Opublikowane przez Busol w Bez kategorii, Kultura i Sztuka.

Nieznany malarz, który podpisał ten piękny widok monogramem „J.R.”, namalował szczeciński port z miejsca, które znajdowało się w okolicy dzisiejszego nabrzeża Starówka. Przez wiele lat dzieło to nie było znane szerszej publiczności – teraz odkupił go BRE Bank S.A. i jako depozyt ofiarował Muzeum Narodowemu w Szczecinie. Dzisiaj mogliśmy to zobaczyć – Wy możecie zrobić to samo. Naprawdę warto!

„Port w Szczecinie” został namalowany przez nieznanego artystę, który swoje dzieło sygnował jedynie datą 1899 oraz monogramem „J.R.”. Zrządzeniem historii obraz znalazł się w Niemczech i niewielu ludzi wiedziało o jego istnieniu, a jeszcze mniejszej grupie udało się go zobaczyć – aż do dzisiaj. Staraniem pani dr Bogdany Kozińskiej z Muzeum Narodowego w Szczecinie oraz Zarządu Banku Rozwoju Eksportu w Warszawie i jego Oddziału w naszym mieście udało się zakupić ten obraz od domu aukcyjnego w Ahlden k. Hanoweru.
W czwartek, 24 czerwca 2004 r., o godzinie 15, w Oddziale Muzeum Historii Szczecina, w Ratuszu Staromiejskim na Podzamczu, dokonano podpisania aktu depozytowego i uroczystego odsłonięcia obrazu. Stało się to w dolnej, wielkiej sali Starego Ratusza, przy dźwiękach muzyki Jana Sebastiana Bacha, wśród wielu podziękowań zgromadzonych notabli województwa i miasta oraz przy oklaskach kilkudziesięciu zaproszonych osób, wśród których i my byliśmy – jednak miodu nie piliśmy, bo podziwialiśmy.

Galeria zdjęć z tego wydarzenia

Obraz jest duży (78×112 cm) i według pani Kozińskiej autor malował go z miejsca znajdującego się w rejonie Duńczycy i dawnych rzeźni na Nabrzeżu Starówka (niestety, dzisiaj ten widok w znacznym stopniu ogranicza most Trasy Zamkowej, jak to widać na zdjęciach, na których dzisiaj chcieliśmy powtórzyć „ujęcie” Monogramisty JR).
Na pierwszym planie dominują wielkie żagle okrętów cumujących zarówno przy prawym, jak i przy lewym brzegu Odry – za nimi można dojrzeć o wiele mniej romantyczne kominy parowców, które już chyba tylko na tym obrazie nie zdołały zdominować swoich skrzydlatych przodków (w roku 1899 do Szczecina wpłynęło więcej statków parowych niż żaglowców). Oprócz tych pełnomorskich maszyn po porcie uwijają się mniejsze łodzie i holowniki – niemal w centrum obrazu dymi jeden z nich. Widać też małe łodzie zaopatrzeniowe, a środkiem nurtu przepływa drebla (łódź rybacka z sadzem na żywe ryby).
W tle miasto: wieża i północno-wschodnia część dachu kościoła św. Jakuba Apostoła, masyw Zamku Książąt Pomorskich, a tuż nad Odrą – dziś nieistniejące, lecz powoli odtwarzane przez współczesnych Szczecinian budynki Starego Miasta.
Omawiając „Port w Szczecinie” pani kustosz Kozińska przypomniała, że jest to widok na port w jednym z najlepszych okresów jego istnienia – trzy lata wcześniej cesarz Rzeszy Niemieckiej uroczyście otworzył (działający w obrębie strefy wolnocłowej) Port w Szczecinie i przy tej okazji wygłosił słowa znamienne dla wielkich polityków:
„- Nasza przyszłość leży nad wodą.”
Obraz ukazuje miasto świetne i zgodnie współżyjące z nowoczesnym portem końca XIX wieku, miasto o hanzeatyckiej tradycji, które ma stałe kontakty między innymi z Amsterdamem (po lewej napis na rufie: AURORA – AMSTERDAM) i z którego istnieją stałe połączenia żeglugowe do Londynu i Visby na Gotlandii.
W tym czasie Szczecin mógł imponować: 150 tysięcy mieszkańców, cztery stocznie (z Vulkanem i Oderverke na czele), cementownie, a nawet nowoczesna fabryka samochodów marki Stoewer, która wkrótce stanie się znana w całej Europie… Miasto rozrastało się i pokonując otaczające je forteczne wały, dwa lata wcześniej zelektryfikowało tramwaje…
Monogramiście J.R. udało się oddać moment przełomu – z jednej strony piękno odchodzących w przeszłość wielkich żaglowców oraz pamięć o szczecińskich mieszczanach i największych władcach Pomorza, która zawarta jest w murach Zamku i kościoła św. Jakuba, a z drugiej strony dynamizm czasów mu współczesnych, wyrażoną w energii parowców i codziennej krzątaninie marynarzy oraz rybaków. W obrazie tym zdumiewa jeszcze jedno: niemal pozbawione granicy zetknięcie tego miasta i wody, która zdaje się nie tyle żywiołem, ile drogą…
Oglądając ten świetny wizerunek naszego grodu możemy na chwilę zapomnieć, jak ciężkie losy przeżyje Szczecin w najbliższym stuleciu i możemy rozmarzyć się, jak świetna może czekać nas przyszłość, którą sami możemy sobie stworzyć.

Wojciech Banaszak