(artykuł) Wspomnienia z nalotów na Szczecin w 1944 roku

Awatar użytkownika
Penetrator
Posty: 702
Rejestracja: 25 lut 2005, o 20:05
Lokalizacja: Junkerswerke

Postautor: Penetrator » 11 cze 2006, o 20:31

Co do min może tu chodzić o miny (bomby) zrzucane przez samoloty niemieckie na formacie alianckie. Miny te miały zapalniki ciśnieniowe ustawione na wysokość, na której alianckie samoloty leciały. Wybuch miny powodował rozbicie formacji, a uszkodzone samoloty były łatwym łupem flaku lub samolotów myśliwskich. "Niestety" wprowadzenie P-51 Mustang spowodowało, że nie była to gra do jednej bramki.
Ps. okolicznościowy plakacik 8)
Załączniki
plakat_verdunkeln.jpg
Awatar użytkownika
hehenio
Posty: 1472
Rejestracja: 21 maja 2005, o 23:23
Lokalizacja: Bartnicza

Postautor: hehenio » 11 cze 2006, o 21:45

Powoli.
Nazbierałem trochę linlów o bombach, ale szkoda takiego dnia na komputerstwo.
Więc luftmina:
Były to bardzo duże bomby, pozbawione opancerzenia (więc nieprzystosowane do wbijania się w konstrukcje), często także lotek. Z racji podobieństwa zwane przez lud "Badeofen" - piecyk kąpielowy. Ważyły od kilkuset do kilku tysięcy kilogramów, z tego ok 70% materiału wybuchowego. Niektóre były wypełniane materiałem dwuskładnikowym, który mieszał sie w locie (miały z przodu śmigiełko połączone z mieszaczem). Zapalniki były różne, często po parę w jednej bombie. Część była zrzucana na spadochronach i wybuchała nad ziemią, ale piszą, że niewiele ich było, inne miewały zapalniki uderzeniowe, jeszcze inne zwłoczne (z bardzo różną zwłoką).
Idea była taka, by eksplozja była na poziomie gruntu. Wówczas duża część energii wybuchu rozkładała się poziomo i zmiatała budynki w promieniu 100m (oczywiście, zaleznie od konstrukcji), w promieniu do kilometra wyrywała drzwi i okna. Gdy trafiła na dach - zrywała w promieniu kilkuset metrów poszycia dachów. W ten sposób przygotowywała teren dla malutkichw porównaniu z nią bomb zapalających, które trafiały nie na dachy, rylko na rumowiska odsłoniętych krokwi, do których drużyny pożarowe nie miały dojścia.

Reszta zaś.
Załączniki
sztabki.jpg
Tak leciały bombki zapalające
mina.jpg
Leci mina
niewypał luftminy.jpg
Czasem się je znajduje. Nie polecam zbieraczom...
cookie.jpg
Tak zwana luftmina
cookie.jpg (9.72 KiB) Przejrzano 5249 razy
Awatar użytkownika
Bachinstitut
Expert
Posty: 11310
Rejestracja: 22 cze 2004, o 17:54

Postautor: Bachinstitut » 11 cze 2006, o 22:41

hehenio pisze:Reszta zaś.
Dziękuję, ciekawe.
Czekam na "zaś".
Erich-Falkenwalder-Gesellschaft
Awatar użytkownika
hehenio
Posty: 1472
Rejestracja: 21 maja 2005, o 23:23
Lokalizacja: Bartnicza

Postautor: hehenio » 12 cze 2006, o 08:47

Bomby zapalające 1
Najczęściej zrzucanymi bombami, jeśli chodzi o ilość, były sztabkowe bomby zapalające; Stabbrandbomben (Mark IV - Imperial Chemical Industries). Składały się z sześciokątnego korpusu z elektronu (nazwa stopu stop magnezu z glinem, krzemem, manganem i cynkiem, wynaleziony w Niemczech podczas pierwszej wojny światowej jako substytut aluminium. Bardzo lekki (gęstość ok. 1,8 g/cm3), a przy tym wytrzymały) wypełnionego rdzeniem z kapsułek termitowych (mieszanina chemiczna złożona z glinu oraz tlenku metalu w proporcjach zapewniających redukcję tlenu przez glin) i zapalnika. W późniejszych wersjach (Mark V) stosowano proch czarny. Przód sztabki był ze stali, zamiast lotek służyło blaszane przedłużenie korpusu. Ważyła 4 funty (ok. 1,7 kg). Długość ok 55cm (niewypały sa krótsze bo blaszany tubus - lotka już przerdzewiał).
Spadając przebijała siłą rozpędu dach, czasem strop najwyższego piętra i albo utykała w nich, albo spadała na podłogę. W obu przypadkach zapalała się - najpierw termit w środku, potem zapalał się też korpus (w wysokiej temperaturze elektron pali się). Temperatura sięgała 2500 stopni, tworzyła się półpłynna bryła płonącego metalu (Brandkuchen -; ciasto ogniowe), płonąca przez 2 do 3,5 minuty.
Wyprodukowano ich ok. 100 mln. sztuk, z tego na niemieckie miasta spadło ok. 80%.
Były nieprzydatne w niszczeniu obiektów militarnych czy przemysłowych za to bardzo skuteczne w niszczeniu starych, ciasno zabudowanych miast z domami o drewnianych stropach i konstrukcjach z muru zrębowego. Na przykład na Drezno zrzucono ich 650 000.
Zrzucano je z zasobników w wiązkach; były wtedy skuteczniejsze. Sprawdzały się w połączeniu z bombami burzącymi (te ułatwiały penetrację). Ze względu na małą masę nadawały się do uzupełnienia ładunku innych bomb.
Są częstymi niewypałami, można też znaleźć same stalowe główki korpusów.
Załączniki
Feind_wirft.jpg
Menu
stabbrand-4.jpg
Wczesne bomby tego typu rozpalały się dość długo. Czasem udawało się ją wyrzucić.
stabbrand.jpg
020329-01b.jpg
Tak wyglądają dzisiaj
stabbrandbombe_schnitt.jpg
Przekrój podłużny
Awatar użytkownika
hehenio
Posty: 1472
Rejestracja: 21 maja 2005, o 23:23
Lokalizacja: Bartnicza

Postautor: hehenio » 13 cze 2006, o 09:46

Bomby zapalające 2

Teraz o bombach z nadzieniem płynnym. Rodzajów było wiele, podobnie jak kalibrów. Miały masę od kilku do stu kilkunastu kilogramów. Wypełniano je rozmaitymi mieszankami z udziałem fosforu białego, zapalającego się po zetknięciu z powietrzem, benzyny, benzolu, krezolu, nafty, żywic i kauczuku (żeby uzyskać przyczepność). W niektórych zamiast fosforu używano czarnego prochu. Potem te mieszaniny przyjęły nazwę napalmu.
Samo słowo „fosfor” funkcjonowało jako złowrogi synonim, ale nieco na wyrost. Fosforu w bombach nie było aż tak wiele. Jego kariera to w dużej części zasługa propagandy.

”Flammenstrahlbomben“ – waga ok. 13 kilogramów. Nie znalazłem obrazka. Z opisów wynika, że po upadku wypluwały z siebie na odległość 3 do 5 m strugę płonącej cieczy kręcąc się w różne strony. Rzadkie.

”Benzinkanister” albo „Phosphorkanister” czyli kanistry z mieszaniną benzynowo - fosforowo – kauczukową (Phosphor-Kautschuk-Benzin-Lösung). Używano też fosforu rozpuszczonego w siarczynie węgla (CS2). Przykładowy opis wyglądu z niemieckiej ulotki informacyjnej: czworograniaste, 23 x 23 x 41 cm, pomalowane na czerwono, waga ok. 20kg, z cienkiej blachy ocynkowanej. Na wieku otwór do napełniania z wystającym gwintowanym zamknięciem oraz kapturem wyrzutowym. Przy upadku kanister pękał a ciecz rozpryskiwała się w promieniu do70m. Masa zapalała się żółtawym płomieniem z wytworzeniem wysokiej temperatury i silnym białym dymem, tak, że powstawało wiele ognisk zapalnych. Część masy, która nie zapaliła się wysychała na powietrzu tworząc kauczukowate, żółtawe formy o różnym kształcie i grubości, które jednakże zapalały się później od wysokiej temperatury albo przy potarciu lub nadepnięciu.
Ostrzegano przed dotykaniem masy i wchodzeniem na jej plamy. Przy gaszeniu zalecano maski przeciwgazowe. Nawet niepłonąca, masa fosforowo-kauczukowa była silnie trująca i bardzo boleśnie parząca skórę – zalecano jej zeszczotkowanie pod wodą z dodatkiem sody, potem w lekkich przypadkach smarowanie tłuszczami, w cięższych – szybką pomoc lekarską.
Jako ciekawostka: masa fosforowo kauczukowa może przetrwać w wodzie morskiej lata. Niemiecka wikipedia podaje, ze na plażach Peenemünde znajdowane są jej kawałki, które brane są za bursztyn. Po przeschnięciu zapalają się w kieszeni znalazcy...
Awatar użytkownika
hehenio
Posty: 1472
Rejestracja: 21 maja 2005, o 23:23
Lokalizacja: Bartnicza

Postautor: hehenio » 16 cze 2006, o 10:58

Odrabiając dalej lekcje:

„Brandplättchen“ – To raczej wiejskie i leśne klimaty. Nader lekki kaliber. Anglicy, szczególnie podczas żniw, zrzucali płytki celuloidu z dziurką w środku, w której było trochę białego fosforu zawiniętego w wilgotną gazę. Gdy gaza wyschła, fosfor zapalał celuloid (celuloid pali się bardzo dobrze, kto w dzieciństwie robił „kopciuchy” ten wie, kto nie - ten zmarnował najlepsze lata). Zrzucano to z dużej wysokości nad polami i lasami, wiatr niósł lekki celuloid daleko...

„Brandbomben“ – klasyczne bomby zapalające i „Phosphorbomben“ – bomby fosforowe.
„Kanistry” niezbyt dobrze się sprawdzały i w końcowym okresie wojny zaniechano ich. Stalowy korpus - pojemnik bomby, na tyle był wytrzymały by przebić parę drewnianych stropów. We właściwej bombie fosforowej korpus był wypełniony białym fosforem rozpuszczonym w dwusiarczku węgla (jedno i drugie jest trujące). Fosfor zapala się przy kontakcie z tlenem (także rozpuszczony) płonie wytwarzając temperaturę ok. 1300 stopni i bardzo dużo białego dymu. Ugaszony wodą zapala się ponownie po wyschnięciu. Wbrew nazwie podczas drugiej wojny światowej bomby fosforowe nie były w czystej postaci aż tak częste – raczej fosfor był dodatkiem do mieszanek opisanych przy „brandkanistrach” i według opisów decydowała raczej jego zdolność do ponownego zapłonu po ugaszeniu wodą. To najpierw plotka a potem propaganda uczyniła z fosforu budzący grozę synonim śmierci od ognia.
Popularne, 30-to funtowe (14kg) bomby fosforowe były stosowane w środkowym okresie wojny, a i w nich było fosforu tylko 625 gramów na 2975 gramów masy zapalającej. Działanie bomb zapalających opisywane jest tak: Po uderzeniu działa zapalnik. Zapalnik zapala 35g prochu. Płomień i ciśnienie zapalają i jednocześnie mieszają masę zapalającą. Eksplozja rozrywa korpus i wyrzuca płonącą masę w kilku strugach, które tworzą placki ognia.

„Flüssig-Phosphor“ - wg artykułu Helmutha Schnatza – „Legendy wojny powietrznej w Dreźnie” (http://www.geschichtsthemen.de/dresden_1945.htm) – jedna z legend mówi o laniu płynnego fosforu z samolotów (deszcz fosforu). Nic jej nie potwierdza.

Porcja statystyki, czyli, ile czego rzucano.
Przykładowo: wielkie bombardowanie Frankfurtu (22 03 1944) -dane szacunkowe:

samolotów:....................................1.000

luftmin do 1.000 kg:.......................42
bomb burzących do 1.000 kg:..........122
bomb burzących 200 - 850 kg:.........1.100,
bomb zapalających cieczowych:.......12.000
bomb zapalających sztabkowych:.....1.200.000
Załączniki
250-lb-brandbombe-183x122,property=source.jpg
Niewypał dużej, 250 funtowej bomby zapalającej
bomba zapalająca2.jpg
bomba zapalająca1.jpg
Awatar użytkownika
Bartosz
Expert
Posty: 8809
Rejestracja: 7 cze 2004, o 17:56
Lokalizacja: Stettin

Postautor: Bartosz » 19 cze 2006, o 21:25

Wracając do tematu zbombardowanych budynków w B'felde. O W.-B.-Schule nie mam żadnych informacji. Natomiast budynki przy Storbeckstr. 19-21a (a nie 20-21a) zostały zniszczone dość wcześnie - w nalocie z 1941 lub 1942 r. Zniszczeniu uległa również część budynku przy Kreckower Str., naprzeciwko B'felder Markt, akurat ta, w której mieściła się lokalna komórka NSDAP (chyba K. Str. 120). Dzisiaj w tym miejscu znajduje się urząd pocztowy. Niestety, nie wiem, w którym nalocie to nastąpiło.
Bartosz pisze:Zachodnią granicą AH była Delbrückallee.
To też mogę potwierdzić.
Erich-Falkenwaldergesellschaft
Awatar użytkownika
Bartosz
Expert
Posty: 8809
Rejestracja: 7 cze 2004, o 17:56
Lokalizacja: Stettin

Postautor: Bartosz » 19 cze 2006, o 21:53

Acha, bym zapomniał. W jednym z nalotów w 1943 r. uszkodzone zostało kino "Gloria-Palast" przy Storbeckstr. 37, jednak dość szybko uporano się z naprawą szkód.
Erich-Falkenwaldergesellschaft
Awatar użytkownika
Penetrator
Posty: 702
Rejestracja: 25 lut 2005, o 20:05
Lokalizacja: Junkerswerke

Postautor: Penetrator » 30 cze 2006, o 00:00

Jakby komuś się chciało tłumaczyć...

In Stettin

Bereits 1940 und 1941 gab es britische Luftangriffe auf Stettin, nach denen wir Kinder immer auf der Suche nach Bombensplittern und ausgebrannten Brandbomben waren. Der erste Angriff auf das innere und damit rein zivile Stadtgebiet erfolgte in der Nacht vom 28. auf den 29. November 1940 mit relativ geringen Schäden. Ein Terrorangriff auf das Stadtzentrum mit zahlreichen Toten wurde von den Engländern am 30. September 1941 geflogen. Das Jahr 1942 verlief verhältnißmäßig ruhig; nur einzelne feindliche Flugzeuge warfen wahllos ihre Bomben ab.

Aber dann kam der 20. April 1943 - der Geburtstag des „Führers“. Das Heulen der Luftschutzsirenen riß uns plötzlich aus dem Schlaf. Hastig zogen wir uns an, griffen die vorbereiteten Handtaschen, - ich meinen Schultornister, - und stürzten die Treppen aus dem 4. Stock hinab, um im Hochbunker, der hinter dem Haus für die umliegenden Straßen errichtet worden war, Schutz zu suchen. Ein Blick zurück zeigte, daß wir nur knapp dem Tode entronnen waren, denn schon schlugen Flammen aus den Fenstern unserer Zimmer und der darunter liegenden Wohnungen im 3. Stock. Der Himmel war rot; Brandgruch, der mich bis heute bei jedem Feuer wieder an diese Augenblicke erinnert, hing in der Luft. Wir rannten in den Betonkoloß und harrten dort in einer der „Zellen“ aus, bis am frühen Morgen Entwarnung gegeben wurde.

Die Schritte nach draußen brachten die schreckliche Gewißheit: Fast alle Häuser in der Umgebung waren getroffen worden. Rauch stieg noch aus den Trümmern auf, und der Himmel war gerötet von den noch immer brennenden Gebäuden in anderen Stadtteilen. Nach der Feststellung, daß unsere Wohnung vollständig ausgebrannt war und wir alles verloren hatten (einschließlich der zwei Koffer aus Berlin) - wobei ich am meisten den Verlust meiner Spielzeugsoldaten bedauerte, mitsamt dem dazugehörigen „Fahrzeugpark“-, fanden wir zunächst Zuflucht bei meinem Großvater in der Altdammer Straße.

Natürlich konnten wir Kinder - ich war damals 9 Jahre alt - das Ausmaß der Ereignisse gar nicht abschätzen. Voller Neugierde liefen wir durch die benachbarten Straßen und bestaunten die niedergebrannten Häuser, aus denen Feuerwehrleute und Soldaten in Papiersäcken verpackte Leichen der Zivilisten, die die Schutzräume nicht mehr erreicht hatten, heraustrugen und auf Lastwagen luden. Nur irgendwie ahnten aber auch wir, daß der Krieg nun wirklich in Stettin angekommen war und uns wohl noch Schrecklicheres bevorstand.

Pastor i.R. Prof. Dr. Kuhlmann
Awatar użytkownika
Bartosz
Expert
Posty: 8809
Rejestracja: 7 cze 2004, o 17:56
Lokalizacja: Stettin

Postautor: Bartosz » 30 cze 2006, o 00:24

Na Pogodnie zniszczeniu uległ też dom przy Kattowitzer Str. 76. Nie wiem, w którym bombardowaniu.
Erich-Falkenwaldergesellschaft
ewarudnicka
Posty: 234
Rejestracja: 4 maja 2006, o 10:55

Postautor: ewarudnicka » 30 cze 2006, o 01:48

Penetrator pisze:Jakby komuś się chciało tłumaczyć...
W Szczecinie

Już w roku 1940 i 1941 odbyły się brytyjskie naloty na Szczecin, po których my dzieci poszukiwaliśmy odłamków i wypalonych korpusów bomb zapalających. Pierwszy atak na centralną, a zatem czysto cywilną część miasta nastąpił w nocy z 28 na 29 listopada 1940 r. i spowodował względnie niewielkie szkody. Terroryzujący atak na centrum miasta, w którym były liczne ofiary śmiertelne, został przeprowadzony przez Anglików 30-go września 1941 r.
Rok 1942 minął stosunkowo spokojnie; tylko pojedyncze samoloty wroga zrzucały bomby na przypadkowe cele.

Ale nadszedł dzień 20 kwietnia 1943 – urodziny “fuehrera”. Wycie syren alarmowych wyrwało nas nagle ze snu. Ubraliśmy się szybko, chwyciliśmy przygotowane podręczne torby,- ja mój tornister- i rzuciliśmy się pędem z czwartego piętra schodami w dół., aby znaleźć schronienie w bunkrze, zbudowanym z tyłu domu dla mieszkańców pobliskich ulic.
Krótkie spojrzenie do tyłu uświadomiło nam, że tylko cudem uniknęliśmy śmierci, ponieważ płomienie wydobywały się już z okien naszych pokoi i mieszkań będących poniżej na trzecim piętrze. Niebo było czerwone; zapach spalenizny, który do dzisiaj przypomina mi tamte chwile, wisiał w powietrzu. Pobiegliśmy do betonowego kolosa i tam w „celi” oczekiwaliśmy aż do rana odwołania alarmu.

Wyjście na zewnątrz przyniosło straszliwy obraz; prawie wszystkie domy w okolicy zostały uszkodzone. Dym unosił się jeszcze nad zgliszczami , a niebo było czerwone od jeszcze płonących budynków w innych dzielnicach miasta. Gdy stwierdziliśmy, że nasze mieszkanie całkowicie się spaliło i straciliśmy wszystko ( łącznie z dwiema walizkami z Berlina)- przy czym ja najbardziej żałowałem straty swoich ulubionych żołnierzyków z samochodami , poszukaliśmy schronienia u mojego dziadka przy Altdammer Str.

Jako dzieci – miałem wówczas 9 lat –naturalnie nie mogliśmy właściwie ocenić rozmiaru tragedii tych wydarzeń. Z ciekawością biegaliśmy po sąsiednich ulicach i ze zdziwieniem oglądaliśmy wypalone domy, z których strażacy i żołnierze wynosili w papierowych workach zwłoki ludzi, którzy nie zdążyli dobiec do schronów, i pakowali je na ciężarówki. Ale nawet my przeczuwaliśmy, że wojna rzeczywiście już dotarła do Szczecina i że czeka nas jeszcze coś straszliwszego.
emeryt. pastor prof. dr Kuhlmann
Awatar użytkownika
hehenio
Posty: 1472
Rejestracja: 21 maja 2005, o 23:23
Lokalizacja: Bartnicza

Postautor: hehenio » 30 cze 2006, o 07:41

A jeszcze (w nawiązaniu do Zagadki nr 108 Bachinstitutu) poleciłbym obrazki na stronie przedstawiające druhów ze szczecińskiej Otto-Schule podczas obozu tak zwanego KLV czyli Kinder-Land-Verschickung. Było to wysyłanie w tereny wiejskie dzieci z zagrożonych bombardowaniem miast.
Ciekawe, jaki mieli stosunek do losów swojej szkoły?...

A stronka warta przypomnienia.
Darkman1948
Posty: 1751
Rejestracja: 15 lip 2005, o 11:31
Lokalizacja: Braunsfelde

Postautor: Darkman1948 » 30 cze 2006, o 08:02

Z tego co ja wiem to na Braunsfelde zostaly jeszcze uszkodzone domy na Boelckestr. 5,6 i 13.
Awatar użytkownika
hehenio
Posty: 1472
Rejestracja: 21 maja 2005, o 23:23
Lokalizacja: Bartnicza

Postautor: hehenio » 30 cze 2006, o 16:32

Napomknąłem o tym pisząc o bombach zapalających.
Awatar użytkownika
Bartosz
Expert
Posty: 8809
Rejestracja: 7 cze 2004, o 17:56
Lokalizacja: Stettin

Postautor: Bartosz » 8 sie 2006, o 20:26

Wracając do tematu zniszczeń na Podognie, powstałych w wyniku nalotów. Jak się dowiedziałem, bomby spadły również w obrębie Am Hufeisen, prawdopodobnie w 1944 r.
Erich-Falkenwaldergesellschaft

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 21 gości

cron