Opublikowane przez Busol w Architektura i Urbanistyka.

Aleją nad morze

Wielki most przebiegający nad Dworcem Głównym w stronę prawobrzeża i tama przecinająca Zalew Szczeciński skracająca o połowę drogę z centrum miasta nad morze – to wizje Szczecina-przyszłości opisywane w latach 60. XX wieku.
Lata 60. w powojennym Szczecinie były przełomowe. W mieście nie było już ruin, to co dało się odbudować odbudowane zostało – przyszedł czas na nowe. Efekt widzimy dziś w niemal całym centrum Szczecina. To mało urokliwe budynki z jeszcze mniej urokliwymi, ciasnymi, niskimi mieszkaniami. Ta szara rzeczywistość nijak miała się do monumentalnych planów rozbudowy miasta, które wówczas powstawały i które szeroko opisywano. Plany, które pasowały do wielkiej, bogatej metropolii, a nie miasta w PRL. Ale właśnie wielką, bogatą metropolią wedle ówczesnych poglądów miał być za kilkadziesiąt lat – czyli dziś – Szczecin.

Dwa razy szybciej

Nieocenionym źródłem informacji na temat ówczesnych pomysłów urbanistycznych i wizji Szczecina jest wydana w 1963 roku praca Piotra Zaremby i Haliny Orlińskiej „Urbanistyczny rozwój Szczecina”.
Jedną z najbardziej widowiskowych koncepcji prezentowanych w tej książce jest plan budowy na Zalewie Szczecińskiej gigantycznej tamy. Miała ona przecinać ten akwen w jego najwęższej części na linii południe-północ czyli okolice Nowego Warpna z południową częścią wyspy Uznam. Pomysł ten przewija się zresztą w notatkach Piotra Zaremby jeszcze jako prezydenta miasta.
Idea była prosta: skrócenie o połowę dystansu dzielącego centrum Szczecina od morza, a konkretnie Świnoujścia. Liczby mówiły same za siebie. Tradycyjna trasa nad morze, prowadząca przez prawobrzeże miasta i Goleniów liczy około 110 kilometrów. Grobla przez zalew i poprowadzona nią droga oraz szlak kolejowy skracała trasę do około 55 kilometrów.
Ta wielka inwestycja doprowadzić miała także do zupełnego odwrócenia roli terenów na północ od Szczecina i alei Wojska Polskiego. Zamiast kończyć się w lesie stała by się aleją prowadzącą wprost nad morze. I nie tylko tam. W związku z tą gigantyczną inwestycją, która wciąż pozostawała w sferze planów, urbaniści „zarezerwowali” tereny między Szczecinem a Nowym Warpnem pod potrzeby przemysłu. Określono nawet jego charakter. Tu miały być zlokalizowane zakłady przemysłowe związane z gospodarką morską, które nie zmieściły by się w granicach portu.
Idea wielkiej grobli przez zalew nie wykroczyła jednak poza rozważania fachowców. Mimo tego pomysł co jakiś czas odżywa. Ostatnio stało się to w latach 90. Poza artykułami w prasie i rozważaniami z gatunku „było by to przydatne” w dalszym ciągu jest to jednak projekt raczej fantastyczny.

Wielki most

Zupełnie zapomniany został za to inny śmiały pomysł rodem z końca lat 40., a „odświeżony” we wspomnianej pracy Piotra Zaremby i Haliny Orlińskiej. To budowa nowej przeprawy przecinającej Międzyodrze. I trzeba przyznać, że była to koncepcja bardzo interesująca, z pewnością dużo bardziej niż ta zrealizowana czyli Trasa Zamkowa.
Nowa przeprawa miała zacząć się na przedłużeniu ulicy 3 Maja w miejscu gdzie ulica niemal dochodzi do wysokiego muru oporowego, za którym jest Dworzec Główny. W tym miejscu planiści widzieli wysoki most przebiegający nad dworcem, a potem nad Odrą, który prowadziłby w rejon Wyspy Puckiej (zwanej dawniej Kępą). Dalej już po ziemi, wzdłuż torów kolejowych samochody miały jechać w stronę Regalicy i pokonawszy ją kolejnym mostem dojeżdżały by w rejon Zdroi.
Ta wielka przeprawa pomyślana została jako najszybsze połączenie śródmieścia z prawobrzeżem. Jej niewątpliwą zaletą miało być to, że zaczynała by się tylko kilkaset metrów od Bramy Portowej, zaś szeroka ulica prowadząca do niej, czyli ulica 3 Maja już istniała. Gdyby doszło do realizacji tego projektu nigdy by pewnie nie doszło do budowy Trasy Zamkowej, która uniemożliwia odbudowę znacznej części Starego Miasta.

Targi nad Odrą

O Starym Mieście nie myślano zresztą wówczas w kategorii odbudowy, czyli przywrócenia mu przedwojennego charakteru. Na zakończenie warto przypomnieć jak w latach 60. wyobrażano sobie rolę jego najważniejszej części, czyli nadodrzańskiego wybrzeża. Otóż stanowić one miały uzupełnienie terenów Międzynarodowych Targów Morskich, które chciano co roku organizować na Wyspie Grodzkiej (tej na przeciwko Wałów Chrobrego).
Czy to wszystko miało jakieś szansę realizacji. Z perspektywy lat 60. tak. Świadczą o tym chociażby słowa Piotra Zaremby i Haliny Orlińskiej kończące ich książkę: „Prognozy te są realne. Ich urzeczywistnienie może trwać krócej lub dłużej, ale widać już dziś wyraźnie, że narastające potrzeby raczej przyspieszają, aniżeli opóźniają tempo ich realizacji”.
A jednak się nie udało. Trochę szkoda.

Andrzej Kraśnicki jr