Opublikowane przez Busol w Bez kategorii, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

(…) Zaistniała więc potężna „luka na rynku” – uciekają nam informacje o czasach, ludziach, zdarzeniach, ciekawostkach i sensacjach… Aby powstrzymać ten wzbierający strumień – proponuję przyjaciołom i gościom SEDINY: piszcie wspomnienia i dzienniki, namawiajcie do tego swoich najbliższych lub nawet pomagajcie im w tym i przysyłajcie do nas. Nie od razu muszą to być obszerne memuary – niech to będzie krótkie wspomnienie o czymś ciekawym, o człowieku, wydarzeniu, obiekcie, rzeczy ze Szczecinem związanej… Można to wspomóc zdjęciem, rysunkiem, wierszem… (…)


Mój dziadek „po mieczu” był polskim żołnierzem, który zaczął walczyć pod niemieckim „Wilusiem”, potem bił się w Powstaniu Wielkopolskim, bronił kraju w Wojnie Bolszewickiej i w 1939r., od Grodna prawie po Warszawę. Na „Dziki Zachód”, czyli do Szczecina, przybył na początku lat pięćdziesiątych z „Zachodu” i tu przeżył swoje ostatnie „wojny” – drobne kłopoty z UB w znanej „sprawie Robineau” oraz ostrzał rosyjskich maruderów w Parku Żeromskiego. Wiele lat później wskazał mi palcem końcowy fragment ulicy Kolumba (ten pod wiaduktem) i powiedział, że defilował tam przed wymarszem na wojnę (zgadnijcie, na którą) – do dziś żałuję, że nie wypytałem go o więcej szczegółów, a teraz już tego nie zrobię, bo odszedł do Krainy Przodków. Obawiam się, że nie tylko ja noszę w sobie żal, że nie pytałem, nie zapisałem…

Moja babcia „po kądzieli” nie miała wiele wspólnego z naszym miastem, jednak swoje życie opisała w pięknych i ciekawych pamiętnikach, które już po jej śmierci własnoręcznie przepisałem i utrwaliłem na CD, dodając zdjęcia, które przetrwały do dziś. Parę osób przeczytało wspomnienia babci z niemałym zainteresowaniem i pewien jestem, że niejeden znalazłby w nich nie tylko historię Polski „z pierwszej ręki”, ale także ciekawostki „jak oni to robili” (np. jak się prało, kiedy jeszcze nie było mydła).

Spotkałem w Szczecinie panów, którzy przeżyli Powstanie Warszawskie, słyszałem anegdoty o „Cichociemnych” tu mieszkających, trafiłem na takich, którzy pamiętają mroczne i straszne sprawy związane z walkami polsko-ukraińskimi albo działalność AK na Wileńszczyźnie. Trafiłem też na damę, która ponoć osobiście znała matkę i rodzinę Feliksa Dzierżyńskiego. To stare czasy – odchodzą w przeszłość, a przecież coraz starsi są uczestnicy lub choćby tylko bierni obserwatorzy szczecińskich strajków lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych; odchodzą ci, którzy budowali port, stocznie… Nawet ci z nas, którzy pamiętają jeszcze ogniska palone ze „starych książek” w podziemiach Zamku albo tłukli na bruku poniemiecką porcelanę, nieraz wyjechali daleko albo odjeżdżają najdalej… Wraz z nimi wszystkimi odchodzi wiedza o ludziach współtworzących polski Szczecin, pamiętających jego wygląd sprzed lat, a choćby tylko lepiej wiedzących, jak wyglądała „Zielona Stolica Polski” (jakże niejednoznaczna to nazwa) – odchodzi wiedza nieraz unikatowa i bardzo cenna. Kto za lat piętnaście będzie wiedział, jakie były dawne nazwy ulic (nie tylko za niemieckich czasów), jak wyglądały stare budynki, gdzie były te tajemnicze wejścia do piwnic albo schronów? Kto będzie pamiętał, skąd i w jaki sposób dotarli tutaj pierwsi osadnicy, a potem ci następni i następni? Tylko słyszałem opowieść o facecie, byłym Powstańcu Warszawskim, który dla swojej rodziny „zdobył” domek na Pogodnie dzięki temu, że pod poduszką trzymał pistolet i nie bał się go użyć przeciwko „Werhrwolfowi”. Tego wszystkiego nie dadzą nam tylko wspomnienia prezydenta Zaremby i wojewody Borkowicza!

Ilu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że w przedwojennym Szczecinie mieszkali nie tylko „prawdziwi” Niemcy, ale także Polacy, Żydzi, Francuzi… Niektórzy z nas już wiedzą, jak bogate było to miasto i jakie jego mieszkańcy posiadali prywatne kolekcje znaczków pocztowych, masek afrykańskich i inne skarby, które zaginęły w wojennej zawierusze.

Szczecińskie Towarzystwo Kultury prowadzi nieustający konkurs na pamiętniki, a potem trafiają one do Książnicy Pomorskiej – zgromadzonych jest tam już ponad 600 takich dokumentów (i nie tylko pamiętniki – są tam archiwa twórców, rodzinne, zbiory korespondencji). Dostęp do nich jest jednak dość trudny i nie każdy może je przeczytać. Poza tym mają tam problem – to są RĘKOPISY!

Zaistniała więc potężna „luka na rynku” – uciekają nam informacje o czasach, ludziach, zdarzeniach, ciekawostkach i sensacjach… Aby powstrzymać ten wzbierający strumień – proponuję przyjaciołom i gościom SEDINY: piszcie wspomnienia i dzienniki, namawiajcie do tego swoich najbliższych lub nawet pomagajcie im w tym i przysyłajcie do nas. Nie od razu muszą to być obszerne memuary – niech to będzie krótkie wspomnienie o czymś ciekawym, o człowieku, wydarzeniu, obiekcie, rzeczy ze Szczecinem związanej… Można to wspomóc zdjęciem, rysunkiem, wierszem…

Zespół SEDINY ze swej strony oferuje wszelką możliwą pomoc redakcyjną i techniczną, poradę w znalezieniu właściwego sposobu publikacji i archiwizacji Waszych materiałów, podpowiedź w poszukiwaniu dalszych śladów, a nawet osobisty kontakt „pomocowy”. Z drugiej jednak strony zastrzega sobie prawo wyboru materiałów, które zostaną umieszczone na naszej stronie – i ewentualne wyjaśnienie, co warto poprawić albo co innego zrobić z tym, co już powstało. Kto wie, może dzięki Wam Szczecin zyska dodatkowe walory i atrakcje, choćby tylko w sensie turystycznym? Na pewno też będzie miło tym, którzy odnajdą w internecie ślady swoje lub swoich bliskich i znajomych. Zapewniam, że to wielka frajda, wcale nie mniejsza, niż własne zdjęcie na pierwszej stronie…