Opublikowane przez woti w Ciekawostki.

Szczecin odzyskał Łasztownię. To dobry moment, aby przypomnieć, że dawnymi laty był to nie tylko port i ośrodek przemysłu stoczniowego, nie tylko miejskie rzeźnie, ale także mieszkanie i baza szczecińskich rybaków „słodkowodnych”, którzy chyba dopiero po wojnie zostali „zesłani” do Dąbia lub jeszcze dalej, ku przystaniom w Lubczynie i Stepnicy położonych. Wydaje się, że pamięć o tym zaginęła, podobnie jak wiedza o tym, jak ubierali się „miejscowi” – może nie tyle mieszczanie, ile ludzie dziedziczący najstarszy tu zawód – rybołówstwo. a także chłopi przybywający do miasta na jarmarki. Czy jedyną pamiątką po ich ubiorach ma być dla nas roboczy strój znany z pomnika Sediny?

Autor nie zapomniał, że mamy wakacje i pragnie, aby czytelnicy nieco ulgowo potraktowali to, co dalej przeczytają i zobaczą. Zastrzeżenie to konieczne jest dlatego, że temat nie jest ściśle związany z dawnym Szczecinem, a więc sedinowi puryści mogą zgłosić zastrzeżenia. Czy jednak na pewno nie jest to szczeciński temat? – o tym przekonajcie się sami.

* * *

Pewnego letniego dnia wybraliśmy się na pogranicze Szczecina, na tereny niegdyś administrowane przez rejencję szczecińską. Oczywiście, zaraz za Głębokim wjechaliśmy do Powiatu Police, a że drogi w okolicach Dobrej są nam dość znane – tym razem pokonaliśmy je „szybko pędzącym polonezem” i bez wysiłku dostaliśmy się w pobliże granicy państwowej. Samochód porzuciliśmy przed kościołem w Buku (warto poświęcić kilka chwil zarówno samemu kościołowi, jak też pobliskiemu cmentarzowi).





Po przebyciu dwóch kilometrów asfaltu i łączacego Polskę z Niemcami wąskiego chodnika granicznego, dostępnego jedynie pieszym i rowerzystom – wjechaliśmy na teren powiatu „Rendowy” (a może „Rendowej”?). Jego nazwa zapewne została ukuta od rzeki, która przewija się w wielu opowieściach związanych z historycznym Szczecinem. Aby jednak nie drażnić tych, którzy tłumaczeń nie cierpią – podam poprawną nazwę tego powiatu: Uecker-Randow.

Powiat ten zajmuje wschodnią część Meklemburgii – Pomorza Przedniego, pomiędzy Zalewem Szczecińskim na północy a Brandenburgią na południu. Od wschodu graniczy z nim polskie Województwo Zachodniopomorskie. Powstał 12 czerwca 1994 roku, kiedy to w ramach reformy administracyjnej połączono powiaty Pasewalk, Ueckermünde oraz część powiatu Strasburg. Jego stolicą został Pasewalk (w Polsce znane było jako Pozdawilk; ma aż trzy gryfy w herbie!), jedno z najstarszych miast w regionie.

Być może niektórzy wspominają czasy, kiedy do Pasewalku jeździło się na „enerdowskie zakupy”, a może te o chwilę wcześniejsze, gdy tuż za granicami naszego miasta „urywały się drogi” – czerwone tabliczki zabraniały wjazdu na teren przygraniczny bez stosownej przepustki. Obecnie jednak do Niemiec jeździmy tylko z dowodem osobistym, a na przejściu w Buku nikt nawet nie sprawdzał, czy posiadamy jakikolwiek dokument!

Dalej jechało się przyjemnie, dobrze oznakowaną trasą rowerową, przez uroczo zadbane Blankensee, Pampow, Glashutte, Hintersee i Ludwigshof aż do Rieth, gdzie w centrum wsi zainteresowały nas szeroko rozwarte drzwi budyneczku z „pruskiego”, czerwonego muru.





Napis na desce zawieszonej na ścianie zapowiada atrakcje muzealne izby regionalnej w Rieth, wejście zaś strzeżone jest kawałkiem starej siatki rybackiej zawieszonej na belce – i niczym więcej. Można było nie tylko oglądać, ale i do woli fotografować zgromadzone we wnętrzu (i otoczeniu) eksponaty. Skorzystałem z jednej i drugiej opcji:





Czy zgodzicie się ze mną, że eksponaty te potrafią wzruszyć? Tyle w nich historii ludzi wybrzeża, wspomnień związanych z najbardziej prozaicznym, codziennym życiem. Rozpoznawałem w nich sprzęty, jakimi posługiwali się ludzie związani z ziemią, domem, rodziną, pracą. Najbardziej jednak zachwyciły mnie (bo miałem z tym zawodowo do czynienia) przedmioty związane z życiem „przy wodzie” – od zgromadzonych na belkach pod sufitem prastarych łyżew i pierzchni (służą do wykuwania dziur w lodzie), poprzez odkryte tuż przy wejściu, po lewej – skórzane wodery (długie, rybackie buty, daleko poza kolana, wiązane do paska spodni). A potem „nadziałem się” na wielki kasar (zwany też kaszorem; zdrobniale: kasarek vel kaszorek) i sanie do wożenia sprzętu na lodzie, wraz z nosiłkami tak dawnymi, że najstarsi rybacy chyba tylko je pamiętają (te ostatnie narzędzia złożono na zewnątrz, pod gontowym daszkiem).





Obejrzawszy eksponaty i nawzdychawszy się nad bogactwem zgromadzonych tu rybackich narzędzi, jakie na pewno używali niegdyś rybacy z Łasztowni – zwróciłem jeszcze uwagę na prostą, białą koszulę z czerwonym haftem:





Nie jestem etnografem, ale wiem, że nie jest to koszula „miejska”, lecz element „tutejszego stroju ludowego”. Być może takie właśnie koszule nosiły żony rybaków i inne kobiety ze wsi położonych wokół Szczecina? Może tak ubrane chodziły do miasta na targ? Może w podobnych można było „od święta” zobaczyć niemieckie kobiety „z gminu” na Łasztowni? Bo jeśli tak – to mamy do czynienia z fragmentem „szczecińskiego” stroju ludowego! Rozrzewniłem się nieco, gdy przyszło mi do głowy, że w podobnym stroju podążała do kościoła Św. Gertrudy rybaczka, która była dla Manzela inspiracją dla pomnika Sediny… Może tak ubrane niewiasty widział na własne oczy? – wszak urodził się całkiem niedaleko!

* * *

Poszukałem nieco w internecie, jednak niewiele znalazłem na temat strojów ludowych Pomorza, a to, co znalazłem, okazuje się raczej przygnębiające (przynajmniej dla miłośników strojów ludowych) i dotyczy głównie stroju ludowego z okolic Pyrzyc:

1) Gitta Böth w publikacji „Badania nad strojem pyrzyckim przed I wojną światową” (cytuję za: http://www.bkge.de) napisała m.in.:

„Na początku XX wieku nie istniał zróżnicowany, regionalnie przynależny sposób ubierania się, który byłby obowiązujący zarówno dla młodych i starych, dla mężczyzn i dla kobiet. Popularny termin „strój pyrzycki” określa wyłącznie pewien rodzaj stroju kobiet w podeszłym wieku.

[…] Wyniki ankiety przeprowadzonej w latach 1870/1880 na drodze pocztowej przez badacza dialektów Georga Wenkera […]. Wenker zbierał w ramach swojego projektu badawczego, do udziału w którym zaprosił nauczycieli z 45.000 szkół Rzeszy Niemieckiej, materiał dialektyczny i postawił m.in. pytanie: „Czy mieszkańcy miejscowości, w której znajduje się szkoła, noszą jeszcze wyraziście nacechowany strój ludowy?”

Odpowiedzi wykazały, że zgodnie z informacjami udzielonymi przez nauczycieli, w 12 miejscowościach regionu pyrzyckiego strój ludowy mężczyzn był jeszcze wyraźnie nacechowany, w 10 innych udzielono odpowiedzi negatywnej. Natomiast strój ludowy kobiet występował jeszcze w 19 miejscowościach tego regionu. Zgodnie z oceną autorki, te w rzeczowym tonie utrzymane odpowiedzi na ankietę dają lepszą perspektywę badawczą niż liczne romantyzujące publikacje czasów następnych.”

2) Iwona Karwowska w pracy „Strój pyrzycki w zbiorach muzealnych i malarskich Muzeum Narodowego w Szczecinie” pisze (cytuję także za: http://www.bkge.de):

„Od zakończenia II wojny światowej historia pyrzyckiego stroju regionalnego przebiega w dwóch liniach. Z jednej strony przedwojenni mieszkańcy obszaru pyrzyckiego i ich potomkowie w Niemczech noszą go jak nostalgiczną manifestację emocjonalnego przywiązania do miejsca pochodzenia. Z drugiej strony niektóre polskie grupy folklorystyczne występują w stroju, którego styl wzorowany jest na stroju pyrzyckim. Członkowie tych grup, którzy dzisiaj zamieszkują tereny Pomorza, pochodzą z wielu różnych części Polski, a noszenie przez nich regionalnego stroju pyrzyckiego jest dla autorki znakiem wskazującym na powstającą nową jakość dotychczas jeszcze nie zakończonego na Pomorzu procesu „zadamawiania się”.”

Poczytałem i obejrzałem to, co mogłem znaleźć o stroju pyrzyckim – charakteryzował go bardzo bogaty haft, szczególnie na gorsie damskiej koszuli. To nie dziwne, bo przecież Ziemia Pyrzycka jest krainą bogatą.

Regiony nadmorskie i te nad Zalewem Szczecińskim chyba tak bogate były, więc i haft ich mógł być uboższy, co koszula przedstawiona na moim zdjęciu zdaje się potwierdzać. Kto wie, czy nie był on bliższy temu, co prezentuje dziewczyna na poniższej fotografii (zdjęcie dziewczyny z Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Goleniowskiej INA; za: www.folklor.radziu.4me.pl/goldk/ina1.htm) – zwróćcie uwagę na podobieństwo wykończenia gorsu i rękawów:





Powie ktoś, że mocno ten temat naciągam? Chcę jednak zwrócić uwagę na nie wszystkim znany fakt, że powszechnie dziś uznawana za narodowy strój szkocki „spódniczka” została wymyślona jako dopiero w XIX wieku, kiedy Szkoci po długim zniewoleniu mogli zacząć wspominać swoją bogatą przeszłość i odrębność od kultury angielskiej. Wcale nie jest więc niemożliwe, że teraz, kiedy Łasztownia „wróciła do miasta” – że może jednak i tu zobaczymy dziewczyny noszące się w stroju pomorskim? Biała bluzka z czerwoną oblamówką wydaje się bardzo twarzowa.

Nim jednak zobaczymy w Szczecinie pierwszą dziewczynę w „sedinowym stroju” – polecam przepiękną wycieczkę rowerową do Rieth. Od granicy to tylko niespełna trzydzieści kilka kilometrów.





Wojciech Banaszak