Piękna Helena – polska królowa twista (4)
Helena Majdaniec występowała również w polskich i zagranicznych produkcjach filmowych. W 1968 roku szczecinianka postanowiła zamieszkać na stałe w Paryżu. Zerwany kontrakt z wytwórnią nie przeszkodził jej dalej koncertować w wielu krajach świata…
Pierwsze trzy odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:
(…) Przypominając polski etap kariery zawodowej Heleny, kilka słów należy poświęcić związkom Heleny Majdaniec z filmem. Zapowiadając występ piosenkarki w paryskiej Olympii, Coquatrix przedstawił ją jako najpiękniejszą z brunetek i sławną gwiazdę polskiego filmu. O ile z pierwszą częścią zapowiedzi można było bezapelacyjnie się zgodzić, o tyle druga część była stwierdzeniem mocno na wyrost. Ze względu na świetne warunki zewnętrzne, niewątpliwy talent i swobodę w kontaktach z publicznością, kino rzeczywiście zainteresowało się piękną Heleną dość wcześnie..
Występy w polskich filmach
Po raz pierwszy kinomani mogli Helenę zobaczyć w 1963 roku w filmie Janusza Nasfetera Zbrodniarz i panna. Znany ze znakomitych filmów dla dzieci i młodzieży, tym razem reżyser sięgnął po kryminał Joe Alexa. Ze względu na ciekawą intrygę, wartką akcję i występujących w nim aktorów, film cieszył się wśród widzów dużym powodzeniem, a przez krytykę uznany był za jeden z najlepszych filmów sensacyjnych lat sześćdziesiątych.
W obrazie tym Majdaniec wystąpiła obok Ewy Krzyżewskiej, Ewy Wiśniewskiej, Zbyszka Cybulskiego, Edmunda Fettinga, Piotra Pawłowskiego i Gustawa Lutkiewicza. Helena zagrała samą siebie, piosenkarkę występująca na scenie muszli koncertowej w Międzyzdrojach z zespołem Czerwono-Czarni. Na ekranie zaśpiewała jeden ze swoich wielkich szlagierów Happy End. Z pewnością nie będzie przesadą, jeśli uznamy, że spora część widzów, szczególnie tych młodszych, przychodziła na film także, a może przede wszystkim po to, aby ujrzeć fragment koncertu słynnych Czerwono-Czarnych z ich urodziwą wokalistką. Przypomnijmy, były to lata, kiedy odbiornik telewizyjny był jeszcze ciągle marzeniem milionów Polaków, a zdobycie biletu na koncert gwiazd rodzimego big-beatu graniczyło niemal z cudem.
Trzy lata później, w 1966 roku, Helena Majdaniec wystąpiła w dramacie psychologicznym, Ktokolwiek wie, w reżyserii Kazimierza Kutza. Na ekranie zaistniała tym razem jako dziewczyna z paczki „Sobiekróla” (Wiesław Dymny). Był to epizod, w którym Majdaniec mogła epatować widza jedynie swoją urodą. I w tym filmie pojawiła się u boku świetnych aktorów, Edwarda Lubaszenki, Zofii Merle, Marii Zbyszewskiej, Ireny Netto, Jerzego Turka i Zdzisława Maklakiewicza. Na tym skończyła się „kariera” filmowa artystki w Polsce.
Kinematografia zagraniczna w karierze Heleny
Helena Majdaniec pojawiła się także dwukrotnie na ekranie w produkcjach zagranicznych. W 1964 roku zagrała w muzycznej komedii produkcji NRD Tytułu jeszcze nie mam (Titel hab’ ich noch nicht) w reżyserii Ulricha Theina. W filmie tym wcieliła się w rolę polskiej piosenkarki. Zaśpiewała kilka piosenek, a film, jak sama mówiła w wywiadzie dla „Radaru”, „(…) miał dobre recenzje (…) i był wyświetlany w berlińskich kinach ze sporym powodzeniem”. Po raz ostatni można było ujrzeć Helenę w mini serialu Ci i inni (Les Uns et uns autres) z 1983 roku, który był rozszerzoną wersją zrealizowanego dwa lata wcześniej filmu Claude’a Leloucha pod tym samym tytułem.
Niemal pięćdziesięcioletnia historia Francji, Niemiec, ZSRR i USA, opowiedziana poprzez losy kilku rodzin, nie była zbyt udanym dziełem. Zarówno gwiazdorska obsada: James Caan, Daniel Olbrychski, Robert Hossein, Nicole Garcia, Geraldine Chaplin, Jean-Claude Brially, Fanny Ardant, a także znakomita muzyka Francisa Lai i Michela Legranda czy zdjęcia Jeana Boffety, nie przyniosły spodziewanego rezultatu. A jaki w tym wszystkim był udział Heleny Majdaniec? Żaden. Mignęła przez moment na ekranie, a jej nazwisko nie znalazło się nawet w napisach końcowych. Jak widać kontakt z X Muzą trudno uznać za udany epizod w artystycznej karierze piosenkarki.
Warto także wspomnieć o współpracy artystki z zachodnioniemiecką stacją telewizyjną WDR, dla której wystąpiła w programie Beat Club, oraz programami Telewizji NRD. Fragmenty unikatowych nagrań z grudnia 1966 roku, w których Helena śpiewa I don’t want him dla tej ostatniej stacji, są dostępne na Portalu Miłośników Dawnego Szczecina „sedina.pl”.
„Paryska stabilizacja”
Wiosną 1968 roku Helena Majdaniec w ramach stypendium PAA Pagart wyjechała do Paryża i… postanowiła tam zostać na stałe. Jakie były przyczyny takiego kroku? Z pewnością kilka. Popularność, jaką do tej pory cieszyła się w kraju, powoli mijała. Na polskiej estradzie pojawiały się nowe, często młodsze i lepsze wokalistki. Zmieniały się także gusty publiczności. Repertuar, w którym dobrze czuła się Majdaniec, odchodził do lamusa. Mimo tzw. żelaznej kurtyny, do Polski stosunkowo szybko docierały nowe trendy w muzyce młodzieżowej świata. Niebanalną rolę odegrały tu rozgłośnie Radia Luksemburg, krajowa Trójka, a także komisy, do których płyty z całego świata dostarczali marynarze. Ponadto Helena, czemu się trudno dziwić, chciała się także sprawdzić za granicą. Z jej głosem i repertuarem bliżej jej było do Paryża czy Rzymu, niż do Londynu, niekwestionowanej od początku lat sześćdziesiątych stolicy światowej muzyki. Tu, nad Tamizą, królowała już zresztą inna Helena, wspomniana kilkakrotnie wielka gwiazda muzyki pop, Helen Shapiro, doskonale znana w Polsce z koncertów w Szczecinie i w Warszawie, dziesiątek nagrań radiowych i płytowych, a także z filmu Zabawa na 102 (It’s Trad, Dad!).
Helena Majdaniec, czemu nie ma się co dziwić, Paryżem zauroczona była już podczas pierwszej wizyty w mieście z „Niebiesko-Czarnymi”. Nawiązując do mody na rosyjskość, która wówczas jeszcze panowała we Francji, Helena zaczęła występować w paryskich lokalach „Szeherezada” i „Rasputin”. Były to luksusowe kluby, w których oprócz znakomitego jedzenia i dekadenckiej atmosfery lansowano muzyczny repertuar słowiański, głównie rosyjski. Właścicielką „Rasputina” była Polka, pani Martini, którą ze względu na posiadanie kilku tego typu lokali nazywano „Królową Nocy”.
Później Helena związała się z „Carewiczem”, jednym z najbardziej snobistycznych lokali francuskiej stolicy. Tam też śpiewała sentymentalne ballady i rosyjskie romanse, zdobywając sobie we francuskiej stolicy dużą popularność, szczególnie w kręgach dawnych rosyjskich emigrantów. Do swojego repertuaru próbowała włączać także piosenki polskie z repertuaru innych wykonawczyń, m.in. Gorzko mi, Moja Warszawo, Jaki śmieszny jesteś pod oknem, Pole nasze pole. Tomasz Raczek wspominał: „(…) największym magnesem jest Helena Majdaniec występująca w roli gwiazdy wieczoru. Śpiewała rosyjskie romanse w taki sposób, że mężczyzn doprowadzała do ekstazy, rwali się na estradę, chcieli ją nosić na rękach. A gdy na zakończenie występu zaśpiewała polskie Jadą wozy kolorowe, publiczność szalała. Nie wiem czy Helena kiedykolwiek była w Polsce tak kochana jak w paryskim »Carewiczu«. Tu czuła się chyba najlepiej i tu jej niezwykły temperament, barwny charakter, talent estradowy i zniewalający kobiecy urok uzyskiwały najdoskonalszą oprawę”.
Zerwany kontrakt i „światowe koncerty”
Pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych jako Helena, a później Helena Madanec, szczecinianka nagrała dla wytwórni Philips trzy single La coeur en fête, Dizzy i La gospoda. Ten ostatni utwór był francuską wersją wspomnianej polskiej piosenki Jadą wozy kolorowe. Wkrótce kontrakt z Polką zerwano. Złośliwi twierdzili, że Helenie po pierwszych sukcesach uderzyła woda sodowa do głowy, że poczuła się gwiazdą. Innego zdania była Joanna Rawik, która uważała, że Helena Majdaniec „nie miała w sobie za grosz agresji i dlatego nie nadawała się zbytnio do kariery estradowej, która wymaga bezwzględności i rozpychania się łokciami. Kochała śpiewanie, ale nie zabiegała zbytnio ani o swoje sprawy, ani o poklask”.
Jak było naprawdę, nie wiadomo. Helena starała się o kontrakt ze znaną firmą płytową Eddiego Barclay’a, ale i tu podobno dotarły nieżyczliwe opinie kierownictwa Philipsa. Potem dorywczo współpracowała z radiem i telewizją francuską. Nie były to jednak występy na miarę talentu piosenkarki. Po prostu pozwalały egzystować. Dawna gwiazda polskiej estrady mieszkała w dość skromnych warunkach. przy 9 Rue Voltaire w Levallois-Perret, jednej z miejscowości wchodzących w skład wielkiej aglomeracji paryskiej.
Mieszkając we Francji, piosenkarka koncertowała w wielu krajach świata, m.in. w Kanadzie, Algierii, Kuwejcie(1976-1977), Maroku (1982), a także w Niemczech. Przez jakiś czas występowała w „Cabaret Russe” w Szwajcarii. Na zaproszenie Polonii odwiedziła także kilkakrotnie USA (1970, 1989, 1993). Poza Paryżem Helena śpiewała również w innych regionach Francji. W 1971 roku wzięła udział w festiwalu „Złota Róża” w Antibes na Lazurowym Wybrzeżu. Po raz kolejny polska artystka miała okazję wystąpić obok znakomitych nazwisk światowej estrady. Tym razem byli to Olivia Newton-Jones, Cliff Richard i Demis Roussos.
Ciąg dalszy (epilog) za tydzień…
Andrzej Androchowicz
Artykuł umieszczony dzięki uprzejmości Średzkiego Kwartalnika Kulturalnego. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc całość na mniejsze akapity.
Helena Majdaniec i Czerwono-Czarni w filmie Zbrodniarz i panna (1963)
















Skomentuj !
Musisz być zalogowany by skomentować.