sedina.pl » Blog Archive » Rozmowa z Andrzejem Kotulą (6)
Główna » Szczecinianie

Rozmowa z Andrzejem Kotulą (6)

18 lipca 2009 198 odsłon Brak komentarzy

Jak zapamiętał pan moment wprowadzenia stanu wojennego?

Te chwile pamiętam bardzo dokładnie, niemal godzina po godzinie. Wieczorem 12 grudnia odprowadzałem do domu moją ówczesną dziewczynę, która mieszkała przy Ściegiennego. Dojechaliśmy tramwajem do placu Sprzymierzonych, wówczas Lenina, aby dojść jeszcze kawałeczek piechotą. Zobaczyłem wtedy wojsko, na oko jakieś dwa plutony, które maszerowało, nie wiedziałem jeszcze wtedy dokładnie gdzie, ale w kierunku gmachu telewizji i jednocześnie wydziału WSP, na którym trwał strajk okupacyjny.


Szybko odprowadziłem dziewczynę do domu i pobiegłem, czy raczej poślizgałem, bo ulice zasypane były śniegiem, ażeby sprawdzić dokładnie, gdzie to wojsko maszeruje. Równie dobrze mogło przecież pomaszerować wzdłuż alei Wojska Polskiego do koszar. Tak się jednak nie stało. Udało mi się zobaczyć ostatnie czwórki żołnierzy, wchodzących do wieżowca telewizji. A trzeba zaznaczyć, że byli to żołnierze pod bronią.

Co pan wtedy zrobił?

Muszę powiedzieć, że byłem trochę skonsternowany tym, co zobaczyłem. Natychmiast udałem się na nasz strajkujący wydział. Próbowałem zadzwonić stamtąd do mieszczącego się w Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego pogotowia strajkowego, które dyżurowało wtedy całodobowo oraz do Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego. Telefony jednak nie działały. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czy jest to zwykła awaria, czy odcięto tylko nasz strajk.
Kiedy nie udało się nigdzie dodzwonić, naradziliśmy się wspólnie z kilkoma osobami, co robić dalej? Postanowiliśmy, że jeśli nie udało się tego zrobić telefonicznie, musimy o tym co widziałem poinformować „Solidarność” osobiście. Namówiliśmy wtedy naszego kolegę Stasia Obiedzińskiego, członka SZSP, z którym jednak mieliśmy dobry kontakt i który brał udział w strajku, żeby pojechał z nami swoim wartburgiem do Zarządu Regionu przy Małopolskiej.
Prawdopodobnie ze względu na złe warunki jazdy, Staś wybrał nietypową drogę, ponieważ nie zajechaliśmy na miejsce od góry, od strony dzisiejszego placu Solidarności, ale od strony pomnika Mickiewicza, od ulicy Jarowita, jeśli dobrze pamiętam. Konsekwencją wyboru takiej drogi było to, że nie zobaczyliśmy z daleka, co się dzieje przy Zarządzie Regionu. Kiedy wyjechaliśmy zza zakrętu oniemieliśmy. Było tam granatowo od kogutów, cała ulica była zastawiona budami. Po prostu dziki tłum ZOMO. I w tym tłumie my jedni cywile, którzy wyłonili się nagle z ciemności. Nastąpiła wtedy chwila wahania, co zrobić?
Jako że byłem etatowym pracownikiem Zarządu Regionu, postanowiłem wyjść z samochodu, podejść bliżej i sprawdzić, co się właściwie dzieje. Zdjąłem jednocześnie wszystkie znaczki „Solidarności” i NZS-u, które miałem poprzyczepiane, żeby nie ujawniać swojej przynależności. Jeżeli by mnie aresztowali nic bym się przecież nie dowiedział.
Po wyjściu z auta udałem się z trudem, po śniegu, w stronę drzwi wejściowych do budynku. Zauważyłem, że zostały one wyłamane, wtargnięto zatem do środka siłą. Pamiętam, że podszedłem wtedy do jakiegoś wyjątkowo wysokiego zomowca, do którego musiałem zwracać się, patrząc w górę. I z głupia frant, zaglądam przez tę wnękę w drzwiach i mówię do niego: – To pewnie nic dzisiaj już tu nie załatwię. – Trzeba pamiętać, że było to już po północy. A on na mnie popatrzył z góry i mówi: – Nie, bo dzisiaj jest niedziela. – Ja na to z kolei, że wpadnę w takim razie w godzinach urzędowania. Zapamiętam ten dialog do końca życia.
Po tej krótkiej wymianie zdań odwróciłem się i podreptałem powolutku do samochodu, czując wzrok tych zomowców i esbeków na plecach. Spodziewałem się, że zaraz może nastąpić jakiś gwizdek i mogę zostać zatrzymany. Ku mojemu zdziwieniu dotarłem jednak do auta i spokojnie, tym razem w górę, w stronę placu Hołdu Pruskiego, przeciskając się pomiędzy tymi zomowcami, odjechaliśmy z tego miejsca. Naprawdę zdumiewający fakt. Wydaje mi się, że oni byli zaskoczeni naszym widokiem tak samo, jak my ich.

Co zrobiliście później?

Zastanawialiśmy się nad tym jeszcze w samochodzie, wracając na Wydział Matematyczno-Fizyczny. Wszystko zaczęło się nam układać w pewną całość. Wojsko wchodzące do telewizji, odcięte telefony, sytuacja w Zarządzie Regionu. Wiedzieliśmy już, że jest to jakieś rozwiązanie siłowe, pytaniem było tylko, czy na skalę lokalną, czy ogólnopolską?
Kiedy już byliśmy na Wielkopolskiej postanowiliśmy, że nie ma innego sposobu, jak ostrzegać ludzi o tym co się dzieje, jeżdżąc po domach. Sporządziliśmy więc listę osób, które powinny zostać poinformowane, podzieliliśmy się na kilka grup, z których każdej przydzielono szereg nazwisk i udaliśmy się na miasto.
Ja byłem w grupie, która była m.in. u Jurka Zimowskiego. Kiedy dotarliśmy do miejsca jego zamieszkania, na ówczesną Mariana Buczka, dziś Piłsudskiego, stwierdziliśmy, że we wszystkich oknach palą się światła. A było już około drugiej w nocy. Nie weszliśmy nawet na górę.
Po pewnym czasie wszyscy zaczęliśmy wracać na Wielkopolską. Konkluzje poszczególnych grup były takie same. Było już za późno, większość ludzi została już zabrana. Udało się ostrzec tylko jedną osobę i był to chyba Artur Frey, który mieszkał na Niebuszewie. Nasi ludzie przekazali także informację do Stoczni Warskiego, w której z racji zablokowanych połączeń nikt nic jeszcze nie wiedział. Dostaliśmy jednocześnie wiadomość zwrotną, że w zakładzie panują bojowe nastroje.

Co po wprowadzeniu stanu wojennego stało się natomiast z waszym strajkiem?

Strajk został rozwiązany, bo nie chcieliśmy brać odpowiedzialności za losy studentów w momencie, kiedy mogłoby przykładowo dojść do pacyfikacji uczelni przez wojsko i milicję. Przeforsowałem taką decyzję twierdząc, że każdy indywidualnie i na zimno powinien decydować o swoim dalszym działaniu i stosunku do stanu wojennego. Uważałem, że nie możemy kierować działaniami zbiorowymi w takiej sytuacji, bo tłum, kiedy falują emocje, jest irracjonalny.
Sam opuściłem uczelnię wcześniej, po uzgodnieniu wszystkiego z kolegami, kiedy zorientowałem się, że mam być aresztowany, bo bezpieka była już u mnie w domu. Moich kolegów poinformowała o tym moja mama, która po tym wydarzeniu, akurat w trakcie mojej nieobecności, przybiegła na Wielkopolską, aby mnie ostrzec. Początkowo wylądowałem w małym mieszkanku na Pogodnie, u Krzyśka Jury i jego dziewczyny. Był tam zresztą także Paweł Bartnik, gdyż razem uznaliśmy, że jesteśmy w równym stopniu zagrożeni, więc musimy się ewakuować. Przez następne miesiące ukrywałem się w różnych miejscach.
Od innych natomiast wiem, że kiedy zakończono strajk, ktoś poszedł do kurii, która mieściła się niedaleko, poprosić o asystę duchownych, kiedy studenci będą opuszczali uczelnię. Żeby ludzie ze strajku nie zostali na ulicy sam na sam z bezpieką, ZOMO i wojskiem. Prośbę tę potraktowano poważnie i księża faktycznie odprowadzali ludzi do domów.

13 grudnia 1981 r. przerwał także w brutalny sposób działalność całego Zrzeszenia.

NZS został zdelegalizowany jako jedna z pierwszych organizacji. Były próby organizowania przez studentów jakiejś konspiracyjnej działalności. Uczestniczyłem nawet w kilku poświęconych temu spotkaniach w pewnym domu na Pogodnie. Ludzie chcieli tworzyć jakieś struktury konspiracyjne na wzór akowski, grupować się w trójki, przyjmować pseudonimy, itd. Nie zaangażowałem się jednak w te działania. Miałem poczucie absurdu, że jest to zabawa w ruch oporu, podczas kiedy potrzebny jest prawdziwy opór. Próbę stworzenia konspiracji pod szyldem Zrzeszenia uznałem za niepoważną i niedojrzałą. Rozdział pod tytułem „NZS” był już dla mnie zamknięty.
Zarazem jednak dla wielu z nas był to początek kolejnych rozdziałów, choć już nie pod nazwą NZS-u. Również, nierzadko – życiowa oraz polityczna „jazda po bandzie”. Zgodnie z zasadą, przyjętą przez nas o świcie 13 grudnia 1981 r., dokonywaliśmy już indywidualnych wyborów. Najwcześniej z nas zaczęła bodaj Tereska Hulboj, za co – po wpadce konspiracyjnej drukarni, którą kierowała – w 1982 r. trafiła na kilka lat do więzienia. Przebywała m.in. w ciężkim kobiecym ośrodku w Fordonie. Kilka lat później, za odmowę złożenia przysięgi wojskowej, również na kilka lat, wylądował w pudle Marek Adamkiewicz. Zapoczątkowało to w Polsce potężny Ruch „Wolność i Pokój”, którego Marek – już po wyjściu z więzienia – stał się kultową postacią i jednym z liderów. Mieszkanie Marzeny i Jurka Kowalskich, z ich aktywnym udziałem, przez długie lata było ważnym ośrodkiem opozycyjnej „konspiry” oraz zapleczem redakcyjnym różnych pism i struktur… Piotrek Zalewski razem z Tereską Hulboj w pierwszych dniach stanu wojennego wykonali akcję absolutnie bezprecedensową: wynieśli z naszego drugiego lokalu NZS WSP przy ul. Wielkopolskiej i ukryli zgromadzony tam wcześniej zapas papieru oraz sprzęt do sitodruku. Była tego chyba z tona, bo pamiętam, że jak go transportowaliśmy wcześniej półciężarówką z papierni w Skolwinie, to kierowca obawiał się, że mu się samochód rozleci, koła mu się rozjeżdżały! Trzeba znać realia początku stanu wojennego, żeby pojąć ogromną skalę ryzyka tej akcji i odwagi Piotrka i Tereski oraz pracowników WSP, którzy im w tym pomogli. Ten bezcenny wówczas papier służył podziemiu, w którym szybko i sam Piotrek się znalazł, dopóki nie wylądował w obozie internowania… Zatrzymania, rewizje, przesłuchania, inwigilacja, wyrzucanie ze studiów i z pracy na długie lata dla wielu stały się codziennością.
W moim życiu były i podziemne wydawnictwa, pisma, drukarnie, kolportaż i dziennikarstwo, organizacja kolejnych wykładów i spotkań (w mieszkaniach lub kościołach, m.in. we współpracy ze Szczecińskim Klubem Katolików), i Ruch „Wolność i Pokój”, a już w pierwszym półroczu 1989 r. – współpraca z MKO NSZZ „Solidarność” oraz Rozgłośnią Polską Radia Wolna Europa…
W większości poznaliśmy się w NZS-ie. Tam wielu z nas dojrzewało politycznie. Pozostaliśmy przyjaciółmi i współpracownikami w podziemnej i jawnej opozycji. Wielu z nas spotkało się także, wspomagając strajk sierpniowy w 1988 r. i wybory 4 czerwca 1989 r. To są również owoce naszego NZS-u! Ale jest to już zupełnie inna historia…



Skomentuj !

Add your comment below, or trackback from your own site. You can also subscribe to these comments via RSS.

Trzymaj się tematu. Nie spamuj..

Możesz uzyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

60 queries in 3,226 seconds.