Szczecin nie przejmie wieży Bismarcka
Kompromitująca porażka władz Szczecina. Jeden z najbardziej znanych zabytków będzie można odzyskać dopiero za 90 lat. Powodem fatalnie napisana umowa przez prawników miasta.

Prawomocna decyzja zapadła w środę przed sądem apelacyjnym w Szczecinie. Sędziowie uznali, że nie ma podstaw, aby kwestionować październikowy wyrok sądu okręgowego, który odrzucił pozew miasta o zwrot nieruchomości wydzierżawionej prywatnemu inwestorowi. Jakby tego było mało, koszty całego postępowania wyniosły ponad 20 tysięcy złotych. Teraz musi je zapłacić miasto. Na razie nie wiadomo, kto przygotował i podpisał kompromitującą umowę.
– Nasz klient jest bardzo zadowolony z wyroku. Sprawa ta była zupełnie niepotrzebna Szczecinowi jako z góry skazana na przegraną. Z zawodowego punktu widzenia nie widziałem sensu wytaczania powództwa przez gminę, bo jak widać po rezultatach wiązało się to wyłącznie z koniecznością poniesienia – pośrednio z kieszeni nas, podatników – wysokich kosztów przegranej sprawy – mówi mec. Wojciech Wojciechowski, pełnomocnik firmy, która kupiła wieżę od miasta.
Spółka KPW Bismark Kałuski od ośmiu lat jest właścicielem wieży Bismarcka i wieczystym użytkownikiem gruntu na którym stoi zabytek. Miała tu zrobić atrakcję turystyczną. Ale od lat nic w sprawie się nie dzieje. Dlatego władze Szczecina chciały rozwiązania umowy, która kończy się dopiero w 2100r. Sprawa trafiła do sądu. Okazało się jednak, że umowa z inwestorem jest tak napisana, że nie zabezpiecza interesów miasta. W umowie brakuje określenia terminów, do których inwestor miałby wykonać określone czynności. Np. zrobić parking, kawiarenkę itp. Tylko wtedy, gdyby je określono, a inwestor nie dotrzymałby ich, umowę można byłoby rozwiązać.
Teoretycznie miastu służy jeszcze skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Ale to długa i żmudna procedura. Nie wiadomo, czy się na nią zdecyduje. Nie wiadomo też, czy konsekwencje poniosą osoby przygotowujące umowę.
– Najpierw musimy poznać uzasadnienie wyroku – mówi Tomasz Klek z urzędu miejskiego w Szczecinie.
Według mec. Wojciechowskiego koszty kompromitującej umowy i procesu poniosą wszyscy mieszkańcy.
– Wprawdzie jestem pełnomocnikiem strony, która wygrała sprawę i oczywiście wypada się cieszyć, ale pośrednio ja, mój klient i wszyscy mieszkańcy Szczecina za tę sprawę zapłacimy ponieważ ktoś wpadł na pomysł wytoczenia powództwa w przegranej sprawie – dodaje.
Inny wariant zakłada, że obie strony dogadają się, na przykład zamieniając się gruntami.
Mariusz Parkitny, Głos Szczeciński, 22 I 2010 r.
Fot. Marcin Bielecki









Wiadomo, że miasto boleśnie się w ten sposób nauczyło precyzowania oczekiwań i warunków w podpisywanych przez siebie umowach.
Ale moim zdaniem jeszcze bardziej fatalne świadectwo całe zamieszanie wystawia temu cwaniaczącemu krety.owi (sorry, ale nazywajmy rzeczy po imieniu), który wziął we władanie wieżę i doprowadza do jej dalszej ruiny, a jednocześnie ma czelność żądać terenów zastępczych, wcale nie wywiązując się ze swoich zobowiązań (pewnie ma zamiar wziąć się za remont w życiu pozagrobowym, tuż przed upływem rzeczonych 100 lat).
Taaaaaaa, panie mecenasie mądry… wszystko dzieje się zgodnie z literą prawa, ale jednak zabytek niszczeje przez zachłannego oszusta, który pewnie nigdy nie miał zamiaru wyremontować wieży. Ciekawe, po co ją w ogóle wydzierżawił?…
Czyli wychodzi na to,ze nalezy sie spodziewac dalszej utraty pieknych zabytkow,poniewaz osoby,ktore formuluja umowy na szkode miasta nadal pracuja jakby na rzecz tego miasta???To sie nie miesci w glowie,jaki w tym sens?
Jak to jaki? Finansowy.
Ozdrawiam (innych a siebie leczę).
@Gozal, dobrze napisane…
Skomentuj !
Jesteś anonimowym użytkownikiem
Lista obecności