Opublikowane przez Busol w Bez kategorii, Wydarzenia.

Mimo całkowitego zakazu ruchu samochodowego na przylądek wjechała kawalkada automobilów marki Stoewer. Słowo „stoewer” okazało się doskonałym kluczem. Gdy władze dowiedziały się, że to pojazdy produkowane niegdyś na Pomorzu, nie tylko udzieliły zgody na wjazd, ale wręcz postanowiły pomóc! Zlot odbył się w dniach 10-13 sierpnia


Artykuł z internetowych stron GW

Zbliżając się do Rugii, doznajemy niezwykłego wrażenia déja vu. Oto wielopasmowa estakada wynosi nasze auto na kilka metrów w górę. Po prawej stronie widzimy stocznię, a przed naszymi oczami przesuwa się panorama miasta z majestatycznymi wieżami. To Stralsund. Jeszcze tylko zwodzony most, grobla i już jesteśmy na bałtyckiej wyspie słynnej ze swych pagórków, niezliczonych cypli i zatok, długich lipowych alei, a przede wszystkim z białych, stromych klifów.

W tej scenerii od 10 do 13 sierpnia odbył się zjazd stoewerów produkowanych przed wojną w Szczecinie.

Stoewer otwiera drzwi

– To stosunkowo mały zjazd – stwierdza Manfried Bauer, szef muzeum stoewerów w Wald-Michelbach. – Ale za to z głównym mottem: „Spotkanie stoewerów arkona na przylądku Arkona”. Planowaliśmy, że spotkają się cztery arkony, ale dotarły jedynie trzy. Jedna „padła” po drodze, w Osnabrücku.

Poza arkonami na Rugię przyjechało także pięć innych stoewerów: dwa modele R150, dwa R180 i jeden greif junior. W spotkaniu wzięli udział nie tylko właściciele tych aut oraz osoby towarzyszące, ale również kolekcjonerzy szczecińskich aut. Łącznie przybyło 27 osób.

– W pierwszym dniu spotkania przewidziana była sesja zdjęciowa – mówi Manfried Bauer. – Na Kap Arkona musimy się dostać rano, by mieć odpowiednie światło.

– Przecież tam jest całkowity zakaz ruchu samochodowego! – dziwię się.

– Zgadza się. Ale słowo „stoewer” okazało się doskonałym kluczem. Gdy władze dowiedziały się, że to samochody produkowane niegdyś na Pomorzu, nie tylko udzieliły zgody na wjazd, ale wręcz postanowiły pomóc!

Czerwona arkona z Lazurowego Wybrzeża

Wszystkie stoewery, prowadzone przez granatową arkonę patheon z 1939 r.,

w szeregu podjechały pod wieś Vitt, skąd rozciągał się malowniczy widok na latarnię morską i zatokę. Poszły w ruch aparaty fotograficzne. Hugo Fuchs, kierujący czerwoną arkoną sport cabrio, założył gustowną białą pilotkę: – Przejechałem 2800 km, by dotrzeć na Rugię – mówi. – Na co dzień mieszkam w Nicei. Nigdy tu wcześniej nie byłem, ale bardzo mi się podoba.

– Dlaczego akurat stoewer? – pytam.

– Od lat kolekcjonuję sportowe samochody. Mam 12 sztuk. Arkona jest najstarsza. Gdy zobaczyłem jej zdjęcie w ogłoszeniu, natychmiast urzekł mnie jej harmonijny piękny kształt. Dwa lata zajęła mi restauracja auta. Choć ogólny stan pojazdu był dobry, to jednak mechanika pozostawiała wiele do życzenia.

Królewskie krzesło

Po zapełnieniu wielu klatek filmów i megabajtów pamięci sticków kawalkada rusza w dalszą drogę. Manfried Bauer swoje nieoficjalne przywództwo wśród „stoewerowców” podkreśla kapitańską czapką. Auta kierują się w stronę najwyższego klifu na Rugii – Königsstuhl. Ma 117 m wysokości, z jego szczytu rozciąga się piękna panorama Bałtyku i białych kredowych urwisk. Rozpoczyna się kolejna sesja fotograficzna. Rozglądam się za właścicielem zielonej arkony.

– Nie zielonej, ale czarno-zielonej! – prostuje z udawanym oburzeniem Jürgen Lüttgen.

Stoewery kolekcjonuje już od lat 70. Obecnie ma trzy: dwie arkony i model D3 sport. Tym ostatnim w 1996 r. przybył do Szczecina na zjazd z okazji

100-lecia fabryki braci Stoewerów i 50-lecia fabryki Polmo.

W sumie wyprodukowanych zostało zaledwie 210 samochodów marki arkona. Niewiele przetrwało wojnę.

– Tę arkonę odnalazłem we wsi w pobliżu mojego rodzinnego Düsseldorfu. Przez 40 lat stała zamknięta w garażu! Do dziś, przez 65 lat, przejechała zaledwie 60 tys. km. Wypada mniej niż 1000 km na rok – śmieje się Jürgen.

Kuferek

Stoewery ruszają do miejscowości Sagard, gdzie uczestnicy zlotu zatrzymają się na noc. Jadą w spacerowym tempie. Inni uczestnicy ruchu pozdrawiają oldtimery, oglądają się i machają, słychać klaksony.

– Moja arkona może jechać nawet 130 km na godz. – mówi Hugo Fuchs. – Ale rzadko jadę szybciej niż 100 km na godz. To nie tylko kwestia wieku auta, ale też bezpieczeństwa. Tu nie ma poduszek powietrznych ani kontrolowanych stref zgniotu.

Na miejsce stoewery docierają ok. godz. 17. Informacja w lokalnej prasie zrobiła swoje. Kilkadziesiąt osób już czeka, by obejrzeć je z bliska, wsiąść i zrobić sobie zdjęcia z pięknymi automobilami.

Manfred Barckmann ma kwaśną minę. Jego model R150 z 1934 r. nie będzie udostępniony zwiedzającym: – Niestety auto nie wytrzymało trudów podróży. Pojawił się wyciek oleju. Trzeba się szybko tym zająć, by jutro można było znowu ruszyć w drogę.

Jednak nim się rozpocznie naprawa, mamy jeszcze chwilę na oględziny auta. Jego renowacja została przeprowadzona bardzo starannie. A warto wiedzieć, że miłość Manfreda Bauera do stoewerów jest podwójna. Nie dość, że posiada on auto tej marki, to jego żona jest wnuczką Bernharda Stoewera jr. – pioniera automobilizmu i twórcy szczecińskiej fabryki samochodów.

Manfred otwiera bagażnik i pokazuje mi bardzo sfatygowany kuferek podróżny upstrzony naklejkami z różnych stron świata: – 1912 rok! Prezent od Jürgena Stoewera. Dziś, pomimo że ma ponad 90 lat, nadal żywo interesuje się wszystkim, co jest związane z autami marki Stoewer. O tym zjeździe również wie!

Jürgen, syn Bernharda Stoewera jr., był ostatnim z rodziny, którego losy były bezpośrednio związane ze szczecińska fabryką samochodów. Pracował w niej do 1935 r.

Starzy szczecinianie i stary szczecinianin

Wieczorem wszyscy uczestnicy zjazdu wyruszają do Sassnitz. Gdy dojeżdżamy na miejsce, z zazdrością obserwuję ożywione nabrzeża, pełne knajp i turystów tego małego portowego miasta. Restauracje z doskonale przyrządzanymi rybami znajdują się również na kilkunastu statkach zacumowanych wzdłuż nabrzeża. Na jednym z nich zjemy wspólną kolację.

Manfried Bauer z muzeum stoewerów omawia plan na kolejny dzień zjazdu: – Hasłem dnia jutrzejszego jest „Szczecińskie oldtimery odwiedzają szczecińskiego oldtimera”.

Po Rugii do dziś kursuje kolejka. Wśród kilku lokomotyw jest jedna, która ma własne imię „Rasender Roland”. Została wyprodukowana wiele lat temu w Szczecinie w stoczni Vulcan.

– Rano wyruszamy do lokomotywowni w Putbus, gdzie zrobimy wspólne zdjęcia stoewerów i Rolanda – kontynuuje pan Bauer. – Następnie udamy się Allestrasse na wschód.

Niezwykle długie lipowe aleje są obok urwistych klifów jednym z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu Rugii.

Australia łaskawa dla oldmobilów

Po części oficjalnej jest chwila na rozmowę. Manfried Bauer wyciąga kartki

z tabelami. – Cały czas szukamy stoewerów, które przetrwały gdziekolwiek na świecie. Jeszcze kilka lat temu sądzono, że nie ma ich więcej niż 120. Dziś już mamy odnalezione 203 i ta liczba ciągle rośnie!

Przyglądam się danym:

– Niezwykłe, że nawet w Indonezji przetrwało jedno auto! A dlaczego tak dużo najstarszych modeli jest w Australii?

– To ze względu na klimat – tłumaczy Bauer. – Korzystny dla aut, znacznie wolniej korodują.

Najwięcej stoewerów jest zarejestrowanych w Niemczech – równe sto, na drugim miejscu znajduje się Australia (22), a na trzecim Szwajcaria (18).

W Polsce znanych jest pięć aut.

– Dwa z nich to najnowsze nabytki pana Kramarzewskiego ze Szczecina – dodaje szef muzeum. – W tej chwili znamy tylko jeden w pełni wyremontowany samochód, znajduje się w Poznaniu.

– Mamy nadzieję, że ta statystyka wkrótce się zmieni! – mówię. – Gdy stowarzyszenie „Forum dla Szczecina” sprowadzi do szczecińskiego muzeum stoewera greifa juniora, będziemy mieli sześć aut w Polsce i już co najmniej dwa po renowacji!

Do zobaczenia w Szczecinie w 2007 r.

Pomału przychodzi czas na pożegnanie. Słyszę jeszcze, jak uczestnicy zjazdu chwalą doskonałą organizację i pomysł spotkania przygotowanego przez muzeum stoewerów w Wald-Michelbach.

– Do zobaczenia wkrótce na kolejnym zjeździe, a jeśli nie, to na pewno w 2007 r. w Szczecinie! – wołają automobiliści na pożegnanie.

Pomysł wielkiego zjazdu stoewerów z okazji finału regat The Tall Ships’ Race w Szczecinie za trzy lata został przyjęty entuzjastycznie. Ja na razie cieszę się, że w drodze powrotnej ponownie zobaczę wieże Stralsundu. Chyba zrobię jeszcze przystanek na jego przepięknej starówce…

Alexis Kiriakou , Gazeta Wyborcza, 20-08-2004

AKiriakou@gazeta.pl

Historia szczecińskiej fabryki samochodów

W 1896 r. szczeciński przedsiębiorca Bernhard Stoewer senior wybudował przy al. Wojska Polskiego nową fabrykę „Stettiner Eisenwerk Bernhard Stoewer sen”. Początkowo produkowano tam tokarki, obrabiarki, części do rowerów i żelazne piece. Wkrótce synowie – Emil i Bernhard jr – zafascynowani raczkującą motoryzacją, zmienili profil fabryki. Już w 1897 r. zbudowali wyposażony

w silnik trójkowiec. Dwa lata później miało swą premierę pierwsze szczecińskie auto Großer Motorwagen („duży pojazd motorowy”), napędzane dwucylindrowym silnikiem o mocy 6 KM. W tym samym roku Bernhard senior przekazał zakłady synom. Otrzymały nową nazwę – Gebrüder Stoewer, Fabrik für Motorfahrzeuge, Stettin.

Do wybuchu I wojny światowej zbudowano 19 prototypów samochodów osobowych, z czego osiem weszło do seryjnej produkcji. Rozpoczęto produkcję ciężarówek i autobusów (m.in. dla Londynu). Auta eksportowano do Europy, Australii i Ameryki Południowej. Wielkim przebojem okazał się produkowany

w latach 1908-1910 model G4 – stał się wzorem „pojazdu dla mas”.

W 1916 r. firma stała się spółką akcyjną – Stoewer-Werke AG, vormals Gebrüder Stoewer, Stettin. Z końcem wojny zatrudniała ponad 2000 pracowników. Do 1927 wypuszczono na rynek 12 nowych modeli.

Za szczytowe osiągnięcie fabryki uważa się serię aut z ośmiocylindrowymi silnikami produkowaną od 1928 r. – słynne „szczecińskie ósemki”. Były to pierwsze modele, których maskę ozdobiła figurka gryfa.

Wielki kryzys lat 30. mocno dotknął również fabrykę Stoewerów. Bernhard jr. świadom, że potrzebny jest tani i masowy produkt, opracował model V5 – pierwsze niemieckie auto z przednim napędem. W 1932 r. Emil,

a dwa lata później Bernhard jr opuścili fabrykę.

Kondycja firmy zaczęła się poprawiać dopiero w drugiej połowie lat 30. Na licencji Tatry rozpoczęto produkcję popularnego greifa juniora. Opracowano również nowy, bardziej luksusowy model. Występował w dwóch odmianach: Sedina z czterocylindrowym silnikiem (55 KM) oraz Arkona z sześciocylindrowym (80 KM). Obie odmiany oferowane były w kilku wariantach nadwozia. Z chwilą wybuchu wojny fabryka Stoewera została całkowicie przestawiona na produkcję wojenną. Produkowano samochody terenowe R 180 Special i R 200 Special.

Hale fabryczne przy al. Wojska Polskiego uniknęły większych strat podczas bombardowań. Po wojnie zdemontowane urządzenia trafiły do ZSRR. Ogołocone hale stały się zalążkiem przemysłu motoryzacyjnego w polskim Szczecinie. Powstały tam Zakłady Mechanizmów Samochodowych Polmo SA, które w latach 1956-1965 produkowały legendarny motocykl Junak.

Auta ze Szczecina, choć nigdy nie zdobyły znaczącej pozycji rynkowej, zawsze charakteryzowały się nowatorstwem oraz najwyższą jakością. Wielokrotnie były nagradzane medalami na wystawach i pucharami w rajdach. Z 42 tys. samochodów wyprodukowanych w latach 1899-1945 do dzisiejszego dnia przetrwało w różnym stanie nieco ponad 200 sztuk.

Stoewer dla Szczecina

Dziś w Szczecinie nie ma ani jednego stoewera dostępnego dla mieszkańców. Stowarzyszenie „Forum dla Szczecina” chce sprowadzić do miasta limuzynę Stoewera i po renowacji udostępnić ją szczecinianom i turystom. Do kupienia jest kabriolimuzyna stoewer greif wyprodukowana w Szczecinie w 1938 r. Kosztuje ok. 3 tys. euro (13 tys. zł). Teraz znajduje się w muzeum Stoewerów w Wald-Michelbach. Wszyscy, którzy chcieliby dołączyć się do zbiórki, mogą wpłacać pieniądze na specjalnie uruchomione konto:

Agora SA, ul. Czerska 8/10, Warszawa, Pekao SA VII o. Warszawa

94 1240 1109 1111 0010 0257 4014

(W rubryce „cel” bądź „tytuł wpłaty” trzeba wpisać: „Darowizna na zakup samochodu dla Szczecina”).

Akcji patronuje „Gazeta Wyborcza”.