Opublikowane przez Busol w Bez kategorii, Publicystyka.

Pewnego pięknego dnia stałem na parkingu pod Czerwonym Ratuszem od strony pl. Batorego. W sumie to często bywam w tym miejscu i często muszę kilka minut spacerować pod samym Ratuszem. Otóż podczas jedego z takich spacerów wpatrując się niewidzącym wzrokiem w budynek, rozmyślałem o tym ile bym dał aby cofnąć się w czasie i tak sobie pospacerować pod Teatrem Miejskim. Zgodziłem się ze sobą, że oddałbym wiele.

Przyznam się też, że kilka razy miałem taki sen, że cofnąłem się w czasie i spacerowałem po tamtym mieście (a raz w takim śnie okazało się że zapomniałem wziąć przygotowanego wcześniej aparatu – to był prawdzimy koszmar).

Snując swoje wizje pomyslałem: „Ech gdyby tak w jakiejś innej równoległej rzeczywistości jakiemuś lotnikowi „drgnęła ręka” i bomby ominęłyby teatr, to budynek istniał by do dziś (bo może nie rozebrano by go po wojnie) ech…”

I wtedy wzrok mój zaczął widzieć Ratusz i nagle pojawiła się inna myśl. A jeśliby ta ręka „co to drgęła” i ominęła teatr niechcący zbombardowała Ratusz ? To stałbym sobie może teraz pod Teatrem i patrząc niewidzącym wzrokiem rozmyślał o tym ile bym dał żeby przespacerować się pod monumentalnym Gmachem Czerwonego Ratusza, a Ratusz ten znałbym tylko z pożółkłych pocztówek…

Przyznam, że było to ciekawe doświadczenie, bo przecież prawdą jest to, że mimo iż wiele zostało zniszczone – to wiele zostało. I przy tym całym rozmarzeniu o tym czego nie ma zapominam o tym co zostało. Tak dawno nie byłem (w celu historycznym) pod budynkiem Banku PKO BP czy Kościołem Garnizownowym…

Wydarzenie to nie wywróciło „do góry nogami” mojego podejścia do Dawnego Szczecina, ale zwróćiło uwagę na to właśnie, że często nie widzę czegoś co blisko i próbuje zobaczyć to co daleko. [PATOS]

A może czytelnicy portalu też mogą podzielić się podobnymi (metafizycznymi chyba) doświadczeniami ?

Zapraszam do dyskusji

arek@sedina.pl