<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>sedina.pl &#187; Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże</title>
	<atom:link href="http://sedina.pl/index.php/category/pamietniki-wspomnienia-reportaze/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://sedina.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 10:40:14 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Mała Scena Festiwalowa &#8211; trzecie spotkanie</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2012/04/11/mala-scena-festiwalowa-trzecie-spotkanie/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2012/04/11/mala-scena-festiwalowa-trzecie-spotkanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Apr 2012 12:00:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura i Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=13596</guid>
		<description><![CDATA[Kolejna edycja Małej Sceny Festiwalowej w Szczecińskiej Agencji       Artystycznej odbędzie się 12 kwietnia. To już trzecie spotkanie       upamiętniające 50-lecie szczecińskiego Festiwalu Młodych Talentów.       Dedykowane będzie Helenie Majdaniec i Kasi Sobczyk. W programie       muzyka z ich największymi przebojami.
Spotkanie zaadresowane jest do miłośników big-beatowych tradycji     Szczecina jak i szerokiego dziedzictwa muzycznego Festiwalu Młodych     Talentów. W czwartkowy wieczór usłyszymy największe przeboje ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Kolejna edycja Małej Sceny Festiwalowej w Szczecińskiej Agencji       Artystycznej odbędzie się 12 kwietnia. To już trzecie spotkanie       upamiętniające 50-lecie szczecińskiego Festiwalu Młodych Talentów.       Dedykowane będzie Helenie Majdaniec i Kasi Sobczyk. W programie       muzyka z ich największymi przebojami.<span id="more-13596"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Spotkanie zaadresowane jest do miłośników big-beatowych tradycji     Szczecina jak i szerokiego dziedzictwa muzycznego Festiwalu Młodych     Talentów. W czwartkowy wieczór usłyszymy największe przeboje Heleny     Majdaniec i Kasi Sobczyk w wykonaniu projektu muzycznego Szymona     Orłowskiego, zrealizowanego przez Stowarzyszenie Loft Art, oraz     Quartetu Wojtka Rapy. Gościem specjalnym spotkania będzie muzyk i     kompozytor Ryszard Poznakowski, znany szerzej z grania w zespołach     Czerwono-Czarni i Trubadurzy. Muzyce towarzyszyć będzie wystawa     zdjęć szczecińskiego fotografa Jakuba Bessaraba, inspirowanych     postacią Heleny Majdaniec.</p>
<p style="text-align: justify;">Impreza odbędzie się w czwartek  <span style="text-decoration: underline;">12 kwietnia</span> (czwartek) o godz. <span style="text-decoration: underline;">18:00</span> w     Szczecińskiej Agencji Artystycznej. Bilety w cenie <span style="text-decoration: underline;">20 zł</span> do nabycia     w siedzibie agencji przy al. Wojska Polskiego 64.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;">Program trzeciej „Małej Sceny Festiwalowej&#8221;</span>:</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>„Jutro będzie dobry dzień” &#8211; koncert przebojów Heleny Majdaniec </strong><br />
Wykonany w nowych wersjach opracowanych przez Szymona Orłowskiego,     zrealizowany przez szczecińskie Stowarzyszenie Promocji Kultury i     Sztuki LOFT ART. Utwory połączone są wizualizacjami, podczas których     usłyszeć można m.in. archiwalne wywiady artystki. Utwory śpiewają :     Milena Krzemińska, Magda Wilento, Filip Cembala i Piotr Huegel –     wokaliści, którzy wspólnie pracowali przy musicalu „RENT”     wystawianym przez szczecińską Operę na Zamku.<strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Koncert przebojów Kasi Sobczyk</strong><br />
Wykonany przez Quartet Wojtka Rapy z gościnnym udziałem znanego     muzyka i kompozytora Ryszarda Poznakowskiego, członka zespołów     Czerwono-Czarni i Trubadurzy, oraz utalentowanej wokalistki Natalii     Pastewskiej.<strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wystawa zdjęć</strong> szczecińskiego fotografa Jakuba Bessaraba     inspirowanych postacią Heleny Majdaniec.</p>
<p style="text-align: justify;">Imprezę poprowadzi Zbigniew „Bitels” Włodarczyk, żywa legenda     szczecińskiej muzyki gitarowej. Więcej informacji oraz relacje z poprzednich edycji na stronach <a href="http://www.saa.pl/" target="_blank">www.saa.pl</a> i <a href="http://www.festiwalmlodychtalentow.pl/" target="_blank">www.festiwalmlodychtalentow.pl</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2012/04/Fot._Jakub_Bessarab_MG_4992.jpg"><img class="size-medium wp-image-13600  aligncenter" title="Fot._Jakub_Bessarab_MG_4992" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2012/04/Fot._Jakub_Bessarab_MG_4992-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2012/04/11/mala-scena-festiwalowa-trzecie-spotkanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spotkanie wspomnieniowe w 100. rocznicę urodzin L. Borkowicza</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2012/01/04/spotkanie-wspomnieniowe-w-100-rocznice-urodzin-l-borkowicza/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2012/01/04/spotkanie-wspomnieniowe-w-100-rocznice-urodzin-l-borkowicza/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Jan 2012 00:30:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Szczecinianie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=12512</guid>
		<description><![CDATA[Książnica Pomorska w Szczecinie organizuje spotkanie wspomnieniowe w 100. rocznicę urodzin  pierwszego wojewody szczecińskiego &#8211; Leonarda Borkowicza (1912 &#8211; 1989). Wydarzenie, zatytułowane &#8220;Pro memoria&#8221; rozpocznie się 4 stycznia (środa) w sali Stefana Flukowskiego o godzinie 17.00. W zapowiedzi przypominamy też o filmie o wojewodzie oraz pięcioczęściowym artykule &#8220;Kierowca Pełnomocnika Rządu&#8221; &#8211; oba materiały publikowaliśmy w 2011 roku.
Spotkanie  przypomni sylwetkę wojewody nie tylko z okresu szczecińskiego, ale  również jego dalszych mniej znanych losów. W dyskusji wezmą udział  historycy: profesor Kazimierz Kozłowski (Uniwersytet Szczeciński), Katarzyna Rembacka (IPN), Andrzej ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Książnica Pomorska w Szczecinie organizuje spotkanie wspomnieniowe w 100. rocznicę urodzin  pierwszego wojewody szczecińskiego &#8211; Leonarda Borkowicza (1912 &#8211; 1989). Wydarzenie, zatytułowane </strong><strong>&#8220;Pro memoria&#8221; <strong>rozpocznie </strong></strong><strong>się </strong><strong>4 stycznia (środa) w sali Stefana Flukowskiego o godzinie 17.00. W zapowiedzi przypominamy też o filmie o wojewodzie oraz pięcioczęściowym artykule &#8220;Kierowca Pełnomocnika Rządu&#8221; &#8211; oba materiały publikowaliśmy w 2011 roku.<span id="more-12512"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Spotkanie  przypomni sylwetkę wojewody nie tylko z okresu szczecińskiego, ale  również jego dalszych mniej znanych losów. W dyskusji wezmą udział  historycy: profesor Kazimierz Kozłowski (Uniwersytet Szczeciński), Katarzyna Rembacka (IPN), Andrzej Titkow (reżyser  filmowy przygotowujący film o L. Borkowiczu pt. &#8220;Bezsenność&#8221;)  oraz dr Eryk Krasucki (Uniwersytet Szczeciński), który będzie moderatorem  rozmowy.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;">Podstawowe informacje o wydarzeniu:</span></p>
<ul>
<li>miejsce: Książnica Pomorska w Szczecinie, sala Stefana Flukowskiego (ulica Dworcowa 8, III piętro)</li>
<li>data: 4 stycznia 2012 roku (środa), godzina 17.00</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Przypominamy, iż w ubiegłym roku na Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl zaprezentowaliśmy film dokumentalny o Leonardzie Borkowiczu zatytułowany &#8220;Pełnomocnik Rządu&#8221; (1987), w reżyserii Andrzeja Androchowicza. Film można oglądnąć <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/04/29/pelnomocnik-rzadu/" target="_blank">tutaj</a></span>.</p>
<p style="text-align: justify;">Na naszym portalu pojawił się także w 2011 roku pięcioczęściowy artykuł &#8220;Kierowca Pełnomocnika Rządu&#8221;, który jest fragmentem nieopublikowanej nigdy książki &#8220;Poza kadrem&#8221;, wspomnianego powyżej reżysera. W tekście znajdują się m.in. informacje o tym jak Aleksander Płaksiwy &#8211; tytułowy kierowca &#8211; wspominał po latach swojego dawnego przełożonego. W artykule zamieszczony jest także list L. Borkowicza wysłany do byłego kierowcy oraz przedstawione są losy pierwszego wojewody po wyjeździe ze Szczecina.  Poszczególne odsłony artykułu dostępne są poniżej:</p>
<ul>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/" target="_blank">Kierowca Pełnomocnika Rządu (1)</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/" target="_blank">Kierowca Pełnomocnika Rządu (2)</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/10/kierowca-pelnomocnika-rzadu-3/" target="_blank">Kierowca Pełnomocnika Rządu (3)</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/17/kierowca-pelnomocnika-rzadu-4/" target="_blank">Kierowca Pełnomocnika Rządu (4)</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/24/kierowca-pelnomocnika-rzadu-epilog/" target="_blank">Kierowca Pełnomocnika Rządu (epilog)</a></li>
</ul>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Borkowicz1.jpg"><img class="size-medium wp-image-11491  aligncenter" title="Borkowicz1" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Borkowicz1-300x198.jpg" alt="" width="300" height="198" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2012/01/04/spotkanie-wspomnieniowe-w-100-rocznice-urodzin-l-borkowicza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wystawa Haus Ponath i KG Kaskada w Książnicy Pomorskiej</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/11/03/wystawa-haus-ponath-i-kg-kaskada-w-ksiaznicy-pomorskiej/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/11/03/wystawa-haus-ponath-i-kg-kaskada-w-ksiaznicy-pomorskiej/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Nov 2011 23:05:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Patronat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11863</guid>
		<description><![CDATA[Dyrektor Książnicy Pomorskiej w Szczecinie Lucjan Bąbolewski oraz Aleksy Pawlak zapraszają na wystawę pamiątek związanych z Haus Ponath i KG Kaskada. 
Prezentowane eksponaty pochodzą ze zbiorów Sebastiana Bieli, Krystyny Pohl, prywatnych archiwów byłych pracowników KG Kaskada oraz  szczecińskich fotografów. Na wystawie zaprezentowane zostaną m.in. zachowane oryginalne jadłospisy, zaproszenia, bilety, odręczne projekty remontu sal, kartę obiadów abonamentowych, etykietę z butelki wódki, dokumenty, a także fotografie, broszura z otwarcia Haus Ponath, czy gazetka z okazji jego piętnastolecia. W dniu otwarcia wystawy 8 listopada (wtorek) od godziny 17.00 o eksponatach i lokalach mieszczących ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Dyrektor Książnicy Pomorskiej w Szczecinie Lucjan Bąbolewski oraz Aleksy Pawlak zapraszają na wystawę pamiątek związanych z Haus Ponath i KG Kaskada. <span id="more-11863"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Prezentowane eksponaty pochodzą ze zbiorów Sebastiana Bieli, Krystyny Pohl, prywatnych archiwów byłych pracowników KG Kaskada oraz  szczecińskich fotografów. Na wystawie zaprezentowane zostaną m.in. zachowane oryginalne jadłospisy, zaproszenia, bilety, odręczne projekty remontu sal, kartę obiadów abonamentowych, etykietę z butelki wódki, dokumenty, a także fotografie, broszura z otwarcia Haus Ponath, czy gazetka z okazji jego piętnastolecia. W dniu otwarcia wystawy 8 listopada (wtorek) od godziny 17.00 o eksponatach i lokalach mieszczących się w budynku u zbiegu alei Niepodległości i ul. Obrońców Stalingradu będą opowiadać autorzy książki pt. „Kaskada” Krystyna Pohl i Sebastian Biela.</p>
<p style="text-align: justify;">Ekspozycję można oglądać od 8 do 29 listopada 2011 r. w Sali Kolumnowej Książnicy Pomorskiej, ul. Podgórna 15/16. Wystawę przygotował Aleksy Pawlak.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/KaskadaKP610.jpg"><img class="size-medium wp-image-11864 aligncenter" title="KaskadaKP610" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/KaskadaKP610-300x204.jpg" alt="" width="300" height="204" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/11/03/wystawa-haus-ponath-i-kg-kaskada-w-ksiaznicy-pomorskiej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Film o szczecińskiej scenie muzycznej</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/10/27/film-o-szczecinskim-big-beatcie/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/10/27/film-o-szczecinskim-big-beatcie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2011 23:05:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11822</guid>
		<description><![CDATA[Od piątku (28 października) w kinie Pionier rozpocznie się emisja filmu &#8220;Wiatr od morza, czyli big beat po szczecińsku&#8221;, w reżyserii Mieczysława Szewłogi. Dokument trwa 80 minut i przedstawia historię lokalnej sceny muzycznej lat 60 XX wieku.
„Czerwone koszule” z Niebuszewa, „Samuraje” z Gumieniec, „Stefanki” i  „Sorrento” ze Śródmieścia… Lata 60-te w Szczecinie były wyjątkowe. W  Polsce to okres małej stabilizacji, u nas to czas młodzieżowej  rewolucji. Zobaczcie, jak rodził się tu rock and roll.
Kilka  dni temu produkcja otrzymała pierwszą nagrodę w III Ogólnopolskim Konkursie   „Wspomnienia ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Od piątku (28 października) w kinie Pionier rozpocznie się emisja filmu &#8220;Wiatr od morza, czyli big beat po szczecińsku&#8221;, w reżyserii Mieczysława Szewłogi. Dokument trwa 80 minut i przedstawia historię lokalnej sceny muzycznej lat 60 XX wieku.<span id="more-11822"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">„Czerwone koszule” z Niebuszewa, „Samuraje” z Gumieniec, „Stefanki” i  „Sorrento” ze Śródmieścia… Lata 60-te w Szczecinie były wyjątkowe. W  Polsce to okres małej stabilizacji, u nas to czas młodzieżowej  rewolucji. Zobaczcie, jak rodził się tu rock and roll.</p>
<p style="text-align: justify;">Kilka  dni temu produkcja otrzymała pierwszą nagrodę w III Ogólnopolskim Konkursie   „Wspomnienia Miłośników Rock &amp; Rolla&#8221; w Sopocie.</p>
<p style="text-align: justify;">Seanse od najbliższego piątku (28 października) codziennie o godzinie 20.15. Uwaga &#8211; 1 listopada (wtorek) kino będzie nieczynne. Więcej informacji o filmie na stronie internetowej <a href="http://www.kino-pionier.com.pl/repertuar.html" target="_blank">Pioniera</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Pionier.jpg"><img class="size-medium wp-image-11828  aligncenter" title="Pionier" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Pionier-300x196.jpg" alt="" width="300" height="196" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/10/27/film-o-szczecinskim-big-beatcie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wojciech Rapa &#8211; Szczeciński Big Beat. Czerwono-Czarni i ja</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/10/26/wojciecha-rapa-szczecinski-big-beat-czerwono-czarni-i-ja/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/10/26/wojciecha-rapa-szczecinski-big-beat-czerwono-czarni-i-ja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 Oct 2011 23:05:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biblioteka]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11522</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza i  	jak dotąd jedyna książka opisująca narodziny szczecińskiego big beatu w dość  	smętnych latach  60, 70 i 80 ubiegłego wieku. Wówczas wciąż żyły w mieście wspomnienia pierwszego Festiwalu Młodych Talentów, rodziły się i  	umierały albo po prostu zaczynały grywać do kotleta liczne zespoły młodych  	zapaleńców&#8230;
Amatorzy zaczynali od kompletowania prawie nieosiągalnego wówczas  	sprzętu muzycznego, a potem układali swój repertuar z…. nasłuchu Radia  	Luksemburg i marynarskich dostaw zagranicznych nagrań na papierowych  	pocztówkach.
Tak też zaczynał autor książki Wojtek Rapa – czynny do dziś  	wokalista, basista, ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Pierwsza i  	jak dotąd jedyna książka opisująca narodziny szczecińskiego big beatu w dość  	smętnych latach  60, 70 i 80 ubiegłego wieku. Wówczas wciąż żyły w mieście wspomnienia pierwszego Festiwalu Młodych Talentów, rodziły się i  	umierały albo po prostu zaczynały grywać do kotleta liczne zespoły młodych  	zapaleńców&#8230;<span id="more-11522"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Amatorzy zaczynali od kompletowania prawie nieosiągalnego wówczas  	sprzętu muzycznego, a potem układali swój repertuar z…. nasłuchu Radia  	Luksemburg i marynarskich dostaw zagranicznych nagrań na papierowych  	pocztówkach.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak też zaczynał autor książki Wojtek Rapa – czynny do dziś  	wokalista, basista, kompozytor, dziennikarz muzyczny i sideman. Znany z gry wspólnie z  	popularnymi solistami i zespołami z tamtych lat: Heleną Majdaniec, Karin  	Stanek, Jackiem Lechem, Henrykiem Fabianem, członkami zespołu &#8220;NO TO CO&#8221;, by  	wreszcie uzupełnić pierwotny skład Czerwono-Czarnymi na jubileuszowych  	koncertach w Szczecinie i Gdańsku. Ta osobliwa „spowiedź” Wojtka Rapy jest  	do bólu szczera choć także pełna dowcipu i żywej akcji. Bo też autor miał  	życie barwne nawet w najtrudniejszych latach 80. Warto tę, pełną  	szczecińskich kontekstów, książkę przeczytać choćby dlatego, że jest tak  	bardzo autentyczna. Warto przypomnieć o „Chłopcach z Sorreno”, o losach  	zespołów takich jak „Nieznani”, „Święci”, „Kon Tiki”, „Następcy Tronów”,  	„Telegramie” i innych.  	Książka zawiera liczne, unikalne zdjęcia z tamtych lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Książkę Wojciecha Rapy &#8220;Szczeciński Big Beat. Czerwono-Czarni i ja&#8221; za około 21,00 zł aktualnie można nabyć w  Księgarni Zamkowej, Sklepie Muzycznym przy ul. Kaszubskiej oraz bezpośrednio u wydawcy &#8211; Oficyny IN PLUS, wykorzystując stronę sklepu: <a href="http://www.oficyn.com" target="_blank">www.oficyn.com</a> lub kontaktując się telefonicznie (91) 483 27 34.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/46.jpg"><img class="size-medium wp-image-11525  aligncenter" title="46" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/46-212x300.jpg" alt="" width="212" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/10/26/wojciecha-rapa-szczecinski-big-beat-czerwono-czarni-i-ja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierowca Pełnomocnika Rządu (epilog)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/10/24/kierowca-pelnomocnika-rzadu-epilog/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/10/24/kierowca-pelnomocnika-rzadu-epilog/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 23 Oct 2011 23:05:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11600</guid>
		<description><![CDATA[Z różnych przyczyn realizacja filmu o Leonardzie Borkowiczu trwała ponad cztery lata. Emisja gotowego materiału została przez Telewizję Polską odłożona na kolejne pół roku. Pełnomocnik Rządu zmarł w Warszawie w 1989 roku. Skromny pogrzeb odbył się na Cmentarzu Północnym w stolicy kraju&#8230;
Pierwsze cztery odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:

cześć pierwsza
część druga
część trzecia
część czwarta

Produkcja filmu Pełnomocnik Rządu, w którym brał udział Aleksander Płaksiwy, z przyczyn niezależnych od autora, trwała bardzo długo – od maja 1983 roku do października 1987 roku. Godzinny film o Leonardzie Borkowiczu ukazał się na antenie programu ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Z różnych przyczyn realizacja filmu o Leonardzie Borkowiczu trwała ponad cztery lata. Emisja gotowego materiału została przez Telewizję Polską odłożona na kolejne pół roku. Pełnomocnik Rządu zmarł w Warszawie w 1989 roku. Skromny pogrzeb odbył się na Cmentarzu Północnym w stolicy kraju&#8230;</strong><span id="more-11600"></span></p>
<p>Pierwsze cztery odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:</p>
<ul>
<li><a href="../../index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/" target="_blank">cześć pierwsza</a></li>
<li><a href="../../index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/" target="_blank">część druga</a></li>
<li><a href="../../index.php/2011/10/10/kierowca-pelnomocnika-rzadu-3/" target="_blank">część trzecia</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/17/kierowca-pelnomocnika-rzadu-4/" target="_blank">część czwarta</a></li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Produkcja filmu Pełnomocnik Rządu, w którym brał udział Aleksander Płaksiwy, z przyczyn niezależnych od autora, trwała bardzo długo – od maja 1983 roku do października 1987 roku. Godzinny film o Leonardzie Borkowiczu ukazał się na antenie programu I TVP 2 maja 1988 roku, w bardzo dobrym paśmie oglądalności o godz. 21.35. Mimo wcześniejszych kategorycznych zastrzeżeń, wojewoda Borkowicz przed emisją filmu nie oglądał. Poinformował mnie telefonicznie, że bez przeglądu zgadza się na pokazanie filmu. Powiedział mi, jak wyczułem w głosie, trochę zrezygnowany (produkcja filmu trwała pięć lat): „Panie Andrzeju, ja mam do pana zaufanie i jestem przekonany, że pokaże mnie pan jako człowieka, któremu w życiu o coś chodziło”.</p>
<p style="text-align: justify;">Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że emisja filmu Pełnomocnik Rządu odbędzie się dopiero za pół roku, i w ten sposób Telewizja Polska odsuwa w czasie moment przypomnienia płk. Leonarda Borkowicza, pierwszego wojewody szczecińskiego, polityka, dyplomaty i działacza gospodarczego, którego z niezrozumiałych powodów, przed trzydziestu laty usunięto na daleki margines życia społecznego i praktycznie skazano na cywilną śmierć. Był człowiekiem rozgoryczonym i rozczarowanym, wtedy już poważnie chorym. Ten film go podbudował. Kiedy następnego dnia po emisji zadzwoniłem do niego, był w znakomitym nastroju, dziękował mnie i całej ekipie, właśnie o to mu chodziło. Z charakterystyczną dla niego skłonnością do przesady w wyrażaniu swoich opinii, Borkowicz już na wstępie powiedział: „Panie Andrzeju, pan jest reżyserem wybitnym”. Ponieważ wiedziałem z jakimi oporami zgodził się na realizację filmu, cieszyłem się, że go nie zawiodłem.</p>
<p style="text-align: justify;">Telewizja Polska uhonorowała zapomnianego wojewodę szczecińskiego,. płk. Leonarda Borkowicza, jeszcze powtórną emisją filmu Pełnomocnik Rządu w dniu wizyty w Szczecinie Michaiła Gorbaczowa 13 lipca 1988 roku. Film ukazał się w programie I TVP o godz. 15.20-16.20, między trwającą trzy godziny transmisją z wiecu przyjaźni w Stoczni im. A. Warskiego i uroczystością złożenia wieńców pod pomnikiem Braterstwa Broni w Szczecinie przez Michaiła Gorbaczowa i gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W tym towarzystwie płk Leonard Borkowicz zaprezentował się na antenie znakomicie. To był dobry pomysł. Jego autorką była świetna dokumentalistka, szefowa Redakcji Filmu Dokumentalnego – Lucyna Smolińska, u której realizowałem film o Borkowiczu.</p>
<p style="text-align: justify;">Leonard Borkowicz zmarł w Warszawie 27 października 1989 roku. Zgodnie z jego wolą, nie został pochowany na cmentarzu wojskowym i z przysługującymi mu honorami wojskowymi. Nalegał, żeby nad jego trumną nikt nie przemawiał. Wykonawcą ostatniej woli zmarłego był syn, zamieszkały w Kanadzie, Piotr Borkowicz. Skromny pogrzeb odbył się 4 listopada 1989 roku na Cmentarzu Północnym w Warszawie.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Dyplom_Kierowca.jpg"><img class="size-medium wp-image-11612  aligncenter" title="Dyplom_Kierowca" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Dyplom_Kierowca-213x300.jpg" alt="" width="213" height="300" /></a></p>
<p><a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Pe%C5%82nomocnik_rz%C4%85du_%28film%29" target="_blank">PEŁNOMOCNIK RZĄDU</a></p>
<p>Scenariusz i realizacja – Andrzej Androchowicz<br />
Zdjęcia – Stanisław Brychcy<br />
Dźwięk – Antoni Kujawa, Jerzy Wiktorzak<br />
Montaż – Bogdan Kondratt<br />
Opracowanie muzyczne – Stanisław Modelski<br />
Komentarz czytał – Ksawery Jasieński<br />
Kier. produkcji – Andrzej Walenta<br />
Film 16 mm, negatyw, kolor. Czas – 60 min<br />
Produkcja – CWFiTV „Poltel” i OTV Szczecin 1983-1987 rok<br />
Emisja w programie I TVP – 2 V 1988 r. i 13 VII 1988 r.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Artykuł “Kierowca Pełnomocnika Rządu” jest fragmentem nieopublikowanej książki <a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Andrzej_Androchowicz" target="_blank">Andrzeja Androchowicza</a> “Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl      przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc      całość na poszczególne akapity.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Androchowicz.jpg"><img class="size-medium wp-image-11610  aligncenter" title="Androchowicz" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Androchowicz-300x229.jpg" alt="" width="300" height="229" /></a><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/10/24/kierowca-pelnomocnika-rzadu-epilog/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierowca Pełnomocnika Rządu (4)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/10/17/kierowca-pelnomocnika-rzadu-4/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/10/17/kierowca-pelnomocnika-rzadu-4/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 Oct 2011 23:05:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11587</guid>
		<description><![CDATA[Leonard Borkowicz po wyjeździe ze Szczecina w 1949 roku ponownie odwiedził nasze miasto dopiero w 1983 roku. Na ten fakt złożyło się wiele przyczyn, m.in. pozostawiony bez odpowiedzi list do sekretarza Komitetu Wojewódzkiego w sprawie Aleksandra Płaksiwego. Wówczas Pełnomocnik Rządu zobaczył Szczecin po raz ostatni&#8230;
Pierwsze trzy odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:

cześć pierwsza
część druga
część trzecia

(&#8230;) Z Borkowiczem bardzo długo nie widzieliśmy się. Później napisałem do niego list. Odpisał, prosił żeby do niego przyjechać. Pojechałem i opowiedziałem mu o swoich kłopotach. Bardzo się tym przejął. Bo ja, proszę pana, jestem ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Leonard Borkowicz po wyjeździe ze Szczecina w 1949 roku ponownie odwiedził nasze miasto dopiero w 1983 roku. Na ten fakt złożyło się wiele przyczyn, m.in. pozostawiony bez odpowiedzi list do sekretarza Komitetu Wojewódzkiego w sprawie Aleksandra Płaksiwego. Wówczas Pełnomocnik Rządu zobaczył Szczecin po raz ostatni&#8230;</strong><span id="more-11587"></span></p>
<p>Pierwsze trzy odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:</p>
<ul>
<li><a href="../../index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/" target="_blank">cześć pierwsza</a></li>
<li><a href="../../index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/" target="_blank">część druga</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/10/kierowca-pelnomocnika-rzadu-3/" target="_blank">część trzecia</a></li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">(&#8230;) Z Borkowiczem bardzo długo nie widzieliśmy się. Później napisałem do niego list. Odpisał, prosił żeby do niego przyjechać. Pojechałem i opowiedziałem mu o swoich kłopotach. Bardzo się tym przejął. Bo ja, proszę pana, jestem chory na zawodową chorobę kierowców. Jestem uczulony na etylinę. Dlatego musiałem pójść na rentę. Pracowałem jako kierownik garaży samochodowych w Komitecie Wojewódzkim. I stamtąd w 1968 roku odesłali mnie na rentę. Miałem bardzo małą rentę. Powiedziałem o tym Borkowiczowi. A on powiedział: „– Panie Aleksandrze, niech pan się nie martwi, ja mam jeszcze mniejszą”. Ja o tym nie wiedziałem, a Borkowicz napisał list do Brycha, sekretarza Komitetu Wojewódzkiego. Ale nie dostał żadnej odpowiedzi. Ja mam tu odpis tego listu.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Szanowny Towarzyszu Sekretarzu,</p>
<p style="text-align: justify;">uprzejmie proszę o zajęcie się sprawą Aleksandra Płaksiwego. W latach 1945-1949 był on moim kierowcą (byłem wtedy wojewodą szczecińskim) poczem, kiedy zostałem ambasadorem PRL w Pradze, wyjechał wraz ze mną, a po powrocie do Szczecina został kierownikiem garaży, później także stacji obsługi KW PZPR w Szczecinie. W latach wspólnej pracy, w trudnych warunkach pierwszego okresu na Ziemi Szczecińskiej, Aleksander Płaksiwy wielokrotnie z narażeniem życia, zawsze nie szczędząc sił i czasu, wykonywał wszystkie zlecone mu obowiązki.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1968 roku, Aleksander Płaksiwy zatruty etyliną, cierpi na chorobę zawodową i otrzymuje bardzo skromną rentę (1600 zł). Wystawiłem towarzyszowi Płaksiwemu odpowiednie, uwierzytelnione zaświadczenie (jestem zweryfikowanym członkiem partii z zaliczeniem stażu partyjnego od 1928 r. w KPP). Zdaję sobie sprawę z nawału prac, które Was towarzyszu Sekretarzu obciążają, ale gorąco proszę o zajęcie się sprawą Płaksiwego zarówno z uwagi na osobę, jak i szerszy i chyba negatywny oddźwięk społeczny, który z konieczności budzić musi niesprawiedliwość w stosunku do człowieka powszechnie znanego z przyzwoitości i rzetelności.</p>
<p style="text-align: justify;">Byłbym bardzo wdzięczny za poinformowanie mnie, czy istnieje szansa na załatwienie wyższej renty dla Płaksiwego.</p>
<p style="text-align: justify;">Łączę wyrazy szacunku<br />
L. Borkowicz</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Fakt, że Leonard Borkowicz nie otrzymał odpowiedzi na ten list, był zapewne jednym z powodów, że nie chciał nigdy przyjechać do Szczecina. Wyjątek uczynił w 1983 roku.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wizyta po latach</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Otóż, po długo trwających zabiegach, udało się namówić go na udział w filmie dokumentalnym o pierwszych latach państwowości polskiej na Pomorzu Zachodnim i związany z tym, przyjazd do Szczecina. Przyjechał wprawdzie na oficjalne zaproszenie Telewizji Szczecińskiej, ale zgodnie z jego życzeniem, wizyta miała charakter prywatny. Przyleciał samolotem z Warszawy, w poniedziałek 23 maja 1983 roku. Według scenariusza filmu, który zatytułowałem Pełnomocnik Rządu, na lotnisku w Goleniowie Borkowicza miał powitać nie kto inny, tylko jego kierowca, Aleksander Płaksiwy.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla oczekiwanego gościa z Warszawy, miała to być niespodzianka, dla mnie, element zaskoczenia, który utrwali kamera. Poza tym, pierwszego wojewodę po latach nieobecności w Szczecinie, do miasta przywozi samochodem jego dawny, długoletni kierowca! Niestety (i tego nie przewidziałem), tego dnia pan Aleksander był tak przejęty, tak emocjonalnie przeżywał oczekiwane spotkanie z wojewodą Borkowiczem, że żona, pani Helena, w obawie o jego serce, kategorycznie zabroniła mi zabrania męża na lotnisko. Spotkali się następnego dnia w domu przy ulicy Tetmajera. Padli sobie w ramiona, uściskali się, Borkowicz ucałował panią Helenę. „Świetnie pani wygląda, pan też panie Aleksandrze, a jak dzieci? Bo ja już zapisałem się do klubu dziadków …”.</p>
<p style="text-align: justify;">I tak potoczyła się długa rozmowa, ożyły wspomnienia. Na zdjęciach do filmu Pełnomocnik Rządu, Leonard Borkowicz przebywał w Szczecinie pięć dni. To było jego ostatnie spotkanie z tym miastem. Kiedy zapytałem Aleksandra Płaksiwego, czy zna bliższe powody dla których Borkowicz „unikał” Szczecina, odpowiedział krótko: – On wyjaśnił w tym liście do mnie. Tam jest wszystko zapisane. Sprawa załatwiona. A to dalszy ciąg listu cytowanego na wstępie:</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Nie muszę Państwu tłumaczyć, jak bardzo miasto to wrosło w moje serce, bo były to przecież czasy, kiedy i ja byłem człowiekiem wierzącym w to, że robimy coś dla Polski. Jestem dziś zupełnie innym człowiekiem i jeśli na mój list w Pańskiej, Panie Aleksandrze, sprawie, pan sekretarz nawet nie uznał za wskazane odpowiedzieć np. „…nie mogę załatwić i proszę mi nie zawracać głowy…”, to ja w Szczecinie w żadnym charakterze nie chcę być. Po prostu nie chcę dać komuś okazji do „uświetnienia” jakiejś uroczystości (to nie jest zarozumiałość, ale ja ludzi i sytuację znam), ale z Państwem i innymi, którzy nic z „pionierstwa” nie skorzystali, zawsze chętnie się spotykam i zawsze towarzyszą mnie moje serdeczne i życzliwe myśli.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie przeczę, że mam i inne powody. Cieszę się, że mogę powiedzieć, że nie mam samochodu, telewizora, niczego na PRL się nie dorobiłem, ale na podróże mnie nie stać. Ponadto mam ciężką sytuację rodzinną, która nie pozwala na mój wyjazd z Warszawy. Proszę więc bardzo przekazać wszystkim, którzy na to zasługują, moje serdeczne, z głębi serca płynące pozdrowienia i życzenia zdrowia i szczęścia.</p>
<p style="text-align: justify;">Wasz Leon Borkowicz</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ostatnie spotkanie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">– Ostatni raz widziałem się z wojewodą Borkowiczem w 84 roku. To już było po tym, jak tu w Szczecinie film z nami kręciliście. Pamiętam, jak pan chciał żebym pojechał na lotnisko i jego przywitał, ale byłem bardzo chory. No więc jak zadzwoniłem do niego, że jestem w Warszawie z żoną, to się bardzo ucieszył. Wyszedł po nas na ulicę. On mieszkał na Angorskiej, przedtem na Mokotowskiej. Patrzę, a on leci do nas, jak zawsze żywy, żwawy. Przywitał się serdecznie. Obiad to nam sam zrobił. Nie pozwolił nikomu się dotknąć, ani żonie, ani gosposi. Przywiozłem buteleczkę Napoleona, wypiliśmy, był bardzo wesoły i zadowolony, bo akurat syn dzwonił z Kanady, że wszystko w porządku, ale to już był nie ten człowiek. Jak wyglądał Borkowicz, to pan wie. Zmarszczył brwi, nasrożył wąsy, huknął basem i sprawa załatwiona.</p>
<p style="text-align: justify;">Nadal zastanawiam się, dlaczego nikt oficjalnie nigdy nie zaprosił pierwszego wojewody do Szczecina? W swoich, zresztą bardzo niepełnych, wspomnieniach Leonard Borkowicz napisał: &#8220;Na Pomorze Zachodnie przyjechałem pierwszy raz w marcu 1945 roku, a w marcu 1949 roku stamtąd wyjechałem. W ciągu tych czterech lat nigdy nie miałem nominacji na wojewodę&#8221;. Może właśnie dlatego, nikt go nie zaprasza do Szczecina?</p>
<p><strong>Ciąg dalszy (epilog) za tydzień&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Artykuł “Kierowca Pełnomocnika Rządu” jest fragmentem nieopublikowanej książki <a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Andrzej_Androchowicz" target="_blank">Andrzeja Androchowicza</a> “Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl     przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc     całość na poszczególne akapity.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Pplk_Leonard_Borkowicz.jpg"><img class="size-medium wp-image-11597  aligncenter" title="Pplk_Leonard_Borkowicz" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Pplk_Leonard_Borkowicz-300x208.jpg" alt="" width="300" height="208" /></a><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/10/17/kierowca-pelnomocnika-rzadu-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierowca Pełnomocnika Rządu (3)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/10/10/kierowca-pelnomocnika-rzadu-3/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/10/10/kierowca-pelnomocnika-rzadu-3/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Oct 2011 23:05:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11479</guid>
		<description><![CDATA[Pełnomocnik Rządu wraz ze swoim kierowcą mieszkali przy ulicy Przerwy-Tetmajera. Podczas wykonywania zajęć służbowych Aleksander Płaksiwy miał okazję&#8230; wypić wódkę z premierem Polski. W marcu 1949 roku wyjechał z Leonardem Borkowiczem do Czechosłowacji, gdy ten ostatni złożył urząd wojewody, aby zostać ambasadorem&#8230;
Pierwsze dwie odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:

cześć pierwsza
część druga

W dniu 11 lutego 1946 roku Aleksander Płaksiwy przyjechał z wojewodą Leonardem Borkowiczem do Szczecina. Cadillakiem. Zabrali z sobą też BMW. Urząd Wojewódzki był już przeniesiony do budynku na Jasnych Błoniach. Dopiero później urzędowali na Wałach Chrobrego.
W Szczecinie wojewoda ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Pełnomocnik Rządu wraz ze swoim kierowcą mieszkali przy ulicy Przerwy-Tetmajera. Podczas wykonywania zajęć służbowych Aleksander Płaksiwy miał okazję&#8230; wypić wódkę z premierem Polski. W marcu 1949 roku wyjechał z Leonardem Borkowiczem do Czechosłowacji, gdy ten ostatni złożył urząd wojewody, aby zostać ambasadorem&#8230;<span id="more-11479"></span></strong></p>
<p>Pierwsze dwie odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:</p>
<ul>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/" target="_blank">cześć pierwsza</a></li>
<li><a href="http://sedina.pl/index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/" target="_blank">część druga</a></li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">W dniu 11 lutego 1946 roku Aleksander Płaksiwy przyjechał z wojewodą Leonardem Borkowiczem do Szczecina. Cadillakiem. Zabrali z sobą też BMW. Urząd Wojewódzki był już przeniesiony do budynku na Jasnych Błoniach. Dopiero później urzędowali na Wałach Chrobrego.</p>
<p style="text-align: justify;">W Szczecinie wojewoda Borkowicz zamieszkał w piętrowej willi przy ul. Tetmajera 7, a Płaksiwy w domku naprzeciwko, pod numerem 3. Sprowadził z Łodzi rodzinę, żonę i dwóch synów. W ten sposób został szczecinianinem. Stabilizacja zapowiadała się również w życiu wojewody Borkowicza. Tu w 1946 roku, w willi przy ul. Tetmajera 7, urodził się jego syn Piotr. Ten dom był zawsze pełen ludzi. Borkowicz przyjmował u siebie wszystkich gości, którzy przyjeżdżali z Warszawy. Był tu Bierut, Gomułka, Cyrankiewicz, tu odwiedzali go pisarze Andrzejewski, Gałczyński. Spośród ważniejszych pasażerów, których woził w Szczecinie, obok Bieruta, Gomułki i Cyrankiewicza, pan Aleksander wymienia jeszcze Stanisława Mikołajczyka:</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dwie szklanki z premierem</strong></p>
<p style="text-align: justify;">– Podczas uroczystości „Trzymamy Straż nad Odrą”, w kwietniu 1946 roku, to był Bierut, Osóbka-Morawski, Żymierski, ale wszyscy wznosili okrzyki na cześć Mikołajczyka. Na Jasne Błonia Borkowicz jechał z Bierutem, a ja wiozłem Mikołajczyka. Ledwie tam dojechałem, tak ludzie samochód mi obstąpili. Na zakręcie to chyba dziesięciu z samochodu zrzuciłem. Jak były Dni Morza w 1948 roku, to znowu Cyrankiewicza woziłem. Po defiladzie i uroczystościach na Wałach Chrobrego, Borkowicz przyjmował u siebie w willi Bieruta, a mnie powiedział, żebym był do dyspozycji Cyrankiewicza.</p>
<p style="text-align: justify;">Premier chciał, żeby go zawieźć do Przetacznika, sekretarza PPS-u, tu niedaleko, na Prusa. To ja go zawiozłem i czekam. Aż w końcu przypomnieli sobie, że mają szofera i mnie do siebie zabrali. Wypiłem szklankę, czy dwie, schodzę do samochodu, a ja się przewracam. Jak trzymam kierownicę, to jestem w porządku. Posiedziałem trochę i w końcu pojechałem do domu. Stawiam samochód w garażu, a stary mnie woła: „– Gdzie pan był, panie Aleksandrze? Pięć razy przejeżdżał pan ulicą Tetmajera i nie mógł pan trafić do domu? Przecież pan jest pijany”. „– Tak, bo mi dwie szklanki wódki premier dał”. „– Niech pan idzie spać” – powiedział – „i sprawa załatwiona”.</p>
<p style="text-align: justify;">Dopiero następnego dnia stary dał mi w skórę. Miał pretensję, że piłem i nie mogłem trafić do domu. Ale ja byłem uparty i mówię jak w końcu było naprawdę: „– Panie wojewodo, pan Przetacznik z premierem, nie wiem czy pięć, ale parę razy kazali się wozić z Prusa na Kochanowskiego, do wojewody Kaniewskiego. A ja specjalnie tą ulicą jeździłem, żeby pan widział, że jestem i jeszcze żyję”.</p>
<p style="text-align: justify;">Śmiał się. Był sprawiedliwy i uczynny. Kiedyś przyjeżdżamy z Urzędu Wojewódzkiego na obiad, a moja żona krzyczy z balkonu, że dziecko zachorowało. To Borkowicz mnie pchnął do domu, a sam pojechał po lekarza. Akurat nie było nic groźnego. Chłopak jadł ciepłego pączka i zakrztusił się. Wziąłem tego smarkacza za nogi, potrząsnąłem, i jak stary przyjechał z lekarzem, to już było po wszystkim. Wojewoda Borkowicz nigdy nie dał mi odczuć, że on jest ważnym wojewodą, a ja tylko zwykłym kierowcą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Paryż &#8211; Praga &#8211; Mazury &#8211; Gdańsk</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W lecie 1948 roku Leonard Biorkowicz był na urlopie w Paryżu, u ambasadora Jerzego Putramenta. W drodze powrotnej zatrzymał się na kilka dni u ambasadora Józefa Olszowskiego w Pradze. Stamtąd wysłał list do swojego kierowcy.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Drogi Panie Aleksandrze!<br />
Proszę uprzejmie przygotować Chevroleta i BMW i dnia 24 albo 25 lipca być obu wozami we Wrocławiu. Z Wrocławia Michalskiego, który przywiezie BMW, odeślemy do Szczecina, a sami dwoma samochodami pojedziemy dalej. Dlatego proszę zabrać dostateczną ilość benzyny i talony. We Wrocławiu proszę zgłosić się u wojewody Piaskowskiego i ja Pana już w ten sposób odnajdę.<br />
Serdeczne pozdrowienia<br />
L. Borkowicz<br />
Praga, 21 VII 48 r.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Pan Aleksander, jak zwykle, polecenie szefa wykonał precyzyjnie. We Wrocławiu okazało się, że z Borkowiczem jest Putrament i jego żona. Jak nie trudno się domyślić, celem dalszej podróży były Mazury. Borkowicz prowadził Chevroleta, a Płaksiwy BMW. Po drodze do towarzystwa dołączył jeszcze minister Sokorski. Mazury to była końcówka pierwszego po wojnie urlopu wojewody Borkowicza. Po kilku dniach przez Gdańsk wrócił do Szczecina, a Putramenta i Sokorskiego, jak powiada pan Aleksander, „odesłał” do Międzyzdrojów.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kierunek &#8211; Czechosłowacja</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W marcu 1949 roku Leonard Borkowicz, w związku z mianowaniem go ambasadorem w Czechosłowacji, złożył urząd wojewody. Do dziś nikt nie wie, czy tego chciał, czy zadecydowano za niego. W każdym razie Aleksander Płaksiwy twierdzi, że do Pragi jechał tylko na rok: – Tak było ustalone. On w Czechosłowacji miał wymienić Józefa Olszewskiego, który musiał wrócić do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Po nim przyszedł Wiktor Grosz. W Pradze byliśmy rok i trzy tygodnie.</p>
<p style="text-align: justify;">Do Czechosłowacji Borkowicz pojechał z żoną i dzieckiem wcześniej, a ja jechałem taką salonką. Zabrałem stąd, z Tetmajera, jego meble i parę skrzyń z książkami. Bo to był mól książkowy, panie. Z powrotem, z Pragi to już chyba wiozłem dwanaście skrzyń książek. Jak tylko dostał pieniądze, to już był na Vaclawskim Namesti w księgarni. On czytał panie, interesujące książki, po niemiecku również. Bardzo lubił chodzić na filmy. To były takie zamknięte pokazy dla dyplomatów: „– Panie Aleksandrze” – mówił – „idziemy do kina, dzisiaj będą trzy trupy”.</p>
<p style="text-align: justify;">Lubił kryminały. Brałem samochód, pod kinem stawiało się go w takim podziemnym garażu i szliśmy oglądać film. Bez niczego, bez biletu. Na przyjęciu to już człowiek na boku stał. Ale jak jechaliśmy na przyjęcie, to pod Amerykanem czy Anglikiem, ja nigdy nie stałem: „– Niech pan jedzie do domu” – mówił – „i za godzinę wróci”. Nieraz kierowcy wołają, żebym poszedł do nich: „– Polsko, Polsko”. A „Polsko” sobie siedzi w domu i za godzinę podjeżdża, stary wychodzi i sprawa załatwiona. Jak powiedziałem, rok i trzy tygodnie tam byliśmy. Ja nawet miałem tam zostać. Borkowicz mówi: „– Panie Aleksandrze, jak pan chce, to ja panu to załatwię”. Przyboś chciał żebym z nim do Szwajcarii pojechał. Ale ja powiedziałem, że palaczem, ogrodnikiem i kierowcą nie będę. Bo tak pani Przybosiowa sobie zażądała.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>&#8220;Ja się na tym nie znam&#8221;</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jak przyjechaliśmy z Czechosłowacji, to Borkowicz został dyrektorem departamentu w Ministerstwie Komunikacji. Ja też miałem iść do tego Ministerstwa, do Rabanowskiego, miałem już prawie kontrakt podpisany, ale zrezygnowałem. Wróciłem do Szczecina. A Borkowcza później dali na dyrektora Huty Warszawa. On mi powiedział: „– Panie Aleksandrze, przecież to nie jest dla mnie posada. Ja się na tym kompletnie nie znam. Przyszedł do mnie taki inżynier, mówi, i kręci siedmiokolorowym ołówkiem. »- Panie inżynierze« – mówi Borkowicz – »niech pan siada na moje miejsce, bo ja się na tym nie znam«&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Był tam krótko. Później zachorował. Miał operację żołądka, zaczął też głuchnąć. Na koniec Borkowicz był już zupełnie głuchy. Jego syn, który był elektronikiem i wyjechał do Kanady po naukę, to zrobił ojcu taki aparat, że ten wszystko słyszał, panie. Nauczył też psa, jak dzwonił telefon, to pies leciał do niego i prowadził go do telefonu. Jak był dzwonek do drzwi, to pies leciał do drzwi.</p>
<p><strong>Ciąg dalszy nastąpi (za tydzień)&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Artykuł “Kierowca Pełnomocnika Rządu” jest fragmentem nieopublikowanej książki <a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Andrzej_Androchowicz" target="_blank">Andrzeja Androchowicza</a> “Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl    przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc    całość na poszczególne akapity.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Borkowicz1.jpg"><img class="size-medium wp-image-11491  aligncenter" title="Borkowicz1" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Borkowicz1-300x198.jpg" alt="" width="300" height="198" /></a><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/10/10/kierowca-pelnomocnika-rzadu-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierowca Pełnomocnika Rządu (2)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Oct 2011 23:05:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11453</guid>
		<description><![CDATA[Aleksander Płaksiwy został kierowcą Borkowicza w miejsce radzieckiego żołnierza &#8211; sierżanta Gawieli. Wojewoda nie pozwalał jeździć swojemu podopiecznemu w godzinach nocnych. Sam Pełnomocnik Rządu również nie stronił od prowadzenia samochodu &#8211; &#8220;jeździł często, nawet na długie trasy&#8221;.
Pierwsza część niniejszego artykułu dostępna jest pod tym adresem.
[...] Po powrocie do Warszawy, trzy samochody przekazali do dyspozycji Ministerstwa, a dla siebie zatrzymali Mercdesa. Współpraca Płaksiwego z dyr. Krochmalskim zapowiadała się więc atrakcyjnie. Niestety, wyżsi rangą urzędnicy ministerstwa zabrali im tego Mercedesa i pan Aleksander musiał przesiąść się na małego Opla. Tym Opelkiem w ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Aleksander Płaksiwy został kierowcą Borkowicza w miejsce radzieckiego żołnierza &#8211; sierżanta Gawieli. Wojewoda nie pozwalał jeździć swojemu podopiecznemu w godzinach nocnych. Sam Pełnomocnik Rządu również nie stronił od prowadzenia samochodu &#8211; &#8220;jeździł często, nawet na długie trasy&#8221;.</strong><span id="more-11453"></span></p>
<p>Pierwsza część niniejszego artykułu dostępna jest pod <a href="http://sedina.pl/index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/" target="_blank">tym adresem</a>.</p>
<p style="text-align: justify;">[...] Po powrocie do Warszawy, trzy samochody przekazali do dyspozycji Ministerstwa, a dla siebie zatrzymali Mercdesa. Współpraca Płaksiwego z dyr. Krochmalskim zapowiadała się więc atrakcyjnie. Niestety, wyżsi rangą urzędnicy ministerstwa zabrali im tego Mercedesa i pan Aleksander musiał przesiąść się na małego Opla. Tym Opelkiem w lipcu 1945 roku Aleksander Płaksiwy pojechał, oczywiście z dyr. Krochmalskim, w delegację do Koszalina. Tu, od końca maja urzędował już ppłk Leonard Borkowicz, Pełnomocnik Rządu Tymczasowego R.P na Okręg Nr 3 Pomorze Zachodnie. Ten przydługi tytuł dla współpracowników Borkowicza oznaczał, że jest po prostu wojewodą. I tak do niego zwracali się. Adiutantem wojewody był por. Witold Daniłłowicz, a kierowcą żołnierz radziecki, sierżant Gawiela.</p>
<p style="text-align: justify;">– Jak przyjechaliśmy do Koszalina, akurat tego Gawielę zwalniali do cywila. On pochodził z Moskwy i wojewoda obiecał mu, że wyśle go do Moskwy samolotem, ale musi znaleźć zastępcę. I sierżant Gawiela, z tym adiutantem, mnie sobie upatrzyli. Powiedziałem, dajcie mi spokój, ja przyjechałem w delegacji, jestem zaangażowany w Ministerstwie Aprowizacji i nie ma mowy, sprawa załatwiona. Ale Gawiela przez cały tydzień, jak tam byłem, nie dawał mi spokoju, chodził za mną, prosił – Aleksander, Aleksander pomyśl tylko, pułkownik mnie do Moskwy samolotem odeśle… Znudziło mi się to wreszcie i powiedziałem – a leć sobie do tej Moskwy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>&#8220;Teren prawie pod Gdańsk&#8221;<br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W ten sposób Aleksander Płaksiwy został kierowcą pułkownika Leonarda Borkowicza, pierwszego wojewody szczecińskiego. Znalazł się u boku człowieka wielkiego formatu, człowieka o niekonwencjonalnym sposobie bycia i działania. Z pozoru srogi, w rzeczywistości był człowiekiem bezpośrednim, niezwykle uczynnym, wrażliwym na ludzką krzywdę i delikatnym. Wymagał od ludzi, ale też troszczył się o nich. Najwięcej jednak wymagał od siebie.</p>
<p style="text-align: justify;">– Borkowicz nigdy się nie oszczędzał, zawsze w ruchu, wśród ludzi w rozjazdach. Nie było tygodnia żebyśmy nie jechali do Warszawy. Czasami dwa, trzy razy. Najczęściej jeździliśmy do Ministerstwa Ziem Odzyskanych, do Gomułki, po pieniądze. Jak przyjeżdżaliśmy Borkowicz mówił: panie Aleksandrze niech pan czeka cierpliwie, to może potrwać długo, ale ja stamtąd nie wyjdę dopóki nie załatwię pieniędzy na wasze pobory, później pojedziemy na obiad. Bywaliśmy też w Ministerstwie Aprowizacji, w Ministerstwie Administracji Publicznej i u wiceministra spraw zagranicznych Józefa Olszewskiego. Oczywiście musowo u Bieruta i Cyrankiewicza.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale przede wszystkim musieliśmy jeździć po województwie na zebrania, narady, spotkania. A to był teren panie, od Gorzowa do Szczecina, aż prawie pod Gdańsk. Często jeździliśmy nocami. Jak wiadomo, czasy nie były bezpieczne. Po drogach grasowały różne bandy, maruderzy z jednostek radzieckich. No, ale myśmy mieli obstawę swoich żołnierzy, nie od Kotowskiego z bezpieki, czterech żołnierzy i sierżanta. Razem zajmowaliśmy willę. Obok willi Borkowicza na Gdańskiej w Koszalinie, w pobliżu Urzędu Wojewódzkiego. W podróż braliśmy zawsze jednego żołnierza z pepeszą. Jechał też adiutant wojewody por. Daniłłowicz, z pistoletem ma się rozumieć. Stary i ja, też mieliśmy pistolety, tak że nie było źle. Ale mnie samemu nigdy nie pozwalał jeździć w nocy.</p>
<p style="text-align: justify;">Raz pojechałem po niego do Szczecina w nocy, to mnie zbeształ jak smarkacza: „– Panie Aleksandrze, ja panu zabroniłem jeździć w nocy, niech pan tego więcej nie robi, to się mogło źle skończyć, przecież pan widzi co się na drogach dzieje”. Bardzo się troszczył i dbał o mnie. Nigdy nie byłem głodny i nigdy bez potrzeby nie czekałem w samochodzie. Jak zajeżdżaliśmy gdzieś do starostwa, to pamiętał żeby mi dali obiad. Pamiętam, to było w Słupsku czy gdzieś. W starostwie, w stołówce był na obiad kapuśniak. Wszyscy urzędnicy już jedli. Wchodzi wojewoda i jak zobaczył, że mnie przy stole nie ma, to tak obrobił starostę, że ten skakał koło mnie, że panie …</p>
<p><strong>Trzy zdania = dwie godziny<br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jak była okazja, zawsze mnie ze sobą zabierał na obiad. W Wałczu to zawsze wstępowaliśmy do takiej porządnej restauracji, którą prowadził pan Socha. Wcześniej on miał knajpę w Szczecinie na rogu Śląskiej i Ledóchowskiego. On zawsze organizował bankiety w Urzędzie Wojewódzkim. Jak Borkowicz przejeżdżał przez Wałcz, to musiał obowiązkowo zjeść obiad u pana Sochy i sprawa załatwiona. A Socha mówił: „– Panie ja takiego człowieka jak wojewoda w życiu nie widziałem”.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak jechaliśmy w teren, na zebranie, to Borkowicz miał zeszyt i tam były zapisane trzy zdania, takie podpunkty tylko, a on potrafił mówić dwie godziny. Skąd u niego się to brało panie, skąd? I mówił prawdę. Ja często siedziałem na tych zebraniach i słuchałem go. Po nim to już nikt nie miał nic do gadania. Ci sekretarze, czterech ich było, od PPR-u, PPS-u, PSL-u i jeszcze demokraci, to chodzili koło niego jak koło jajka. Borkowicz przyciągał do siebie ludzi, miał wielki autorytet, był uważany. Ludzie go lubili.</p>
<p style="text-align: justify;">W Połczynie Zdroju mieszkała matka Borkowicza i on tam często dojeżdżał na wypoczynek. Razem tam sobie wypoczywaliśmy. Borkowicz mieszkał w jednej willi, a obstawa, czterech żołnierzy, sierżant i ja w drugiej. Kiedyś przyjechałem z Borkowiczem na obiad. I przyszedł burmistrz Połczyna. Żołnierzowi, który stał przed willą na posterunku, powiedział żeby go zameldował. Stary wychodzi na ganek:<br />
„– A pan co?”<br />
A burmistrz stanął na baczność i mówi:<br />
„ – Będąc w puszczy, nie wpaść w paszczę lwa? Melduje się Benedykt Polak, burmistrz miasta Połczyna”.</p>
<p style="text-align: justify;">Pamiętam to jak dzisiaj. Borkowicz zaprosił go do siebie, pogadali i proszę sobie wyobrazić, że za kilka dni od burmistrza Benedykta Polaka dostałem Mercedesa 230. On miał koło zapasowe z boku, przykręcone na śruby. Kiedyś śruba się odkręciła i koło uciekło mi w pole, gdzieś w trawie zginęło.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>&#8220;Dajcie samochód wojewodzie&#8221;</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W Koszalinie miałem kilka samochodów, Chevroletę, Cadillaca, BMW, no i tego Mercedesa. Najlepiej jeździło się nam małym BMW. Jak ktoś przyjeżdżał z Warszawy i chciał jechać w teren, to się brało Cadillaca. Kiedyś wiozłem jakiegoś wicepremiera ze Szczecina do Koszalina. Premier jechał dalej do Gdańska, a Borkowicz musiał wracać. Ponieważ ten Cadillac był już wyrobiony, pojechałem do warsztatu, do znajomego. Janicki się nazywał, żeby go obejrzał. Na podwórku wjechałem w taki dołek, zabezpieczenie tulei pękło i koło się położyło. Trzeba było toczyć tuleję. A Borkowicz zaraz musiał wracać do Szczecina.</p>
<p>Jak się dowiedział, że wóz się rozkraczył, przyleciał, zbeształ mnie:<br />
„– Jak pan mógł taki samochód w podróż brać?”.<br />
„– Czy ja jestem winien, panie wojewodo, to jest marka Cadillac, ośmiocylindrowy, panie”.<br />
„– Ale ja muszę dostać się do Szczecina”.<br />
„– Niech pan się nie martwi, załatwię”.<br />
Poleciałem do znajomych, do spółki samochodowej i mówię:<br />
„– Dajcie samochód wojewodzie”.</p>
<p style="text-align: justify;">Dostałem Chevroletę odkrytą, taką zwykłą śmieciarę, jak się to mówiło. Borkowicz wsiadł i sam pojechał do Szczecina. On jeździł samochodem często, nawet na długie trasy. Jak trzeba było jechać w dwa samochody, to jeden on zawsze prowadził. Był dobrym kierowcą. Spostrzegawczy był jak diabli&#8230;</p>
<p><strong>Ciąg dalszy nastąpi (za tydzień)&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Artykuł “Kierowca Pełnomocnika Rządu” jest fragmentem nieopublikowanej książki <a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Andrzej_Androchowicz" target="_blank">Andrzeja Androchowicza</a> “Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl   przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc   całość na poszczególne akapity.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Borkowicz2.jpg"><img class="size-medium wp-image-11459  aligncenter" title="Borkowicz2" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/10/Borkowicz2-300x197.jpg" alt="" width="300" height="197" /></a><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/10/02/kierowca-pelnomocnika-rzadu-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierowca Pełnomocnika Rządu (1)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Sep 2011 23:05:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=11399</guid>
		<description><![CDATA[Leonard Borkowicz poznał swojego przyszłego kierowcę w Katowicach. Na Śląsk Aleksander Płaksiwy, bo o nim mowa, pojechał po wojnie  &#8220;na zabezpieczanie magazynów z aprowizacją&#8221;. Wcześniej pracował w wielu miejscach, m.in. w Urzędzie Celnym w Łodzi.


Drogi Panie Aleksandrze, drodzy Państwo,
bardzo mnie wzruszył Pański, Panie Aleksandrze, telefon. Często o Was myślę, zawsze robiąc sobie wyrzuty, że w trudnych dla Was chwilach, nic dla Was pozytywnego zrobić nie mogłem. Ale właśnie do tego chcę nawiązać w związku z propozycją przyjazdu do Szczecina. Nie muszę Państwu tłumaczyć jak bardzo miasto to wzrosło w moje ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Leonard Borkowicz poznał swojego przyszłego kierowcę w Katowicach. Na Śląsk Aleksander Płaksiwy, bo o nim mowa, pojechał po wojnie  &#8220;na zabezpieczanie magazynów z aprowizacją&#8221;. Wcześniej pracował w wielu miejscach, m.in. w Urzędzie Celnym w Łodzi.<span id="more-11399"></span><br />
</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Drogi Panie Aleksandrze, drodzy Państwo,<br />
bardzo mnie wzruszył Pański, Panie Aleksandrze, telefon. Często o Was myślę, zawsze robiąc sobie wyrzuty, że w trudnych dla Was chwilach, nic dla Was pozytywnego zrobić nie mogłem. Ale właśnie do tego chcę nawiązać w związku z propozycją przyjazdu do Szczecina. Nie muszę Państwu tłumaczyć jak bardzo miasto to wzrosło w moje serce, bo były to przecież czasy, kiedy i ja byłem człowiekiem wierzącym w to, że robiliśmy coś dla Polski […]</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Tak zaczyna się list pierwszego wojewody szczecińskiego, ppłk. Leonarda Borkowicza do swojego kierowcy Aleksandra Płaksiwego. List jest odpowiedzią na zaproszenie do przyjazdu do Szczecina. Legendarnego Wojewodę zaprasza nie pierwszy prezydent prof. Piotr Zaremba, nie aktualnie urzędujący wojewoda, czy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, tylko kierowca – Aleksander Płaksiwy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>&#8220;Coś więcej&#8221; niż służba</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Treść i styl listu wskazują na to, że tych dwóch ludzi, kierowcę i wysokiej rangi urzędnika państwowego, łączyło coś więcej niż tylko stosunki służbowe. Takie listy pisze się do przyjaciół. Jeśli równocześnie się zważy, że Leonard Borkowicz po złożeniu urzędu wojewody szczecińskiego w marcu 1949 roku, nigdy nie odwiedził miasta, które, jak pisze, „wrosło w jego serce”, sprawa staje się intrygująca. Aleksander Płaksiwy był kierowcą Leonarda Borkowicza od lipca 1945 do kwietnia 1950 roku. Był z nim w Koszalinie, Szczecinie i w Pradze. Później ich drogi się rozeszły, ale zawsze byli ze sobą w kontakcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Aleksander Płaksiwy ma 84 lata. Ten niezwykle sympatyczny pan, wysoki, szczupły, z siwym wąsikiem, uśmiechnięty i bardzo ruchliwy, sprawia wrażenie najwyżej siedemdziesięciolatka. Opowiada barwnie, robi przy tym długie dygresje, ale nigdy nie gubi wątku. Każdy akapit swojej opowieści kończy niezmiennie słowami: „i sprawa załatwiona”. Jest człowiekiem szczerym i wrażliwym. W sposobie mówienia i zachowania jest w nim coś z wojskowego. Ale też wojsko nie jest mu obce.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Urzędnik przyszłym kierowcą</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze w życiu prawo jazdy otrzymał właśnie w wojsku w 1932 roku, podczas służby w 5 Dywizjonie Samochodowym w Krakowie. W zachowanym dokumencie, z jego zdjęciem w mundurze i dużą okrągłą pieczęcią jednostki, można przeczytać: „Na mocy egzaminu złożonego przed Komisją Egzaminacyjną w myśl Dziennego Rozkazu  Nr 3/23 pkt. 36”, kpr. Aleksander Płaksiwy otrzymał pozwolenie na prowadzenie wojennych pojazdów mechanicznych osobowych, ciężarowych i motocykli. Prawo jazdy podpisał „D-ca 5 Dywizjonu Samochodowego – Madejski, podpułkownik”.  Kiedy 21 maja 1932 roku na uroczystym apelu, Aleksander Płaksiwy odbierał prawo jazdy z rąk dowódcy parku samochodowego kapitana Zawiły, nie wiedział jeszcze, że zostanie zawodowym kierowcą. Nic na to nie wskazywało zresztą, bo po wyjściu z wojska parę lat pracował jako zastępca kierownika Ekspozytury Urzędu Celnego w Łodzi. Dopiero krótko przed wybuchem wojny, w fabryce włókienniczej „Mazo i Lemfert” zasiadł za kierownicą osobowego Chevroleta.</p>
<p style="text-align: justify;">Zmobilizowany w 1939 roku, w szeregach 10 Dywizji Piechoty brał udział w obronie Warszawy. Po kapitulacji dostał się do niewoli i przebywał w obozie jenieckim w Pruszkowie. Ponieważ zachorował na dyzynterię, Niemcy wydali mu zaświadczenie w języku niemieckim i polskim pozwalające na bezpieczny powrót do domu: „Aleksander Płaksiwy jako były niemiecki jeniec wojenny, odprawia się w ojczyste strony na terenie zajętym przez władze niemieckie. Podpisał – Komendant 8. Armii”.</p>
<p style="text-align: justify;">Te „ojczyste strony” Płaksiwego, nazywały się teraz Litzmannstadt. Tam w firmie „Bugen Schleicher” – Spedycja Towarowa, dostał pracę kierowcy. Prowadził samochody ciężarowe – Fiata, Citroena i Forda. Na tym ostatnim jeździł najdłużej. Auto było szczególne, co zresztą w niemieckim zezwoleniu na jego prowadzenie, które pan Aleksander zachował i pokazał jako osobliwość tamtych czasów, wyraźnie odnotowano: „durch Anthracit und Holzgas”.</p>
<p style="text-align: justify;">– To był taki stary trzytonowy Ford. Z boku między szoferką i skrzynią miał kocioł, w którym paliło się drzewem. Naprzód sypało się troszeczkę węgla drzewnego, jak się rozpalił ładowało się w kocioł klocki suchego drewna. Robił się gaz, spuszczało się wodę z baniaka i jechało się, panie, sprawa załatwiona. Jeździłem najczęściej do Łaska, Sieradza, Zduńskiej Woli, Pabianic i Ozorkowa. Rozwoziłem po różnych sklepach brukiew, marchew, buraki, kartofle i naftę. Ostatni raz jechałem tym „Holzgasem”, jak już Niemcy uciekali, do Ostrowa. Kazali mi wieźć żandarmów czy gestapowców, cholera ich wie, w każdym bądź razie byli w czarnych mundurach. Tam ich zostawiłem i do Łodzi wracałem już na piechotę. To był dla mnie koniec wojny.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Samochód nie do wzięcia</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Po wojnie od razu zawołali mnie, żeby koniecznie przyjść do pracy w Urzędzie Wojewódzkim w pałacu Poznańskiego. Tam był pełnomocnik Rządu do Spraw Rzeczowych i Wojskowych – Henryk Krochmalski, z Ministerstwa Aprowizacji i Handlu. Zaangażował mnie do siebie i powiedział, że ma samochód Aero. Poszedłem zobaczyć. No jest w szopie, stoi, ale zamarznięty. Znalazłem płyn „Karbo”, zalałem silnik i zostawiłem. Na drugi dzień rano przyszedłem, poruszałem kołem zamachowym, obrócił mi się. Wytarłem raz, drugi, poruszyłem, obraca się. Ale nie ma akumulatora. Zacząłem szukać. Znalazłem jakiś, leżał w kącie garażu. Zalałem kwasem, podładowałem i następnego dnia jak mi zapalił, panie! To był sportowy wóz. Jak nim podjechałem na Ogrodową, to panie, cały Urząd wytoczył mi się na podwórko. I każdy chce samochód. Powiedziałem – nie. Tylko dyrektor Krochmalski i nikt więcej, sprawa załatwiona.</p>
<p style="text-align: justify;">Pan Aleksander rozwija temat w szczegółach, opowiada o tym sportowym Aero jak o własnym dziecku, a ja nie mogę się doczekać kiedy będzie o Borkowiczu.<br />
– Właśnie do tego zmierzam – uspokaja mnie i proponuje kieliszek orzechówki.<br />
– Malutki kieliszeczek, panie redaktorze. To nam dobrze zrobi. Dostałem właśnie od pana profesora buteleczkę takiego soku, wyciągu z orzechów i przygotowałem na nasze spotkanie orzechówkę. Niech pan spróbuje, jest bardzo dobra, nie zaszkodzi. Pan profesor wie co robi.</p>
<p style="text-align: justify;">Pan „profesor” to stomatolog dr Włodzimierz Kuligowski, długoletni sąsiad pana Aleksandra z ulicy Tetmajera. Mieszkali obok siebie w jednorodzinnych domkach. Odwiedzali się często, świadczyli sobie drobne sąsiedzkie usługi. Pan Aleksander zaglądał od czasu do czasu pod maskę samochodu pana doktora, a pan doktor w rewanżu, sprawdzał czy wszystkie plomby sąsiada są w porządku. W połowie lat osiemdziesiątych, po śmierci żony, pan Aleksander przekazał dom na Tetmajera synowi, a sam przeprowadził się do jego mieszkania, tutaj przy ul. Filaretów. Stąd na Tetmajera jest kawałek drogi, ale przy każdej okazji kiedy odwiedza syna i wnuki, wpada na pogawędkę do pana doktora.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Spotkanie w Katowicach</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Próbuję kieliszek (wcale nie jest taki „malutki”) orzechówki z rzeczywiście doskonałą przyprawą doktora Kuligowskiego i słucham dalej opowieści gościnnego gospodarza. Dlaczego o tym „Aero” i dyrektorze Krochmalskim mówi? Otóż dlatego, ponieważ właśnie z nim, tym sportowym autem w marcu, jak dobrze pamięta, pojechali na Śląsk, „na zabezpieczenie magazynów z aprowizacją”:</p>
<p style="text-align: justify;">– W Katowicach Krochmalski mi mówił, że pojedziemy, nie pamiętam teraz, na jaką ulicę, i wprowadzimy na urząd śląskiego wojewodę. No, niech pan powie kogo? Generała Aleksandra Zawadzkiego, proszę pana! A kto go wprowadzał? Właśnie Borkowicz wprowadzał wojewodę Zawadzkiego, tak proszę pana! On był najpierw zastępcą Komendanta Głównego Policji i nawet przez krótki czas był w Łodzi, a później Bierut dał mu polecenie, żeby w Katowicach wprowadził wojewodę. I tam, w Katowicach, poznałem pułkownika Borkowicza. Ja nawet nie wiedziałem, że trafię do niego, bo ja byłem w Ministerstwie Aprowizacji i Handlu, u Krochmalskiego. Już się do niego przywiązałem.</p>
<p style="text-align: justify;">Jakby do wyjaśnienia powodu tego „przywiązania”, pan Aleksander serwuje mi śliczną opowieść, jak to z dyrektorem Krochmalskim – przypomnijmy, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Rzeczowych i Wojskowych (!) – pojechali do Sopotu i za dwa kanistry spirytusu, który wzięli z piwnicy urzędującego w tym mieście znajomego prokuratora, kupili od radzieckich żołnierzy, cztery samochody osobowe – Citroena, Renault, małego Opla i Mercedesa, który miał na liczniku zaledwie 40 km!</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ciąg dalszy nastąpi (za tydzień)&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Artykuł “Kierowca Pełnomocnika Rządu” jest fragmentem nieopublikowanej książki <a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Andrzej_Androchowicz" target="_blank">Andrzeja Androchowicza</a> “Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl  przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc  całość na poszczególne akapity.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/09/Borkowicz3.jpg"><img class="size-medium wp-image-11417  aligncenter" title="Borkowicz3" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/09/Borkowicz3-300x190.jpg" alt="" width="300" height="190" /></a><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/09/26/kierowca-pelnomocnika-rzadu-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grunwald po szczecińsku</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/07/15/grunwald-po-szczecinsku-3/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/07/15/grunwald-po-szczecinsku-3/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jul 2011 23:55:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=10844</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza uroczystość po przejęciu Szczecina przez polską administrację odbyła się 15 lipca 1945. Nieliczni Polacy świętowali wówczas rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Obchody miały na celu m.in. zintegrować ludność. Do dzisiaj śladem po tych wydarzeniach  jest nazwa samego placu…
Powojenny prezydent Piotr Zaremba pierwszy raz przyjechał do Szczecina 28 kwietnia 1945 roku. Wówczas w  ruinach znajdowało się zaledwie około 6 tysięcy ludzi (z czego raptem kilkunastu mieszkających tutaj przed wojną Polaków). 5 lipca 1945 roku administracja polska oficjalnie przejęła władzę w mieście. Zawirowania wokół ostatecznego przekazania Szczecina Polsce, dwukrotna ewakuacja władz czy ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Pierwsza uroczystość po przejęciu Szczecina przez polską administrację odbyła się 15 lipca 1945. Nieliczni Polacy świętowali wówczas rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Obchody miały na celu m.in. zintegrować ludność. Do dzisiaj śladem po tych wydarzeniach  jest nazwa samego placu…<span id="more-10844"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Powojenny prezydent Piotr Zaremba pierwszy raz przyjechał do Szczecina 28 kwietnia 1945 roku. Wówczas w  ruinach znajdowało się zaledwie około 6 tysięcy ludzi (z czego raptem kilkunastu mieszkających tutaj przed wojną Polaków). 5 lipca 1945 roku administracja polska oficjalnie przejęła władzę w mieście. Zawirowania wokół ostatecznego przekazania Szczecina Polsce, dwukrotna ewakuacja władz czy równoległe funkcjonowanie (5 V – 5 VII 1945) Niemieckiego Zarządu Miejskiego sprawiły, iż mimo podejmowanych prób osadniczych do tego czasu w Szczecinie osiedliło się na stałe stosunkowo niewielu Polaków. Natomiast mieszkający tutaj przed wojną Niemcy, wierząc w pozytywne rozwiązanie dla nich sprawy przynależności miasta, co zrozumiałe, tłumnie wracali do dawnych domów. Według oficjalnych danych, 4 lipca 1945 przebywało w Szczecinie 83 765 Niemców. Dzień później odnotowano, że stan liczebny Polaków wynosi 1578 osób.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Integracja poprzez obchody</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Głównymi zadaniami ekipy Piotra Zaremby stały się: odbudowa podstawowych struktur oraz szybkie zasiedlenie miasta polskimi osadnikami. Równie ważne dla władz było zintegrowanie, zespolenie ze sobą rodaków przybyłych już bądź ciągle nadjeżdżających do zniszczonego w dużym stopniu Szczecina. Informacja o oficjalnym przyznaniu miasta przyspieszyła ten powolny dotąd proces, dzięki czemu w samym lipcu odnotowano przyjazd 6395 nowych osadników. Pierwsza okazja do wspólnego świętowania nadarzyła się jeszcze w połowie wspomnianego miesiąca. Władze wykorzystały w tym celu 535 rocznicę zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem i z tej okazji zaplanowały na 15 lipca 1945 specjalną uroczystość. O wydarzeniu na pierwszych stronach informowała lokalna prasa. Obszerne artykuły umieściły na swoich łamach zarówno „Wiadomości Szczecińskie” (pierwszy ich numer ukazał się 7 lipca 1945, drugi właśnie we wspomnianą rocznicę), jak i „Głos Nadodrzański” (pierwszy numer ukazał się w Szczecinie 16 V 1945 roku, cztery kolejne w Koszalinie, szósty również z 15 lipca 1945 ponownie w Szczecinie).</p>
<p style="text-align: justify;">W tekstach podkreślano wagę wiktorii z XV wieku nad „odwiecznym” wrogiem narodu (cytując -  &#8220;największego w dziejach naszych triumfu militarnego nad zachłannym sąsiadem germańskim&#8221;) oraz zapraszano na oficjalne obchody. Początek uroczystości zaplanowano na godzinę 10.00. Wówczas rozpoczęła się msza św. polowa przed Gmachem Zarządu Miejskiego (niemiecki Landeshaus) na Jasnych Błoniach. Z tej części jubileuszu zachowało się zdjęcie, na którym widoczne są tradycyjnie ustawione rzędy krzeseł. Jak zawsze w przypadku  takich okazji, miejsca z przodu przeznaczono dla najznamienitszych  gości. Pozostali uczestnicy musieli na stojąco obserwować przebieg  wydarzeń.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/07/Grunwald-ludzie-610.jpg"><img class="size-medium wp-image-10830  aligncenter" title="Grunwald - ludzie 610" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/07/Grunwald-ludzie-610-300x174.jpg" alt="" width="300" height="174" /></a></p>
<p style="text-align: center;">siedzą od prawej: Edmund Czyż, I sekretarz KM PPR, Franciszek Jamroży &#8211; wiceprezydent miasta, żona komendanta wojennego Szczecina, Barbara Zaremba, prezydent miasta, mjr Gorczakow &#8211; komendant wojenny Szczecina</p>
<p style="text-align: justify;">Następnie wszyscy zgromadzeni przemaszerowali na największy plac w śródmieściu Szczecina – Kaiser  Wilhelm Platz (Plac Cesarza Wilhelma), gdzie odbyły się główne obchody. Zarówno tutaj, jak i  na samym początku uroczystości doszło do oficjalnych przemówień oraz wystąpień. Z odezwą do ludności zwrócili się włodarze miasta oraz przedstawiciele ugrupowań politycznych. Rocznicę bitwy zakończyła popołudniowa zabawa z tańcami w restauracji p. Strugały.</p>
<p style="text-align: justify;">W swoich wspomnieniach Jerzy Brinken (geograf i pedagog – założyciel pierwszej biblioteki w mieście) poświęcił manifestacji kilka słów, opisując spacer, który miał miejsce tydzień po uroczystości. Uwagę pioniera zwróciły wówczas liczne flagi narodowe, znajdujące się w pobliżu miejsca, gdzie zorganizowano główne obchody: <em>Siostra wyjaśniła mi, że ubiegłej niedzieli odbyła się na tym placu patriotyczna manifestacja ludności polskiej, poświęcona rocznicy zwycięstwa pod Grunwaldem. Ludzie pomni niedawnych przeżyć płakali ze wzruszenia, były krótkie, ale piękne, proste i serdecznie przemówienia </em>[…]. <em>Odśpiewano Rotę i Hymn Narodowy. Nieliczna jeszcze ludność zamanifestowała w ten sposób polskość Szczecina.</em></p>
<p style="text-align: justify;">W czasie jubileuszu doszło wreszcie do spontanicznego wydarzenia. Uczestnicy usunęli niemieckie tabliczki z nazwą placu i na niewielkim kawałku drewna napisali odręcznie – Plac Grunwaldzki, a następnie przybili w odpowiednio widocznym miejscu. <em>Wzruszająco wyglądał ten polski napis wśród powodzi nieusuniętych jeszcze tabliczek niemieckich </em>– zaznaczył Jerzy Brinken. Choć władze zapowiadając uroczystość pisały o przybyciu na &#8220;Plac Grunwaldu&#8221; to  ludność pod wpływem emocji sama dokonała  &#8220;aktualizacji&#8221; nazwy. W trzecim numerze &#8220;Wiadomości Szczecińskich&#8221; z 21 lipca 1945 z dumą podkreślono fakt &#8220;przemianowania nazwy&#8221;, zaznaczając przy tym jednak przede wszystkim rolę  administracji miejskiej (a konkretnie wiceprezydenta Jamrożego). Całe obchody lakonicznie podsumował w swoich pamiętnikach także Piotr Zaremba – <em>Uroczystość ta była epizodem potrzebnym dla dalszej naszej pracy nad uporządkowaniem szczecińskich spraw.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Nazwa nazwie nierówna</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jedną z pierwszych decyzji po oficjalnym przejęciu władzy w mieście było oficjalne przemianowanie w szybkim tempie nazw ulic, placów i dzielnic Szczecina. W tym celu powołano komisję, w której skład weszli m.in. Helena Kurcyusz, Kazimierz Świetliński czy Józef Kijowski. Nieznana jest dokładna data powołania tego ciała, natomiast wiadomo, iż we wspomnianym już 2 numerze „Wiadomości Szczecińskich” (z 15 lipca 1945 roku) podano pierwsze informacje z przebiegu jej prac. 24 VIII 1945 w nr 16 wspomnianej gazety Polscy mieszkańcy dowiedzieli się o nowych nazwach głównych arterii miejskich (m.in. Barnimstrasse otrzymała nazwę Alei Piastów). W zestawieniu pojawił się także „naznaczony” przez samych mieszkańców plac Grunwaldzki. Na oficjalny i pełny wykaz przyszło czekać do października 1945, kiedy to ukazał się „Spis nazw ulic, placów, wysp, rzek i kanałów miasta portowego Szczecina”.</p>
<p style="text-align: justify;">Co warto podkreślić, w codziennym obiegu przez cały czas używane były jednak głównie dawne nazwy niemieckie. Na samym początku zarządzania zrujnowanym miastem nie mogło być bowiem mowy o prozaicznej zamianie tabliczek czy jakimkolwiek innym, polskim oznakowaniu miejsc. Nowe nazwy – nadane sztucznie – musiały się także rozprzestrzenić oraz okrzepnąć wśród niewielkiej liczby polskich mieszkańców. Na tym tle oficjalnie przyjęta nazwa, będąca pokłosiem wydarzeń związanych z wcześniejszymi obchodami rocznicy bitwy pod Grunwaldem z 15 lipca 1945, stanowiła wyjątek, jako prawne usankcjonowanie zainicjowanej przez władze, ale jednak w dużej mierze spontanicznej akcji polskich osadników.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jan Skolimowski [Stau] </strong></p>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 532px; width: 1px; height: 1px; overflow: hidden;">Następnie zaplanowano przemarsz na główną część postanowiono  zorganizować na największym placu w śródmieściu Szczecina – Kaiser  Wilhelm Platz (Plac Cesarza Wilhelma).</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/07/15/grunwald-po-szczecinsku-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Leszek Szuman &#8211; Dziwne ostrzeżenie</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/04/27/leszek-szuman-dziwne-ostrzezenie/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/04/27/leszek-szuman-dziwne-ostrzezenie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Apr 2011 23:05:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=10079</guid>
		<description><![CDATA[Prezentujemy szczeciński fragment książki Leszka Szumana &#8220;Życie po śmierci&#8221;, przywołujący znane wydarzenia sprzed lat. Uwaga &#8211; tekst zawiera drastyczne opisy&#8230;
Kiedy w lipcu 1945 roku sprowadziłem się do Szczecina, byłem jed­nym z pierwszych mieszkańców naszego miasta. Zająłem wtedy mieszka­nie, w którym mieszkam do dziś. Były to cztery puste pokoje. Dzielnica była jeszcze zajęta przez wojska radzieckiego zaplecza frontowego. Tak więc moja rodzina była jedną z nielicznych w okolicy. Oczywiście, moim pierwszym zajęciem w wolnych chwilach był szaber. Nie żebym miał zamiar zająć się wywozem co bardziej wartościowych przedmiotów&#8230; W Szczecinie zamierzałem ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em>Prezentujemy szczeciński fragment książki <a href="http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Leszek_Szuman" target="_blank">Leszka Szumana</a> &#8220;Życie po śmierci&#8221;, przywołujący znane wydarzenia sprzed lat. Uwaga &#8211; tekst zawiera drastyczne opisy&#8230;</em></p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy w lipcu 1945 roku sprowadziłem się do Szczecina, byłem jed­nym z pierwszych mieszkańców naszego miasta. Zająłem wtedy mieszka­nie, w którym mieszkam do dziś. Były to cztery puste pokoje. Dzielnica była jeszcze zajęta przez wojska radzieckiego zaplecza frontowego. Tak więc moja rodzina była jedną z nielicznych w okolicy. Oczywiście, moim pierwszym zajęciem w wolnych chwilach był szaber. Nie żebym miał zamiar zająć się wywozem co bardziej wartościowych przedmiotów&#8230; W Szczecinie zamierzałem pozostać na stałe. Zresztą, przy­byłem tu poniekąd na rodzinne śmiecie, bowiem mój stryj, Antoni Szuman, inżynier, pracował tu przed I wojną światową przy rozbudowie portu i zbudował budynek poczty nr 2, duże gmaszysko z czerwonej cegły nad Odrą, w pobliżu dworca PKP.</p>
<p style="text-align: justify;">Szaber, któremu poświęcałem każdą wolną chwilę polegał na organi­zowaniu mebli do naszego mieszkania z pustych willi poniemieckich. Nie było ich za wiele. Przypuszczalnie zostały spalone w piecach centralnego ogrzewania przez marznących żołnierzy radzieckich. A więc tu stół, tam fotel, krzesła. Słowem, jak to się mówi, każde cielę z innej obory. To wy­posażenie pozostało mi do dziś. Mój ówczesny punkt widzenia zrozumie tylko ten, kto widział wojnę. Przecież kiedyś za bochenek chleba dałem złoty zegarek. Graty to rzecz drugorzędna.</p>
<p style="text-align: justify;">W trakcie moich wycieczek dotarłem w końcu i do gmachu dzisiej­szej Wyższej Szkoły Rolniczej przy ulicy Słowackiego. W dniu wybuchu wojny ten potężny kompleks budynków, o dwóch pięt­rach schowanych pod ziemię, był jeszcze niewykończony. Wewnątrz umieszczono więc prowizoryczne magazyny farmaceutyczne. W tej roli doczekał roku 1945. Podczas odwrotu Niemcy co zdążyli, wy­wieźli. Resztę zniszczono miotaczami ognia. Można to było poznać po stopionych żarem rynnach i innych przedmiotach metalowych. Prawdę powiedziawszy, nie znalazłem tam niczego, co by się mogło przydać. Na dworze stało coś ze dwadzieścia pomp do filtrowania płynów pod ciśnieniem, kilkaset zbitych strzykawek, a na najniższej kondygnacji piwnic kilkadziesiąt tysięcy butelek różnego kształtu i wielkości do prze­chowywania leków. I jeszcze coś rzuciło mi się w oczy. W olbrzymim hallu przy wejściu do gmachu leżał stos ramiączek do wieszania ubrań. Ponieważ miałem tylko jedno ubranie, wieszaki nie były mi potrzebne.</p>
<p style="text-align: justify;">Minęło kilka lat. Ruiny wspomnianego gmachu stały nadal nietknięte. Zarząd. Miejski miał bowiem ważniejsze sprawy na głowie. Przynajmniej na razie. U mnie rodzina nieco się powiększyła, a także zasoby garderoby. I wtedy przypomniałem sobie ten dwumetrowy stos wieszaków leżących w hallu starych magazynów.</p>
<p style="text-align: justify;">—   Przyniosę ci wieszaków ile zechcesz — powiedziałem do żony.</p>
<p style="text-align: justify;">—   Michał, chodź — zawołałem do synka, który wówczas był, jak na swój wiek, nad wyraz rozgarniętym dzieckiem, chociaż miał tylko cztery lata.</p>
<p style="text-align: justify;">Było piękne, letnie popołudnie. Bodajże nawet upalnie. Wesoło pogwiz­dując, wszedłem do hallu starego gmachu. Stosu wieszaków już nie było. Nagle przeszył mnie dreszcz. Czułem jak dostaję gęsiej skóry&#8230; Mia­łem, wrażenie, że coś mnie chwyciło za gardło&#8230; Zabrakło mi tchu&#8230; Chciałem postąpić naprzód, lecz nie mogłem. Niewidzialna ściana sta­nęła przede mną. Obok mnie cichutko dreptał w miejscu mój synek, spo­glądając aa ranie pytającym wzrokiem. Bezwiednie położyłem palec na ustach i po cichutku, na palcach, tak aby nikt nas nie słyszał, wyszliśmy szybko na dwór. Dopiero kiedy doszliśmy do ulicy Słowackiego, odetchnąłem swobod­nie. Czułem się tak, jakbym uniknął jakiegoś śmiertelnego niebezpieczeń­stwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Minęło kilka miesięcy. Któregoś ranka mieszkańcy miasta zostali wstrząśnięci makabrycznym wydarzeniem. Pewien mieszkaniec Niebuszewa, mieszkający naprzeciwko kina, po­wrócił do domu wcześniej niż zwykle. Mieszkanie zastał otwarte. Garnki stały na palenisku, obiad się gotował. Płaszcz żony był na wieszaku, tyl­ko jej nie było. Chyba jest u którejś z sąsiadek — pomyślał mąż — i zastukał do sąsiednich drzwi.</p>
<p style="text-align: justify;">—  Nie   było   tu  mojej   żony?   Mieszkanie   otwarte,   musiała   gdzieś   na chwilę wyjść, lecz dokąd?</p>
<p style="text-align: justify;">—  Widziałam ją jak przed chwilą wchodziła do tego ponurego faceta, który mieszka na końcu korytarza.</p>
<p style="text-align: justify;">Zatroskany mąż zapukał do niesympatycznego sąsiada.</p>
<p style="text-align: justify;">—  Nie było tu mojej żony? — spytał.</p>
<p style="text-align: justify;">—  Nie — brzmiała krótka odpowiedź antypatycznego draba.</p>
<p style="text-align: justify;">—  Przepraszam — odparł mąż. Lecz kątem oka dostrzegł w kącie po­ mieszczenia na podłodze sukienkę swej żony.</p>
<p style="text-align: justify;">Facet był typem ciężkiej wagi. Posterunek milicji był w pobliżu. Po­biegł tam i opowiedział o swych podejrzeniach. Dwóch posterunkowych poszło z nim.</p>
<p style="text-align: justify;">— Ręce do góry.</p>
<p style="text-align: justify;">Przeszukali mieszkanie. Niestety przybyli za późno. Trup kobiety wi­siał w szafie powieszony za nogi. Głowa była odcięta, do miski spływała krew. Mąż, gdy to zobaczył, zemdlał. Mordercę zabrano i wzięto na przesłuchanie. Z zawodu był rzeźnikiem. Kiedy kazano mu się rozebrać, pod pachą dostrzeżono wytatuowany Hakenkreuz. A więc należał do SS. Morderca — amator? Nie tylko. Morder­ca — handlowiec, jak się później okazało. Sprawie tej nie nadano szczególnego rozgłosu, lecz ludzie i tak do­wiedzieli się szczegółów. Morderca wieczorami wywoził trupy ofiar do opuszczonego gmachu magazynów dzisiejszej Wyższej Szkoły Rolniczej. Tam w piwnicy, prze­rabiał trupy pomordowanych na jadalne produkty. Gdzie je sprzedawał, chyba nie dowiedziano się. Nie ulegało tylko wątpliwości, że bigosy sprze­dawane na bazarze, który wtedy mieścił się na miejscu obecnego dworca PKS, były jego wyrobu.</p>
<p style="text-align: justify;">W śledztwie wyśpiewał wszystko. Naganiaczką była kasjerka przeciw­ległego do gmachu kina. Ona to podsyłała mu dzieci, którym zabrakło kil­kadziesiąt groszy do kupna biletu słowami: Ten pan co tam mieszka da ci tyle, ile brakuje do ceny biletu. Gdy spuszczono wodę ze stawu na ulicy Słowackiego, znaleziono w nim kilkadziesiąt czaszek ludzkich, przeważnie dzieci.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/04/zycie_okladka.jpg"><img class="size-medium wp-image-10083  aligncenter" title="zycie_okladka" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/04/zycie_okladka-202x300.jpg" alt="" width="202" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Leszek Szuman &#8211; Życie po śmierci, KAW Gorzów, 1985.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/04/27/leszek-szuman-dziwne-ostrzezenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Restaurant und Kaffee Zum Plönestrand (Restauracja i kawiarnia przy plaży nad rzeką Płonią)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/03/30/restaurant-und-kaffee-zum-plonestrand-restauracja-i-kawiarnia-przy-plazy-nad-rzeka-plonia/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/03/30/restaurant-und-kaffee-zum-plonestrand-restauracja-i-kawiarnia-przy-plazy-nad-rzeka-plonia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Mar 2011 23:05:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=9965</guid>
		<description><![CDATA[Walter Mackensy przybył do Jeseritz z Berlina po I Wojnie Światowej &#8211; w latach 20. XX wieku. Kupił działkę z małym domkiem nad rzeką Płonią, tuż przy moście &#8211; wcześniej mieszkali tam dwaj bracia Ernst i Adolf Lutherbach.
W tym właśnie miejscu Walter Mackensy wybudował dom i otworzył swoją restauracjo &#8211; kawiarnię, która szybko stała się atrakcyjnym zapleczem wypoczynkowym dla mieszkańców Stettin (Szczecin) &#8211; zwłaszcza w letnie weekendy, zimą było raczej pusto. Turyści mogli dotrzeć tu kolejką a nawet specjalnym busem, po to by odpocząć, napić się kawy i zjeść lody, wędrować ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Walter Mackensy przybył do Jeseritz z Berlina po I Wojnie Światowej &#8211; w latach 20. XX wieku. Kupił działkę z małym domkiem nad rzeką Płonią, tuż przy moście &#8211; wcześniej mieszkali tam dwaj bracia Ernst i Adolf Lutherbach.<br />
W tym właśnie miejscu Walter Mackensy wybudował dom i otworzył swoją restauracjo &#8211; kawiarnię, która szybko stała się atrakcyjnym zapleczem wypoczynkowym dla mieszkańców Stettin (Szczecin) &#8211; zwłaszcza w letnie weekendy, zimą było raczej pusto. Turyści mogli dotrzeć tu kolejką a nawet specjalnym busem, po to by odpocząć, napić się kawy i zjeść lody, wędrować po lasach lub pływać kajakami, które były wypożyczane także u Mackensy&#8217;ego.<span id="more-9965"></span>Arno Grundmann pamięta, że dostarczał (sprzedawał) często do restauracji mleko i śmietanę, które używane były między innymi do przyrządzanych przez samego Mackensy&#8217;ego lodów. W menu można było znaleźć dania obiadowe jak i piwo z browarów Elysium i Bohrisch (przeważnie z przywożonych tu wozami konnymi beczek, ale także butelkowe).</p>
<p style="text-align: justify;">Piękne miejsce i super pomysł na business. Szczególnie w lecie restauracja a zwłaszcza ogród pełne były ludzi. Jak widać na pierwszym zdjęciu z boku domu znajdowała się dodatkowo oszklona i zadaszona weranda, która stanowiła część restauracji i była używana chętniej w lecie. W zimie przy niższych temperaturach goście siadali raczej w części znajdującej się w głównym budynku, w którym zresztą mieszkał także Mackensy ze swoją żoną i synem. Widoczny na zdjęciu nieopodal mostku drewniany budynek gospodarczy, służył do przechowywania sprzętów wodnych i narzędzi, zaś widoczny na zdjęciu maszt w późniejszym okresie już nie stał.</p>
<p style="text-align: justify;">W piwnicy restauracji pracowały przy zmywaniu naczyń dwie dziewczyny z Jeseritz, którym oczywiście chętnie pomagali znani nam z wcześniejszych historii chłopcy.</p>
<p style="text-align: justify;">W kawiarni Mackensy&#8217;ego &#8220;świętowali&#8221; także często  żołnierze z  Henningsholm, docierając tu pieszo przez las od strony Bergstrasse (Relaksowa) &#8211; podobno wędrowali nawet pieszo do Altdamm (Dąbie). Mieszkańcy Jeseritz nie korzystali raczej z tej restauracji, przeważnie ze względu na niskie budżety domowe.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeszcze przed przybyciem Mackensy&#8217;ego, bracia Lutherbach chcieli sprzedać działkę ze starym i małym domkiem. Pewnego dnia pojawiło się w Jeseritz małżeństwo o nazwisku Wippich, które zadeklarowało chęć zakupu tejże nieruchomości. Zaprosili oni z tej okazji wszystkich mieszkańców Jeseritz na &#8220;darmowe piwo&#8221; do restauracji Zu den Linden  Otto Priegnitz&#8217;a. Zamówili orkiestrę dętą a przez Jeseritz przeszedł przy muzyce radosny pochód (&#8220;Umzug&#8221;). Do restauracji przychodzili nawet ci mieszkańcy, którzy nie uczestniczyli zazwyczaj w tego typu zabawach, któż przepuściłby taką okazję. Wyciągali oni z szaf odświętne ubrania, zarezerwowane jedynie na śluby czy pogrzeby. Gdy nadszedł czas opłacenia rachunku za tę huczną zabawę i wypite piwo, zarówno Pan Wippich jak i jego żona Laura&#8230;.&#8221;zapadli się pod ziemię&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszyscy śmiali się z tego do łez &#8211; oczywiście za wyjątkiem Otto Priegnitz&#8217;a, który może także  łzę uronił, ale wcale nie było mu do śmiechu.</p>
<p>E. Janusz Plikus</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/37-Jeseritz-Restaurant-Mackensy-Mostowa-zdjęcie-przesłała-pani-Rita-M.-geb.-Behnke.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9969" title="37 Jeseritz Restaurant Mackensy Mostowa - zdjęcie przesłała pani Rita M. geb. Behnke" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/37-Jeseritz-Restaurant-Mackensy-Mostowa-zdjęcie-przesłała-pani-Rita-M.-geb.-Behnke-300x206.jpg" alt="" width="300" height="206" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jeseritz Restaurant Mackensy Mostowa &#8211; zdjęcie przesłała pani Rita M. geb. Behnke</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/36-Jeseritz-Restaurant-Mackensy-1940-Mostowa-zdjęcie-przesłał-pan-Arno-Grundmann.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9968" title="36 Jeseritz Restaurant Mackensy 1940 Mostowa - zdjęcie przesłał pan Arno Grundmann" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/36-Jeseritz-Restaurant-Mackensy-1940-Mostowa-zdjęcie-przesłał-pan-Arno-Grundmann-300x202.jpg" alt="" width="300" height="202" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jeseritz Restaurant Mackensy 1940 Mostowa &#8211; zdjęcie przesłał pan Arno Grundmann</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/20-Jeseritz-die-Plőne-1940-rzeka-Płonia-zdjęcie-przesłał-pan-Arno-Grundmann.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9967" title="20 Jeseritz die Plőne 1940 rzeka Płonia - zdjęcie przesłał pan Arno Grundmann" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/20-Jeseritz-die-Plőne-1940-rzeka-Płonia-zdjęcie-przesłał-pan-Arno-Grundmann-300x182.jpg" alt="" width="300" height="182" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jeseritz die Plőne 1940 rzeka Płonia &#8211; zdjęcie przesłał pan Arno Grundmann</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/Waschtag-an-der-Plönebrücke-Jeseritz-z-kolekcji-Günther-Sydow.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9972" title="Waschtag an der Plönebrücke Jeseritz z kolekcji Günther Sydow" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/Waschtag-an-der-Plönebrücke-Jeseritz-z-kolekcji-Günther-Sydow-300x206.jpg" alt="" width="300" height="206" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Waschtag an der Plönebrücke Jeseritz z kolekcji Günther Sydow</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/vor-dem-Cafe-Zum-Plönestrand-Jeseritz-Mostowa-z-kolekcji-Günther-Sydow.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9971" title="vor dem Cafe Zum Plönestrand Jeseritz Mostowa z kolekcji Günther Sydow" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/vor-dem-Cafe-Zum-Plönestrand-Jeseritz-Mostowa-z-kolekcji-Günther-Sydow-300x186.jpg" alt="" width="300" height="186" /></a></p>
<p style="text-align: center;">vor dem Cafe Zum Plönestrand Jeseritz Mostowa z kolekcji Günther Sydow</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/4-Staw-Klasztorny-2009.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9966" title="4 Staw Klasztorny 2009" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/4-Staw-Klasztorny-2009-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Staw Klasztorny 2009</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/Jezierzyce-wąwóz-ul-Mostowa-2009.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9970" title="Jezierzyce wąwóz ul Mostowa 2009" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/Jezierzyce-wąwóz-ul-Mostowa-2009-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jezierzyce wąwóz ul Mostowa 2009</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/03/30/restaurant-und-kaffee-zum-plonestrand-restauracja-i-kawiarnia-przy-plazy-nad-rzeka-plonia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Opowieść prezydenta&#8221; &#8211; film o Piotrze Zarembie</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/03/25/opowiesc-prezydenta-film-o-piotrze-zarembie/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/03/25/opowiesc-prezydenta-film-o-piotrze-zarembie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Mar 2011 23:05:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Szczecinianie]]></category>
		<category><![CDATA[sedina.TV]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=10024</guid>
		<description><![CDATA[Dzięki uprzejmości p. Andrzeja Androchowicza prezentujemy film dokumentalny &#8220;Opowieść prezydenta&#8221;, w którym mozemy wysłuchać wspomnień pierwszego prezydenta Szczecina Piotra Zaremby.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzięki uprzejmości p. Andrzeja Androchowicza prezentujemy film dokumentalny &#8220;Opowieść prezydenta&#8221;, w którym mozemy wysłuchać wspomnień pierwszego prezydenta Szczecina Piotra Zaremby.</p>
<p style="text-align: center;"><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/eaQFxMwV7fU&#038;fs=1" /><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><embed src="http://www.youtube.com/v/eaQFxMwV7fU&#038;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/03/25/opowiesc-prezydenta-film-o-piotrze-zarembie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Brykietownia na Ostrowiu Grabowskim i okolice</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/03/23/brykietownia-na-ostrowiu-grabowskim-i-okolice/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/03/23/brykietownia-na-ostrowiu-grabowskim-i-okolice/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Mar 2011 23:05:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=9851</guid>
		<description><![CDATA[Mając tyle lat, że Sukiennice w Krakowie to względem mnie młodzież, pamiętam doskonale te budynki na wyspie (określanej jako Dolna Okrętowa, na Górnej była Szczecińska Stocznia Remontowa), zatopioną barkę z czymś co wyglądało na worki z cementem, dwa budynki mieszkalne (trzeci był zburzony i rozebrany), resztki zabudowań czegoś rozebranego poniżej Brykieciarni.
Nigdy tamtą stroną wyspy nie chodziliśmy, bo rosły tam krzaki i trudno było tam przejść. W jednym z budynków mieszkalnych na wyspie, mieszkał kolega &#8211; mistrz Polski w judo. Z innych miejsc na tym terenie dość dobrze znałem kanał Święta ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mając tyle lat, że Sukiennice w Krakowie to względem mnie młodzież, pamiętam doskonale te budynki na wyspie (określanej jako Dolna Okrętowa, na Górnej była Szczecińska Stocznia Remontowa), zatopioną barkę z czymś co wyglądało na worki z cementem, dwa budynki mieszkalne (trzeci był zburzony i rozebrany), resztki zabudowań czegoś rozebranego poniżej Brykieciarni.</p>
<p><span id="more-9851"></span>Nigdy tamtą stroną wyspy nie chodziliśmy, bo rosły tam krzaki i trudno było tam przejść. W jednym z budynków mieszkalnych na wyspie, mieszkał kolega &#8211; mistrz Polski w judo. Z innych miejsc na tym terenie dość dobrze znałem kanał Święta i przystań z której wyciągnięto dwa jachty (chyba kiler ? “Strybug” i mieczowy, kabinowy, prawdopodobnie “Mewa”) użytkowane później przez “Pogoń”.</p>
<p>Poza tym pamiętam wyspy w okolicy tego kanału, gdzie po wojnie wypasano stada krów. Na jednej z tych wysp zamieszkiwaliśmy w wakacje. Na brzegu od strony miasta, pamiętam część stoczni położonej między Bazą Taboru Pływającego ZPS a nabrzeżem DRAB, z trzema pochylniami (na których były jeszcze nie wykończone barki desantowe), nabrzeże DRAB – jeszcze nie pilnowane.</p>
<p>Ostatnio zebrałem się w końcu do zeskanowania filmów z okresu chyba 40 lat i trafiłem na stare zdjęcia z tego okresu. Niestety poza kilkoma zdjęciami Brykieciarni i paroma zdjęciami nabrzeża oraz jednym zdjęciem z kanaliku odchodzącego od Świętej i wysp które istnieją, w zasadzie niczego nie znalazłem. Fotografie osób i tyle. Pozostały mi tylko zdjęcia zrobione przez syna podczas nauki robienia zdjęć. Prawdopodobny czas wykonania zdjęć to 1979 rok.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_00.jpg"></a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_001.jpg"><img class="size-medium wp-image-9924  aligncenter" title="brykietownia_00" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_001-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Budynek Brykieciarni w okresie zimowym.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_01.jpg"><br />
</a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_011.jpg"><img class="size-medium wp-image-9925  aligncenter" title="brykietownia_01" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_011-300x198.jpg" alt="" width="300" height="198" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Ten sam budynek na wiosnę. Jest to chyba ostatni rok przed rozpoczęciem budowy nabrzeży stoczniowych.Widać barki z rusztowaniami do malowania burt statków, które tam przez jakiś czas stały.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_02.jpg"></a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_021.jpg"><img class="size-medium wp-image-9926  aligncenter" title="brykietownia_02" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_021-300x197.jpg" alt="" width="300" height="197" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Plac na którym budowane były barki desantowe. Po prawej stronie widoczna jest część jednej z trzech pochylni (środkowa). Widoczne obok słupa z kotwicą brzozy stoją obok kanalika, w którym zatopiony jest mały kuter. Powinien jeszcze być w nim silnik. Po lewej stronie widoczny jest magazynek Żeglugi Szczecińskiej. Ośrodka Ratownictwa WSM jeszcze nie ma – powstał później. Nie ma też ogrodzenia terenu Żeglugi przed kanalikiem. Istniał tylko do rozwidlenia kanału.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_03.jpg"></a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_031.jpg"><img class="size-medium wp-image-9927  aligncenter" title="brykietownia_03" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_031-300x196.jpg" alt="" width="300" height="196" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Resztki dwóch pochylni (trzecia “wymaszerowała”). Obok łabędzi, widoczna jest końcówka pochylni oderwanej jedną stroną od podstawy.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_04.jpg"><br />
</a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_041.jpg"><img class="size-medium wp-image-9928  aligncenter" title="brykietownia_04" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_041-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Za Odrą, dwa budynki mieszkalne. Łódź, służyła do przeprawy mieszkańców przez Odrę. W kanale widoczne są fragmenty zatopionej barki (widoczna sterówka) natomiast pawilony na brzegu, to schronienia dla prywatnych łodzi pracowników stoczni (prawdopodobnie było tam koło PTTK).</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_04.jpg"></a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_051.jpg"><img class="size-medium wp-image-9929  aligncenter" title="brykietownia_05" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_051-300x197.jpg" alt="" width="300" height="197" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Kolejne zdjęcie budynku Brykieciarni. W budynku widać wywalone okno w najwyższym poziomie. Jest to okno przez które wyciągano “trofejne” urządzenia. Demontowane one były w bardzo fajny sposób – palnikami acetylenowymi cięte były śruby, którymi były przykręcone. A śrubami tymi rzucaliśmy w siebie łażąc po budynku. Cud, że żaden z nas nie zginął..</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_06.jpg"></a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_061.jpg"><img class="size-medium wp-image-9930  aligncenter" title="brykietownia_06" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_061-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jw. W lewym dolnym rogu widoczny fragment pochylni.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_07.jpg"><br />
</a><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_071.jpg"><img class="size-medium wp-image-9931  aligncenter" title="brykietownia_07" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/brykietownia_071-300x196.jpg" alt="" width="300" height="196" /></a></p>
<p style="text-align: center;">A to już zakończona budowa Stoczni. Widoczny też budynek Ośrodka Ratownictwa WSM.</p>
<p>Andrzej Ryszkiewicz [Randrzej_46]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/03/23/brykietownia-na-ostrowiu-grabowskim-i-okolice/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ku pamięci (11)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/03/11/ku-pamieci-11/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/03/11/ku-pamieci-11/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Mar 2011 23:05:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=9829</guid>
		<description><![CDATA[Ulice w większości były brukowane dużą i małą kostką granitową. Asfalt pamiętam tylko na obecnej ul. Monte Casino. Kocie łby na peryferiach. Po ulicach jeździło prawie wszystko począwszy od ręcznych wózków pchanych lub ciąganych poprzez rowery przystosowane do przewozu towarów, motocykle z koszem, wozy konne, na samochodach i tramwajach skończywszy. W pamięci utkwiły ręczne wózki na dwóch dużych kołach z metalową obręczą. Przewoziło się na nich ziemniaki, węgiel czy też meble. To samo z rowerami, które podobne były do riksz. Motocykli było mało a tych z koszem jeszcze mniej. Wozy ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Ulice w większości były brukowane dużą i małą kostką granitową. Asfalt pamiętam tylko na obecnej ul. Monte Casino. Kocie łby na peryferiach. Po ulicach jeździło prawie wszystko począwszy od ręcznych wózków pchanych lub ciąganych poprzez rowery przystosowane do przewozu towarów, motocykle z koszem, wozy konne, na samochodach i tramwajach skończywszy.<span id="more-9829"></span> W pamięci utkwiły ręczne wózki na dwóch dużych kołach z metalową obręczą. Przewoziło się na nich ziemniaki, węgiel czy też meble. To samo z rowerami, które podobne były do riksz. Motocykli było mało a tych z koszem jeszcze mniej. Wozy konne, tych było najwięcej, zaprzęgnięte w jeden lub dwa konie przewoziły wszystko. Duże platformy woziły węgiel, piasek, cegły, te zakryte służyły do przewozu chleba, mięsa i innych produktów. Niektóre były bardzo nowoczesne, bo woźnica był osłonięty od deszczu szybą. Koła tych wozów były już gumowane. Niektóre a zwłaszcza te do przewozu węgla, jeździły po szczecińskich ulicach najdłużej. Na pewno pamiętają niektórzy, że na podwórkach były ustawione parterowe budowle o dachach spadzistych, w których znajdowały się stajnie. Później powstawały w nich garaże a obecnie ślad po tych budowlach zaginął.</p>
<p style="text-align: justify;">Samochody osobowe. Było ich mniej od wozów konnych, ale były. Jakie? Pełna gama różnych marek od przedwojennych DKW, BMW, Mercedesów po produkcję powojenną Citroena, Forda i Fiata. Warszawy to już era nowoczesności. Te samochody jeździły również jako taksówki. Po bokach miały namalowany długi pas biało czerwony oraz numer. Był to prywatny sektor przewozów państwowych składający się z Warszaw, który nosił na bokach biało-czerwoną szachownicę. Żywot państwowych taxi był krótki i nadal pozostały prywatne. Inne często spotykane samochody to: wojskowe gaziki z budą lub bez. Jeździło nimi wojsko i milicja. Czarne niskie Citroeny nazwane cytrynami &#8211; tych samochodów należało się wystrzegać. Wiadomo !!!</p>
<p style="text-align: justify;">Nie pamiętam jakie były pierwsze karetki pogotowia ratunkowego, ale wspominam dostawę do Szczecina karetek ,,Skoda”. Były to niskie samochody combi w kolorze srebrnym z syrenami alarmowymi.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli chodzi o samochody dostawcze, to w pamięci utkwiły mi tzw.,,hulajnogi” z jednym kołem z przodu. Miały podnoszoną szybę przednią i szoferkę na dwie osoby. Z tyłu skrzynię odkrytą lub zabudowaną. Taki to pojazd parkował na naszym podwórku i były o to kłótnie z innymi lokatorami. Ale kiedy parkował jeszcze samochód marki DKW tzw.„dekawka” jako taksówka, podwórko straciło urok.</p>
<p style="text-align: justify;">Samochody ciężarowe były w większej ilości wojskowe, ale i również cywilne i to prywatne. Te nosiły ślady minionej wojny, zwłaszcza jeden duży samochód napędzany na tzw.,,holgaz” czyli ustawiony na skrzyni ładunkowej duży owalny kocioł z paleniskiem do którego  kierowca z pomocnikiem dokładali węgiel. I to jechało. Ojciec opowiadał, że tego rodzaju rozwiązanie było powszechne w latach okupacji. Żywot tego samochodu skończył się na podwórku po zburzonej kamienicy przy ul. Podhalańskiej a ul. Mazurską.</p>
<p style="text-align: justify;">Inne samochody to rosyjskie ZIS-y o drewnianej szoferce. Jeden z nich należał również do Pałacu Młodzieży. Angielskie samochody nazwane przez nas ,,buldogami” z racji przedniej maski. W kolejnych latach pierwsze Lubliny z drewnianą szoferką i Stary.</p>
<p style="text-align: justify;">Wśród traktorów przypominam sobie Domaga z dwiema dużymi przyczepami i później Warszawy z kominkiem czyli ,,Ursusy”. Ich charakterystyczny terkot był rozpoznawalny z daleka.</p>
<p style="text-align: justify;">Do naszych ulubionych zabaw należało siadanie na krawędzi chodnika i odgadywanie co jedzie zanim zobaczyliśmy pojazd. Trafialiśmy bezbłędnie tak, że nasi rodzice się dziwili.</p>
<p style="text-align: justify;">Szczecińskie tramwaje. Pierwsze jakie pamiętam były pomalowane na kolor żółty, znacznie później czerwony. Nie potrafię opisać marek tych jakie jeździły w Szczecinie, ale były duże i małe. Przyczepki z otwartymi platformami wejściowymi na linii nr 4. Inne tramwaje to takie ze środkowym wejściem zwane przez nas „Pulmannami”. Charakterystyczny skład to Pulmann z przodu i niższa przyczepa o zaokrąglonym dachu. Pisk na zakrętach oraz torowiska. Kto dzisiaj pamięta, że torowiska biegły jezdniami na ul. Piłsudskiego, al. Piastów, ul. Sikorskiego. Przebiegały al. Wojska Polskiego od pl. Zwycięstwa do pl. Szarych Szeregów, ul. Jagiellońską do al. Piastów, ul. Malczewskiego od al. Wyzwolenia do ul.Matejki, Wyszaka?, ul. Obrońców Stalingradu. Torowiska znajdowały się na Starym Mieście, istniały też tory, które prowadziły do szczecińskich poczt przy al. Piastów, al. Niepodległości. Znacznie później dowiedziałem się, że tramwaje również rozwoziły pocztę. I słynne „winogrona tramwajowe”. Bileterzy oraz czasy, kiedy już ich nie było. Bilety kasowało się samodzielnie w tramwaju kasownikiem o różnych dziurkach. Były „Kraby” co wydawały bilety po wrzuceniu monety, ale i to zanikło. A teraz kupujesz w kioskach, kasujesz i patrzysz czy mieścisz się w czasie odpowiadającym wartości biletu.</p>
<p style="text-align: justify;">I autobusy, te pamiętam z późniejszych lat a pierwszymi były „Chaussony” i jakieś inne węgierskie. Nasze „Jelcze” to już czasy współczesne. Przegubowce i przyczepy autobusowe. Jelcze nazywano „ogórkami”, dla mnie ogórkiem były Chaussony.</p>
<p style="text-align: justify;">Dzisiejszy świat to nowoczesność. Kto pamięta czerwone skrzynki alarmowe straży pożarnej, pierwsze budki telefoniczne i łańcuch na sznurze do słuchawki. Pierwszą sygnalizację świetlną na skrzyżowaniu al. Wojska Polskiego z ul. Jagiellońską oraz sprzedaż znaczków pocztowych w kioskach. Gazety takie jak „Świat Młodych”, gdy czekało się pod kioskiem na dostawę. Popołudniowe wydanie „Kuriera” po którego czekało się w kolejce. I kto myślał o płatnej strefie parkowania? Raptem minęło 60 lat i taki postęp, ale tamte dziecięce lata będzie się pamiętać bardziej, bo wszystko nas cieszyło. Pomalowany tramwaj i drewniany samochodzik. Landrynki z lemoniadą oraz czytane książki pod pierzyną przy latarce. Choinki a na niej świeczki. Stojaki z chorągwiami i chleb ze smalcem.</p>
<p style="text-align: justify;">Dzisiejsza młodzież już żyje w innym świecie. Nam pozostał sentyment.</p>
<p><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dobrnąłem do końca. Czy są to pełne moje wspomnienia? Na pewno nie. W trakcie pisania pamięć wracała i gdybym zapragnął wszystko przelać na papier, powstałoby grube, nudnawe tomisko. Wiem, że czytając moje wspomnienia nasuną się pytania. Postaram się na nie odpowiedzieć. Wspomnienia oparłem wyłącznie na swojej pamięci. Obejmują wczesne lata dzieciństwa, aż do pełnoletności. Pozbawiłem je wszelkich przejawów politycznych. Zrobiłem to po głębokim zastanowieniu. Bo małe dziecko nie jest zainteresowane polityką..</p>
<p style="text-align: justify;">Wyrastałem w POLSKIM SZCZECINIE, w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Wszyscy wtedy chcieli zapomnieć o wojnie, chcieli być szczęśliwi, walczyli o każdy dzień mimo, iż nie było łatwo.</p>
<p style="text-align: justify;">irs6</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/kupamieci11.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-9884" title="kupamieci11" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/03/kupamieci11-300x197.jpg" alt="" width="300" height="197" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/03/11/ku-pamieci-11/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ku pamięci (10)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/02/26/ku-pamieci-10/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/02/26/ku-pamieci-10/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Feb 2011 23:05:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=9784</guid>
		<description><![CDATA[Jak się ubierano
Na starych zdjęciach widać ubiory zgodne z obowiązującą w tym okresie modą. Fryzury też z tamtej epoki. Panowie w większości nosili szerokie marynarki zapinane na guziki, obowiązkowo w dwóch rzędach. Na barkach marynarka taka była wypchana poduszkami (podkładkami) tak, że barki były proste, do tego koniecznie koszula, krawat już nie. Spodnie długie, szerokie w nogawkach i obowiązkowo na dole mankiety. Do tego płaszcze letnie &#8211; prochowce i zimowe z gabardyny, z paskiem zapinanym na dużą klamrę. Były również inne stroje jak kurtki &#8211; pamiętam, że były skórzane oraz ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Jak się ubierano</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Na starych zdjęciach widać ubiory zgodne z obowiązującą w tym okresie modą. Fryzury też z tamtej epoki. Panowie w większości nosili szerokie marynarki zapinane na guziki, obowiązkowo w dwóch rzędach. Na barkach marynarka taka była wypchana poduszkami (podkładkami) tak, że barki były proste, do tego koniecznie koszula, krawat już nie. Spodnie długie, szerokie w nogawkach i obowiązkowo na dole mankiety. Do tego płaszcze letnie &#8211; prochowce i zimowe z gabardyny, z paskiem zapinanym na dużą klamrę. Były również inne stroje jak kurtki &#8211; pamiętam, że były skórzane oraz wiatrówki &#8211; szyte z różnych materiałów. Obuwie było ciężkie, wykonane ręcznie na grubej podeszwie lub długie buty tzw. ,,oficerki”, do tego spodnie bryczesy. W późniejszym okresie modne było obuwie przypominające buty narciarskie z płaskim noskiem oraz czarne spodnie wpuszczane w obuwie. Na głowie noszono kapelusze na co dzień i od święta. Ale były również furażerki i czapki z daszkiem wykonane ze skóry. Bielizna spodnia to podkoszulek, obowiązkowo biały na ramkach, majtki w większości duże i długie. Były też kalesony letnie wykonane z lnu i zimowe koloru nijakiego, przylegające do ciała. Skarpetki noszone były z tzw. ,,podwiązką”, gdyż w innym przypadku opadały.<span id="more-9784"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Ubiory kobiece. Panie natomiast, jak pamiętam nie nosiły spodni, jak to robią obecnie nagminnie. Królowały sukienki i kostiumy. Letnie sukienki szyte były z kretonu a kostiumy z lepszych, grubszych materiałów. Długość spódnic i sukienek sięgała kolan. Królowały płaszcze również przepasane paskiem. Na nogach noszono pończochy grube i cienkie &#8211; nylony lub jego inne wytwory, z obowiązującym w tym czasie szwem, zapinane do pasów używanych do dzisiaj. Buty były różne: od sznurowanych półbutów do zimowych botków, także na wysokim obcasie lub koturnie. W koturnach modny był korek.</p>
<p style="text-align: justify;">A co pod spodem &#8211; ano halki.</p>
<p style="text-align: justify;">Na głowie natomiast różnego rodzaju kapelusze, od męsko podobnych po fantazyjne. Pończochy, oczko w głowie każdej pani, leciały nagminnie. Kto dzisiaj w epoce rajstop, pamięta szydełka do ich podciągania lub punkty tzw. ,,repasacyjne”, które to reperowały je, niektóre pary po kilka razy, aż ich żywot dobiegł końca. Zamki błyskawiczne to późniejsza epoka, były w bluzach, butach i torebkach damskich.</p>
<p style="text-align: justify;">Przełomem stał się ortalion, zwłaszcza płaszcze ortalionowe, ale to już lata 60-te. Buty na podeszwie kauczukowej.</p>
<p style="text-align: justify;">Na przełomie lat 50-tych szpanowali tzw. ,,bikiniarze”. Obowiązywała ich kraciasta, trochę przyciasna marynarka, spodnie wąskie w nogawkach i przykrótkie oraz kolorowe, dobrze widoczne skarpetki. Buty na „słoninie” tj. grubej podeszwie z jak największą ilością obszyć z dratwy. Do tego kolorowa koszula z wykładanym na poły marynarki kołnierzem. Lataliśmy za bikiniarzami i przedrzeźnialiśmy ich. W tym okresie królował również skaj podobny do linoleum oraz czapki pilotki.</p>
<p style="text-align: justify;">Moda modą, ale nie było z czego wykonać odzieży. Era sklepów państwowych z gotową odzieżą i obuwiem to okres późniejszy. Do tej pory prym wiedli szczecińscy rzemieślnicy. Jak zdobywali potrzebne materiały to ich tajemnica.. Zdobycie talonu na kupon materiału na płaszcz czy ubranie to był nie lada sukces.</p>
<p style="text-align: justify;">Ubrania dla dzieci. Tutaj bardzo dużą inwencją, prawie twórczą wykazywały się nasze mamy. Pruły, przeszywały, przerabiały i robiły na drutach tak aby w miarę dobrze wyglądać. Maszyna do szycia (a nie wszystkie ją miały) była skarbem. Swetry, rękawiczki o jednym palcu, szaliki, czapki i berety robione na drutach dobrze nam służyły. Te zrobione z króliczej wełny &#8211; angory &#8211; były szczytem marzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">W te same materiały co dorośli chodziły ubrane i dzieci. Ale chłopcy w tym i ja zamiast długich spodni nosiliśmy krótkie na szelkach, do tego grube pończochy. Aby trzymały się na nodze wykorzystano nawet gumy do weków. Buty: latem królowały sandałki ze skarpetami a częściej bez nich. Zimą natomiast trzewiki sznurowane. Pamiętam naukę sznurowania, gdzie śliniło się sznurowadła bo lepiej wchodziły w dziurki. Łatanie i cerowanie to także domena naszych mam. A było co robić. Na porządku dziennym było noszenie odzieży po starszym rodzeństwie.</p>
<p style="text-align: justify;">Niemowlęta. Tutaj len był powszechny, później bawełna. Z tego to okresu pamiętam niezliczoną ilość białych pieluch wiszących za oknami. Tata mawiał, że jest ich znacznie więcej niż zaraz po wyzwoleniu oraz „rośnie nam nowy Szczecin” w tych słowach wyczuwałem dużo sentymentu i dumy z miasta. Z nowości pamiętam białe tenisówki, które jak były brudne pocierało się szkolną kredą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co jadano</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Z tym było różnie. Ogólnie nikt nie narzekał, bo i nie miał podstaw. Na pewno były potrawy  bardziej lub mniej lubiane. Kaprysy czy dąsy były nam nieznane tak jak obecnym dzieciom które zostały rozkapryszone przez swych rodziców dla świętego spokoju.</p>
<p style="text-align: justify;">Wśród produktów, które królowały na pierwszym miejscu były ziemniaki, później kasze i makarony wyrabiane ręcznie, produkty mleczne i mięso. Tego za wiele nie było ze względu na kartki żywnościowe takie same jak w latach 70-tych oraz ryby. W tygodniu co najmniej dwa obiady składały się z ryb. Dlaczego?. Ponieważ można je było kupić i były tanie. Mamy nasze opanowały przygotowania posiłków po mistrzowsku. Z niczego potrafiły zrobić coś a jak już przygotowywały to obiady lub kolacje były iście królewskie. W domu nie miało prawa się nic zmarnować. Był wielki szacunek do chleba. Piekarnie dwie ulubione pamiętam tj. Piłsudskiego 19 oraz piekarnię Stefaniaka na Wojska Polskiego. Chleb był kilogramowy. Niejeden bochenek zanim trafił do domu został przez nas nadgryziony. Rarytasy z tych piekarni to bułki zwykłe, bułki maślane oraz szneki z glancem /czyli drożdżówki/. W tej pierwszej piekarni pamiętam, że przed świętami piekarz przyjmował do wypieczenia ciasta zrobione w domach.</p>
<p style="text-align: justify;">Potrawy jakie zapamiętałem to: ziemniaki jako placki smażone, kluski, kopytka, smalec ze skwarkami i cebulką, smażony ser topiony z kminkiem, pasta serowa z wędzoną rybą. Znikało to wszystko a pozostało wspomnienie. Jakość towarów była różna, ale towar znikał szybko ze sklepów. Konserwanty i czas do spożycia nieznane. A dzisiaj sprawdzamy czy jeszcze jest ważny termin i ile jest w produkcie chemii. Jadamy to co sprzedają i chorujemy na żołądek. Śmiem twierdzić, że obecna szumnie nazwana ,,Zdrowa żywność” jest gorsza od żywności z mego dzieciństwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Słodycze. Tutaj królowały landrynki z metalowej puszki. Lizaki oraz wafelki. Były też suchary i sucharki oraz inne drobne ciasteczka. Cukierki nadziewane i czekoladowe oraz czekolada to szczyty marzeń. Dostępne od święta i na święta. Na niedzielę obowiązkowo musiał być placek drożdżowy z owocami lub kruszonką.</p>
<p style="text-align: justify;">Owoce nasze polskie, przetwory z nich, kompoty, powidła, przeciery, soki. Przypominam sobie jak pan chyba Seredyński, starym samochodem nazwanym przez nas buldogiem /restaurowany obecnie w Tanowie/ opowiedział nam o alei śliwek koło Binowa i zabrał nas tam. Wracaliśmy zadowoleni ze zbiorów. Było ich tyle, że cała kamienica pachniała smażonymi powidłami. Kierowca głowił się, co zrobi z otrzymaną częścią. A to co zostało było sprzedane w prywatnym sklepie pana Przybylskiego, który mieścił się dwie kamienice dalej w piwnicy. Zarobione pieniądze przeznaczyliśmy na słodycze a część na zakup chleba, cukru, herbaty ,,Ulung” /taka była w tym okresie/ oraz wędliny i przekazaliśmy ubogiej rodzinie z kamienicy. Już nas nie nazywali banda łobuzów, ale małymi bohaterami.</p>
<p style="text-align: justify;">Inne rarytasy z tego okresu to lody ,,Pingwin” o kształcie małego walca na patyku. Lemoniada i Oranżada w butelkach zamykanych ceramicznym korkiem z gumką. Woda gazowana w szklanych syfonach. Owoce cytrusowe to pomarańcze i to nie zawsze na święta. Kawa &#8211; we wspomnieniach pozostał zapach mielenia jej i to jak z bratem na zmianę kręciliśmy ręcznym młynkiem. Dla nas wtedy była herbatka z sokiem lub napar z kwiatu lipy.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak wyglądała kuchnia. Kuchenka gazowa z piekarnikiem oraz węglowa westwalka. Do tego duży kuchenny kredens i zlew z zimną wodą. Zlewozmywak nieznany. Lodówka &#8211; ten przedmiot wart jest opisu. Był to mebel na nóżkach, drewniany z drzwiczkami i podnoszoną z góry klapą służącą jako blat, wewnątrz wykonany z blachy ocynkowanej. Taki sam był pojemnik górny. Sprawna była pod warunkiem, że do górnego pojemnika włożony został lód. Lód rozwoził na wózku jeden pan. Takie dwie bryły lodu starczyły na sobotę i niedzielę. Pamiętam składowisko lodu na terenie mleczarni przy ul. Jagiellońskiej, posypane grubą warstwą trocin, aby lód szybko nie topniał.</p>
<p style="text-align: justify;">Takie to otaczały mnie przedmioty. A teraz sama technika. Jednak tęskno do zapachów i smaków dzieciństwa..</p>
<p>c.d.n.</p>
<p style="text-align: right;">irs6</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/02/kupamieci10.jpg"><img class="size-medium wp-image-9796  aligncenter" title="kupamieci10" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/02/kupamieci10-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow: hidden;">﻿</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/02/26/ku-pamieci-10/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ku pamięci (9)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2011/02/04/ku-pamieci-9/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2011/02/04/ku-pamieci-9/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Feb 2011 23:05:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Busol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=9640</guid>
		<description><![CDATA[Słynne wyprawy do szczecińskich podziemi 
Były i wyprawy do szczecińskich podziemi. Pierwsza wyprawa to poniemiecki  schron przeciwlotniczy usytuowany w alejce obecnej al. Piłsudskiego między  pl. Grunwaldzkim a Odrodzenia. Interesowało nas co jest w środku. Okazało  się, że nic ciekawego &#8211; betonowe ściany i podpórki na ławki. Pamiętam, że  schrony te miały wywietrzniki wychodzące na zewnątrz. Bawiliśmy się w sposób  następujący: jeden z nas stawał przy wejściu, reszta była w środku. Kiedy  ktoś zbliżał się do schronu, po otrzymaniu sygnału wrzeszczeliśmy z całych  sił ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Słynne wyprawy do szczecińskich podziemi </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Były i wyprawy do szczecińskich podziemi. Pierwsza wyprawa to poniemiecki  schron przeciwlotniczy usytuowany w alejce obecnej al. Piłsudskiego między  pl. Grunwaldzkim a Odrodzenia. Interesowało nas co jest w środku. Okazało  się, że nic ciekawego &#8211; betonowe ściany i podpórki na ławki. Pamiętam, że  schrony te miały wywietrzniki wychodzące na zewnątrz. Bawiliśmy się w sposób  następujący: jeden z nas stawał przy wejściu, reszta była w środku. Kiedy  ktoś zbliżał się do schronu, po otrzymaniu sygnału wrzeszczeliśmy z całych  sił i przechodzień uciekał w popłochu. Tego typu schronów było bardzo dużo,  lecz wejścia do nich zostały później zamurowane.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-9640"></span>Z innych wypraw, przypominam sobie wyprawę do dzisiejszej katedry, gdzie  odkryto zamurowany dzwon. Oglądaliśmy go przez wyłom w ceglanym murze. Miał  napisy niezrozumiałe dla nas oraz jakieś inne rysunki. Dzwon był ogromny i  zastanawialiśmy się jak zostanie wciągnięty na wieżę. Okazało się jednak, że  tam go nie umieszczono. Obecnie zamontowany jest na drewnianych belach przy  katedrze.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy byliśmy starsi, w czasie wakacji zorganizowaliśmy wyprawę do podziemi  zamku. W miejscu, gdzie dzisiaj ustawione są armaty a na dół prowadzą wąskie  schody, odkryliśmy na dole wejście. Ta wyprawa była dobrze przygotowana:  mieliśmy latarkę, świeczki, torbę z opatrunkami oraz długi sznur od  wieszania bielizny. I pewnego dnia weszliśmy do środka. Stare ceglane mury,  pod nogami gruz. My szliśmy dalej i nagle zobaczyliśmy białe światło  padające z góry. Ciekawiło nas gdzie jesteśmy a tu raptem z góry  usłyszeliśmy głosy dzieci i rozchodzące się echo. Z naszej strony  odpowiedzieliśmy przeciągłym „aauu” i głowy na górze poznikały. Byliśmy z  siebie bardzo zadowoleni, aż do chwili, gdy na dół zaczęły lecieć kamienie.  Uciekliśmy wtedy w popłochu. Później sprawdziliśmy ten otwór, którym okazała  się studnia na dziedzińcu zamkowym.</p>
<p style="text-align: justify;">Poszukując kolejnych wrażeń natrafiliśmy też na właz do podziemi przy  baszcie Siedmiu Płaszczy. Tutaj także były cegły a tunel gwałtownie obniżał  się. Po przejściu około 70-80 metrów było już mokro, więc nie mieliśmy  odwagi iść dalej. Po wyjściu stwierdziliśmy, że byliśmy prawie przy samej  Odrze przy przęsłach mostu Kłodnego.</p>
<p style="text-align: justify;">Znaliśmy również wejścia do podziemnych pomieszczeń na Wałach Chrobrego  przy ul. Jana z Kolna, ale zostaliśmy odpędzeni przez dorosłe osoby.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz prawie każde dziecko wyjeżdża z rodzicami na wczasy. Z naszego okresu  pamiętam kolonie nad morzem i w górach. Te były modne. Resztę wakacji  spędzaliśmy na podwórku, ale nie tylko. Dalsze wyprawy na wieżę Bismarcka i  do Jeziorka Szmaragdowego z grotą włącznie odbyliśmy pod opieką starszej  młodzieży. Tak wyglądały nasze wakacyjne dni. Przypominam sobie oczyszczony  basen ppoż. przy al. Jedności Narodowej (obecnie al. Jana Pawła II) a ul.  Wielkopolską. Był płytki a kiedy napuszczono do niego wodę, stał się  pierwszym naszym szczecińskim basenem w którym to nauczyłem się pływać.</p>
<p style="text-align: justify;">I nasze młodzieńcze odkrycie: szczecińskie podziemia i schrony były budowane  nie tylko pod, ale i nad ziemią. Przykładem niech będą betonowe bryły  schronów upodobnione do kamienic, znajdujące się: Pomorzany przy pętli  tramwajowej, w rejonie dworca kolejowego Szczecin Główny i w pobliżu ul.  Energetyków. Nadal istnieją schrony na ul. Dębogórskiej i pętli tramwajowej  nieopodal Stoczni Remontowej. Innym ciekawym odkryciem są głębokie,  szerokie, okrągłe studnie, sięgające w głąb na ok. 20 m, które znajdują się  przy ul. Mieszka I za ul. Białowieską a ul. Łanową. Prawdopodobnie była to  fabryka prochu. Dzisiaj znajduje się tam Polmozbyt a raczej jego parking.?</p>
<p>c.d.n.</p>
<p style="text-align: right;">irs6</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/02/irs6_9.jpg"><img class="size-medium wp-image-9642  aligncenter" title="irs6_9" src="http://sedina.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/02/irs6_9-300x216.jpg" alt="" width="300" height="216" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2011/02/04/ku-pamieci-9/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ku pamięci (8)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2010/12/05/ku-pamieci-8/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2010/12/05/ku-pamieci-8/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Dec 2010 23:05:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=8848</guid>
		<description><![CDATA[Imprezy – Dni Morza, 1 Maja i inne. Pamiętam dożynki z 1953 r. Jasne Błonia z dużą trybuną, wystawa zwierząt oraz defilada na al. Wojska Polskiego. Trybuna była ustawiona na pl. Rokossowskiego (obecnie pl. Szarych Szeregów). Dojście do niej było zakazane, ale małe dzieci wpuszczali. Na trybunie widziałem Bieruta i tego, czyim imieniem był nazwany plac, w polskim mundurze. Rodzice to komentowali, ale mnie w tym wieku do polityki było daleko.
Teraz skok w czasie i I Festiwal Młodych Talentów. Odbywał się na terenie kortów tenisowych oraz w Teatrze Letnim. Takiej ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Imprezy – Dni Morza, 1 Maja i inne. Pamiętam dożynki z 1953 r. Jasne Błonia z dużą trybuną, wystawa zwierząt oraz defilada na al. Wojska Polskiego. Trybuna była ustawiona na pl. Rokossowskiego (obecnie pl. Szarych Szeregów). Dojście do niej było zakazane, ale małe dzieci wpuszczali. Na trybunie widziałem Bieruta i tego, czyim imieniem był nazwany plac, w polskim mundurze. Rodzice to komentowali, ale mnie w tym wieku do polityki było daleko.<span id="more-8848"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Teraz skok w czasie i I Festiwal Młodych Talentów. Odbywał się na terenie kortów tenisowych oraz w Teatrze Letnim. Takiej ilości młodzieży jeszcze nie widziałem. Wykonawcy szczecińscy, jak Majdaniec i mały w okularach Piekarczyk. Królowa festiwalu, Karin Stanek. Pamiętam, że po finałowym koncercie młodzież szła do centrum całą szerokością al. Wojska Polskiego. Przy zbiegu z ul. Jagiellońską nastąpiło spotkanie z niebiesko-czarnymi – zgranym zespołem, ale nie muzycznym, i entuzjazm prysł do pobliskich bram.</p>
<p style="text-align: justify;">Taniec. Na zabawie szkolnej w gronie kolegów powiedziałem, że zacznę tańczyć jak zagrają walca. Zagrali, ale jako drugi od końca zabawy. Przy drugim tańcu partnerka odmówiła, gdyż nie chciała mieć podeptanych nóg. Tak więc za punkt honoru i przy zakładzie z kolegami oświadczyłem, że na następnej zabawie żadna partnerka mi nie odmówi. Zdobyłem książkę Wieczystego pt. <em>Nauka tańca</em> i w tajemnicy rozpocząłem samodzielną naukę. Partnerką była szczotka na kiju i fartuch. Ta sucha zaprawa przyniosła sukces bo zakład wygrałem.</p>
<p style="text-align: justify;">Kto dzisiaj pamięta takie konkursy za szkoły średniej – <em>Polska i świat współczesny</em>? Był taki, a ja reprezentowałem szkołę w finale, który odbył się w Warszawie. Innym był lokalny konkurs dla młodzieży szkół średnich, akademickich oraz młodzieży pracującej: <em>Szczecin – wczoraj – dziś – jutro</em>. Miał on swoją edycję na początku lat sześćdziesiątych.Było tam ponad tysiąc pytań z historii miasta, jego dziejów i czasu teraźniejszego. Tutaj zaczęło procentować moje zamiłowanie do historii. Poznanie miasta. Godziny spędzone w bibliotece przy ul. Dworcowej w dziale pomorzoznawczym. Całego konkursu co prawda nie wygrałem, ale udało się zdobyć aparat fotograficzny „Smiena”. W drugiej edycji konkursu poszło lepiej i w nagrodę popłynąłem w próbny rejs statkiem wybudowanym w Stoczni Szczecińskiej. Takie to były czasy i nagrody.</p>
<p style="text-align: justify;">I coś na deser w tym rozdziale wspomnień. Gdzieś pod koniec wiosny, kiedy kończyłem już średniaka, wraz z kuzynem wybraliśmy się na wycieczkę statkiem białej floty po porcie. Na stateczku znajdowała się grupa młodzieży i osób starszych. Z uwagi na fakt, że były tam ładne dziewczyny, musieliśmy zwrócić na siebie uwagę. Kiedy przewodnik tłumaczył coś swojej grupie, my w humorystyczny sposób zaczęliśmy go naśladować. Kuzyn zadawał głośno pytania, takie jak: dlaczego z tych statków z boku leci woda? po co są te liczby na dziobie statków? i wiele innych. Moje odpowiedzi zaczynały się od słów: „No nie wiesz? Jest na wodzie i musi się lać; jest to termometr załadowania statku, a jak się skończy podziałka, to żaden holownik tego nie wyciągnie! Po pewnym czasie stwierdziliśmy, że na górnym pokładzie zrobiło się cicho, a my dalej prowadziliśmy głośny dialog. Obok nas zebrała się pokaźna grupa słuchaczy, która to zaczęła zadawać pytania. Miłe dziewczyny były również, ale rejs się skończył. Dostaliśmy podziękowania. Przy trapie przewodnik zapytał, który to z nas pierwszy raz w jego karierze przewodnika przejął w taki sposób jego grupę. Przeprosiłem go i usłyszałem takie słowa: „Młody człowieku, masz zadatki na dobrego przewodnika” i otrzymałem informację o odpowiednim kursie. Kiedy się zdecydowałem, kurs ten już się kończył, więc zdawałem egzamin jako eksternista samouk. Jakie było zaskoczenie komisji moją wiedzą, a kiedy udało mi się rozśmieszyć innych kursantów, przełamałem wszystkie lody i licencję na przewodnika miasta Szczecina zdobyłem. A czym rozśmieszyłem? Czy wiecie dlaczego kopuła Urzędu Wojewódzkiego na szczycie z marynarzem jest zielona? Każdy wie, że jest pokryta blachą miedzianą, która z czasem zmienia kolor, ale ja powiedziałem, że marynarz zzieleniał ze złości na rajców miejskich, gdyż do chwili obecnej w tym reprezentacyjnym miejscu miasta nie wybudowali szaletu publicznego. Czy oprowadzałem wycieczki? Tak. Czy dużo? Nie. Przeszkodą był mój młody wiek, a później brak czasu spowodowany pracą.</p>
<p style="text-align: right;">irs6</p>
<p>c.d.n.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2010/12/05/ku-pamieci-8/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ku pamięci (7)</title>
		<link>http://sedina.pl/index.php/2010/11/07/ku-pamieci-7/</link>
		<comments>http://sedina.pl/index.php/2010/11/07/ku-pamieci-7/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Nov 2010 23:05:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>sedina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sedina.pl/?p=8662</guid>
		<description><![CDATA[Pierwszym zetknięciem z nowymi zdobyczami techniki był moment, kiedy to zamiast radia włączyłem żelazko. W domu znajdował się patefon nakręcany korbką, taka stojąca szafka. To cudo pamiętam, ale jego losu już nie. Natomiast pamiętam, jak do domu trafiały książki. Były przynoszone w dużym koszu na bieliznę i oferowane mieszkańcom. Teraz wiem, że były to tanie serie wydawnicze drukowane na papierze gazetowym. Tak do domu trafiła trylogia Sienkiewicza i inne. Były również bajki, w tym bajki i baśnie Janiny Porazińskiej czytane nam przez mamę. 
Kiedy radio wysiadło, a nowe było trudno ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Pierwszym zetknięciem z nowymi zdobyczami techniki był moment, kiedy to zamiast radia włączyłem żelazko. W domu znajdował się patefon nakręcany korbką, taka stojąca szafka. To cudo pamiętam, ale jego losu już nie. Natomiast pamiętam, jak do domu trafiały książki. Były przynoszone w dużym koszu na bieliznę i oferowane mieszkańcom. Teraz wiem, że były to tanie serie wydawnicze drukowane na papierze gazetowym. Tak do domu trafiła trylogia Sienkiewicza i inne. Były również bajki, w tym bajki i baśnie Janiny Porazińskiej czytane nam przez mamę. <span id="more-8662"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy radio wysiadło, a nowe było trudno nabyć, w domu został zamontowany głośnik. Była to jedna stacja Polskiego Radia i Radia Szczecin. Znacznie później trafiło nowe radio z adapterem. Tutaj królowały pocztówki dźwiękowe, które nabywaliśmy jak nie w komisie (były drogie) to w prywatnym pawilonie „Carmen” przy al. Wojska Polskiego.</p>
<p style="text-align: justify;">Z telewizją pierwszy raz zetknąłem się w Pałacu Młodzieży. Programy odbierane były kilka godzin na dobę, także program berliński. Pamiętam dużą antenę telewizyjną, postawioną na dachu budynku, gdzie na dole mieścił się lokal „Żeglarska”. Mówiliśmy, że ta antena chyba odbiera programy zachodnie i szwedzkie. Prawda była inna, ale nasza młodzieńcza fantazja duża. Pierwszy w domu telewizor nosił szumną nazwę „Szafir”. Odbierał różnie, bo nawet do góry nogami. Psuł się niemiłosiernie i to w chwilach najmniej oczekiwanych. Został nazwany „Lux Feler”.</p>
<p style="text-align: justify;">Za to kino było niezawodne. Pierwsze seanse w kinie „Colosseum”, z rodzicami. Później ze szkołą i wyprawy do kina samodzielne. Nasza grupa za cel postawiła sobie odwiedzenie wszystkich szczecińskich kin, a było ich niemało. Kto dzisiaj pamięta takie kina, jak słynny „Kosmos” przy al. Wojska Polskiego oraz mniejsze: „Delfin” w budynku przychodni lekarskiej przy al. Piłsudskiego, kino „Bałtyk” przy ul. Mickiewicza, „Polonia” przy ul. Niemierzyńskiej, „Fala” przy ul. Odzieżowej oraz „Mars” w Klubie Garnizonowym przy ul. Wawrzyniaka. Inne małe, to „Żeglarz” na Gocławiu, „Muza” przy ul. Budziszyńskiej. Słynne z moich opowieści kino „Pałacowe”, ale również kina na Krzekowie (nazwa uleciała), przy ul. 1 Maja, w Żydowcach i „Przyjaźń” w Dąbiu oraz „Mewa” na Żelechowie. Tam wszędzie nas zaniosło. Tak poznaliśmy miasto. A z kin pozostał „Pionier”.</p>
<p style="text-align: right;">irs6</p>
<p style="text-align: justify;">c.d.n.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sedina.pl/index.php/2010/11/07/ku-pamieci-7/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

