Opublikowane przez Busol w Architektura i Urbanistyka.

Wielki mur oporowy, a u jego stóp, nad samym brzegiem Odry plac targowy – tak pierwotnie planowano zabudować w XIX wieku teren po Forcie Leopolda. Dziś jest tu wizytówka miasta – Wały Chrobrego.
Fort Leopolda, który jeszcze w połowie XIX wieku rozciągał się na terenach obecnych Wałów Chrobrego był elementem potężnych fortyfikacji otaczających Szczecin. Forty osłaniające miasto były trzy: Fort Prusy, Fort Wilhelma i właśnie Fort Leopolda. Pierwszy, oderwany od obwałowań miasta stanowił rodzaj wysuniętej placówki rozciągającej się w rejonie obecnej ulicy Kopernika. Dwa ostatnie bastiony stykały się z miejskimi umocnieniami. Ten, któremu patronował Wilhelm rozciągał się aż po rejon obecnego placu Grunwaldzkiego.
Likwidacja miejskich fortyfikacji w latach 70 XIX wieku oznaczała kres tego rodzaju umocnień mających chronić Szczecin przed obcymi wojskami. Tereny zostały przeznaczone pod zabudowę. Najdłużej nie wiedziano co począć z obszarem po Forcie Leopolda.

Miejsce dla handlu

Ziemie te były niezwykle atrakcyjne, przede wszystkim dlatego, że rozciągały się wzdłuż Odry, a jednocześnie bardzo blisko niemiłosiernie zatłoczonego Starego Miasta. Tam, na wąskim pasku nabrzeża między kamienicami, a rzeką nie mieścili się już ani kupcy, ani kupujący. Szansę na rozładowanie tej ciasnoty widziano właśnie w zagospodarowaniu na cele handlowe starego fortu.
Pierwszy plan powstał już w 1874 roku, zaledwie rok po oficjalnym rozpoczęciu rozbiórki fortyfikacji. Przedsięwzięcie od samego początku zapowiadało się jako niezwykle skomplikowane. Problemem były gigantyczne masy ziemi czyli dawne wały, które w czasach gdy nikt nie myślał jeszcze o koparkach i spychaczach były bardzo poważną przeszkodą. Oczywiście wszystko było do zrobienia, tyle że za niemałe pieniądze, które miasto nie bardzo kwapiło się wydać.
Plan przewidywał więc stopniowe rozkopywanie wałów i wywożenie ziemi na leżącą w pobliżu Wyspę Grodzką w miarę sprzedaży kolejnych działek budowlanych. Zysk z transakcji miał sfinansować te wielkie wykopki.
W projekcie, teren fortu został podzielony na kilka kwadratów, które miały być kolejno zabudowywane. Główna ulica miała być przedłużeniem zaczynającej się jeszcze na Starym Mieście ulicy Panieńskiej (tej koło Baszty Siedmiu Płaszczy). Jezdnia prowadziła by w kierunku Grabowa (okolice ulicy Emilii Plater) wówczas samodzielnego miasta-satelity Szczecina.
Centralnym punktem nowej części Szczecina miał być plac, który podobnie jak fort chciano nazwać imieniem Leopolda. Plac ów zaplanowano u wylotu dzisiejszej ulicy Mazowieckiej, która od strony Bramy Królewskiej stromo zbiegała by niemal do samej Odry. To właśnie plac Leopolda chciano przeznaczyć na nowe szczecińskie centrum handlowe, gdzie przeniosło by się część kupców z rynków Starego Miasta.

Wysoka skarpa

Dwa lata później, w 1876 roku cała koncepcja została nieco zmodyfikowana. Z planu znikło kilka ulic, które jak się okazało w fazie rozważań wprowadziły by w tej części Szczecina niezły, komunikacyjny galimatias. A przecież planistom chodziło o jak najlepszy dojazd do nowego nabrzeża zwanego już wówczas oficjalnie Nabrzeżem Statków Parowych. Wielką niewiadomą, podobnie jak dwa lata wcześniej pozostawało jednak co zrobić by choć trochę zniwelować znaczne wzniesienie na tym niewielkim obszarze. Różnica poziomów między nabrzeżem, a rejonem gdzie stoi dziś gmach Wyższej Szkoły Morskiej sięgała bowiem ponad 20 metrów.
Prace nie mogły rozpocząć się też z jeszcze jednego powodu. Skarb Rzeszy, który był właścicielem rzeczonego terenu, życzył sobie za niego ponoć bardzo wygórowaną kwotę. Negocjacje z miastem szły opornie i nie wyglądało na to, że strony szybko dojdą do porozumienia.

Może by tak mur?

Tymczasem w 1882 roku pojawił się kolejny pomysł na zagospodarowanie starego fortu. Nie rozwiązywał wprawdzie problemu kupna, ale jak się pewnie wydawało jego twórcy rozwiązywał sprawę znacznego wzniesienia. Plan zakładał, że teren zostanie podzielony na dwie części rozdzielone wysokim, grubym, solidnym murem oporowym. Miało być to z pewnością coś w stylu (tylko, że na większą skalę) tego co widzimy stojąc na peronach Dworca Głównego, też rozciągniętego wzdłuż wysokiej skarpy. Koszt tej inwestycji okazał się jednak absurdalnie wysoki, sięgający niemal miliona ówczesnych marek.
W tym czasie miastem rządził już słynny burmistrz Hermann Haken. Nie zgodził się na drogi mur i kazał swoim urzędnikom szukać innego rozwiązania. I tak w końcu pojawiła się koncepcja by wysokie wzgórze przybrało formę tarasu, z którego nad Odrę prowadzić będą schody i łagodnie opadające, wijące się ulice. Plusem tego pomysłu było to, że ziemia w tym rejonie Szczecina była gliniasta przez co po nadaniu skarpie odpowiedniego kształtu można było być spokojnym, że całość nie „zjedzie” do rzeki.
Długo jednak nie zmieniały się plany co do tego jaki charakter ma mieć nowa część miasta: część nadodrzańska przeznaczona była dla handlu, ta na wzniesieniu na cele mieszkaniowe. Tam właśnie miały powstać budynki z najbardziej ekskluzywnymi mieszkaniami. To spowodowało między innymi, że zmienione zostały m.in plany dotyczące budowy Domu Koncertowego. Pierwotnie chciano postawić go w rejonie skrzyżowania obecnej ulicy Krzywoustego i al. Wojska Polskiego. Ostatecznie powstał w pobliżu Bramy Królewskiej, właśnie ze względu na bliską odległość do nowej, znamienitej, choć dopiero planowanej dzielnicy.

Górki i pagórki

Tymczasem budowa nie ruszała. Sprawa rozbijała się o wspomnianą już wygórowaną cenę jaką musiało by zapłacić miasto za powiększenie swoich granic. Sprawa zaczynała powoli być dla Szczecina kompromitująca. Podczas gdy na pozostałych pofortecznych terenach stały już piękne kamienice, teren starego fortu był usłany chwastami, górkami, górami, resztami murów.
Nic więc dziwnego, że kiedy w 1889 roku Haken po raz drugi został wybrany na burmistrza zapowiedział, że oprócz rozbudowy portu to właśnie zabudowa fortu stanie się dla niego najistotniejsza.
Problemów zamiast ubywać jednak przybywało. Kłody pod nogi Hakenowi zaczęli bowiem rzucać członkowie szczecińskiej Partii Właścicieli Domów. Poszło o to, że Haken chciał pozyskać tereny na potrzeby miasta, a nie na potrzeby kamieniczników gotowych już pewnie zbić majątek na atrakcyjnych działkach.
W końcu się jednak udało. Po wieloletnich negocjacjach ziemię kupiono, przeciwników „ominięto” i zdecydowano: teren starego fortu, przeobrażony w przepiękne tarasy ma stać się reprezentacyjną częścią Szczecina z reprezentacyjnymi budynkami użyteczności publicznej. Był już jednak rok 1899. Póki wybrano ostateczne projekty gmachów, póki je zbudowano minęło 20 lat. Kolejno powstało muzeum, gmach rejencji (obecnie Urząd Wojewódzki) i zespół budynków, które zajmuje dziś Wyższa Szkoła Morska. A ekskluzywne mieszkania i tak powstały. Tyle, że na tyłach, w rejonie dzisiejszej ulicy Henryka Pobożnego.

Andrzej Kraśnicki jr