Opublikowane przez Busol w Bez kategorii, Historia.

W pierwszej części o „szczecińskich piratach” wspomniałem o wielkiej bitwie morskiej, do której doszło w cieśninach duńskich w roku 1000. Napisałem, że była to „bitwa królów”, w której przeciwko 11 drakkarom Norwega Tryggwasona wystąpiło 70 okrętów koalicji duńsko/szwedzko/polskiej (ci ostatni to na pewno byli Pomorzanie).

Dzięki pewnej podpowiedzi dotarłem ostatnio do precyzyjniejszych informacji o tym wydarzeniu, w którym wzięli udział także podbici przez Bolesława Chrobrego „Wolinianie” (Wolin-Jomsborg-Wineta, a nie Szczecin, był wtedy metropolią o znaczeniu europejskim) pod wodzą swojego księcia (nie znane jest jego imię – mógł to być książę Siemysł/Siemosił, który jako Zemuzil Bomeranorum został odnotowany w 1046r., albo jego przodek lub nawet ktoś inny wybrany przez wiec plemienny). Jest wysoce prawdopodobne, że wśród łodzi słowiańskich były także korabie szczecińskie…

Dla zrozumienia historycznego znaczenia omawianej bitwy należałoby przede wszystkim wiedzieć cokolwiek o jej przyczynach, jak i sprzęcie w niej użytym. Zacznę od wyposażenia zasadniczego, czyli okrętów, które znacznie różniły się miedzy sobą.

Wikingowie, których „wkrótce” (tzn. od momentu, kiedy się ochrzcili i zaczęli tworzyć państwa feudalne) zaczęto nazywać Normanami na zachodzie, a na Rusi i w Bizancjum – Waregami, zasadniczo używali różnej wielkości statków pełnomorskich. Dawało im to większą stateczność na morzu oraz umożliwiało żeglugę na wiatr. Łodzie te budowano w oparciu o tzw. system „ledungowy” (taka ilość zagród wiejskich, która była w stanie zbudować łódź określonej wielkości i liczbie załogi). Parametry łodzi były ściśle określone: 40-wiosłowe „sneki” o długości 27-28m, 5m szerokości i 1 m zanurzenia, z burtami ok. 1,7 m nad wodą. Taki okręt zabierał od 50 do nawet 90 ludzi. Na długie, szczególnie pirackie wyprawy używano 60-wiosłowe „skeidy”, o długości 42-45m, szer. 7m, 2m zanurzenia. Ich załoga była generalnie 90 osobowa (miejsce na zapasy, towary handlowe i łupy!).

Dla królów budowano „draktary” (ew. drakkary) – nieliczne i potwornie drogie, o długości do 70m, nawet 120-wiosłowe i do 260 ludzi załogi. Potęga!

Słowianie budowali swoje „korabie” także w systemie „ledungowym”, lecz z uwagi na zasadniczo przybrzeżny charakter ich żeglugi, były one mniejsze (w typie sneków”), o płaskim dnie i płytszym zanurzeniu – bardziej nadawały się do obrony wybrzeża niż dalekich rajdów pełnomorskich.

Statki te miały napęd wiosłowo-żaglowy, a wioślarzy osłaniały tarcze zawieszane na burtach. W czasie bitwy rzadko ostrzeliwano się – dążono do połamania wioseł, a przede wszystkim do zaczepienia atakowanego statku bosakami i abordażu – potem walka wręcz na miecze, topory i bojowe młoty.

W roku 1000 wokół Zachodniego Bałtyku istniały już silne państwa feudalne Duńczyków, Szwedów i Polaków, które dążyły do przejęcia kontroli nad bałtyckimi szlakami handlowymi, z których najcenniejsze wiodły na Ruś i dalej do Carogrodu (Bizancjum/Konstantynopol) i nad Pomorzem. Władcom tych państw bardzo przeszkadzali „niezależni Wikingowie”, szczególnie piraci z Norwegii. Jeżeli do tego dodać czynnik osobisty, jaki wnosiła urażona przez norweskiego króla duma Świętosławy…

Kiedy więc norweski król-pirat, ostatni niezależny Wiking, Olaf Tryggvason, prowadząc swoje 60 okrętów wtargnął na Bałtyk, rabując południowe wybrzeża od Łaby aż po Odrę – zawarto przeciwko niemu sojusz, w wyniku którego w obozie sprzymierzeńców zgromadzono siły pod wodzą Swena Widłobrodego (Dania), Olafa III (Szwecja) i księcia Wolinian (wasal króla Polski, Bolesława Chrobrego). Na dodatek przybyły siły z Norwegii pod wodzą jarla Erika Haakona, wygnanego konkurenta Tryggvasona. Całość tych sił była niemal dwukrotnie większa od sił piratów, a na dodatek Tryggvason o tym nie wiedział.

Powracającego na Morze Północne „ostatniego Wikinga” postanowiono zaatakować w wąskich wodach Sundu, w miejscu uniemożliwiającym mu ucieczkę oraz utrudniającym manewrowanie. Należy pamiętać, że choć sprzymierzeńcy mieli ogromną przewagę liczebną, to Wikingowie dysponowali 11 ogromnymi drakkarami (największy o 200 osobowej załodze) oraz 60-wiosłowymi skeidami. Rozważano też, że bliskość przybrzeżnych płycizn „w razie czego” pozwoli snekom i korabiom na ucieczkę przed groźnymi, ale obciążonymi łupami drakkarami.

Nie było mgły i nie było zaskoczenia – norwescy Wikingowie nie chcieli jednak uciekać w hańbie, przyjęli bitwę. Liczyli, że po związaniu razem dziobów i burt swoich statków (standardowy sposób obrony) uda im się utrzymać zwartość takiego „pomostu” (atakowanego jedynie od dzioba i dwu burt, co umożliwiało sprawne przerzucanie obrońców na najbardziej zagrożone odcinki) do wieczora, a w nocy może przyjść silniejszy wiatr i wyrwą się na otwarte morze, gdzie mniejsze statki nie będą mogły ich ścigać. Jednocześnie płynąc do przodu mogli po prostu przebić się poprzez szyki sprzymierzonych…

Największymi statkami dysponowali Duńczycy i oni rozpoczęli atak od przodu. Pomimo swego męstwa nie zdołali jednak powstrzymać prącej naprzód ławy Norwegów. W końcu, korzystając z faktu, iż Wikingowie są ze sobą dość trwale powiązani – odstąpili, aby mogli ich zastąpić wypoczęci Szwedzi. Takie falowe ataki w centrum powtarzały się wiele razy, bez większego skutku.

Jednocześnie skrajne okręty prawego skrzydła norweskiej „ławy” zaczęli atakować Szwedzi i Słowianie na swych mniejszych łodziach. Szczególnie tym ostatnim udało się przedrzeć poprzez mielizny i zaatakować „ławę” zarówno od boku, jak też od tyłu. Wkrótce udało im się odciąć, oderwać i otoczyć kilka skrajnych okrętów norweskich. Wspólnie ze Szwedami „wykańczali” je, korzystając z przewagi liczebnej i osamotnienia.

W pewnym momencie na pomoc swojemu lewemu skrzydłu ruszyły wielkie okręty duńskie i to był początek końca floty Wikingów-piratów. W ciężkim boju krążony został także okręt Tryggvasona (200 osobowa załoga), który bronił się długo i zażarcie. Jego dowódca podjął decyzję o ucieczce dopiero wtedy, kiedy pozostało już tylko kilkunastu obrońców – próbował wpław dostać się na któryś z jeszcze walczących okrętów, jednak utonął.

Z pogromu zdołało wydostać się jedynie kilka okrętów lewego skrzydła norweskiego, które przebiły się we wcześniejszej fazie bitwy poprzez wyłącznie Szwedzkie okręty prawego skrzydła sprzymierzonych.

Taki był koniec ostatniego króla Wikingów, ale niekoniecznie koniec piratów na Bałtyku…

W załączeniu szkic bitwy i wizerunek słowiańskiego statku.

Wojciech Banaszak

W tekście wykorzystano informacje pochodzące z:

1/ Wyprawy Krzyżowe – Normanowie, Andrzej Michałek

2/ Pomorze Zachodnie poprzez wieki, pod red. Jana M.Piskorskiego