne dla wszystkich szczecinian, to przekaże miastu te tereny za darmo.

To także Wieshaupt wpadł na pomysł by bieg obecnej alei Jedności Narodowej zakończyć imponujących rozmiarów gmachem. Pomysł ten zbiegł się akurat z poszukiwaniami terenu pod nową siedzibę administracji prowincji. Władze kupiły od Quistorpów działkę pomiędzy aleją Jedności Narodowej a błoniami i już w 1927 zasadnicza część gmachu wieńczącego aleję była gotowa. Wtedy już na błoniach, nazwanych na cześć darczyńcy błoniami Quistorpa, zasadzone były już niewielkie drzewka. Dziś to potężne platany, tworzące dwie efektowne aleje.

Andrzej Kraśnicki jr