Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

Kim był Witold Chromiński? Jedni pamiętają go jako dyrektora Stoczni im. Adolfa Warskiego, inżyniera kierującego budową statków, inni jako fotografika – autora zdjęć w książkach, albumach, prasie, wielu jako podróżnika, który zwiedził niemal cały glob. Nie wszyscy wiedzą, że był również pisarzem.

Urodził się w Krakowie 12 grudnia 1913 r. Był synem profesora Akademii Górniczej. Lata dziecięce i szkolne spędził w Krakowie, studiował natomiast w Politechnice w Gdańsku, wówczas Wolnym Mieście. Dyplom magistra inżyniera na Wydziale Budowy Okrętów uzyskał w 1936 r. Jeszcze jako student odbywał praktyki w stoczniach zagranicznych: we Francji budował słynną „Normandie”, a w Anglii praktykował u Lloyda w Newcastle. Po studiach pracował w Towarzystwie Żeglugowym Gdynia-Ameryka. Od najwcześniejszych lat interesował się fotografią i marzył o dalekich podróżach. Jako dwunastoletni chłopiec zdobył nagrodę w ogólnopolskim konkursie fotograficznym, a jako student publikował swe zdjęcia w takich przedwojennych ilustrowanych czasopismach, jak: „As”, „Morze” i „Na szerokim świecie”. Były to głównie reportaże z podróży morskiej do Ameryki Północnej i Południowej, którą odbył w charakterze pomocnika palacza.

I tak od bardzo wczesnych lat swego życia łączył dwie pasje – fotografię i dalekie podróże. Wojna pozbawiła go możliwości podróżowania (przez pewien czas pracował jako sztygar w kopalni); opanował jednak w tym okresie praktyczne umiejętności w fotografii, ponieważ przez dwa lata zatrudniony był w zakładzie fotograficznym.

Po wojnie osiedlił się na Dolnym Śląsku i pracował w przemyśle cukrowniczym jako dyrektor techniczny. Należał wówczas do Polskiego Towarzystwa Fotograficznego we Wrocławiu.

Do Szczecina przyjechał w 1950 r. by zostać dyrektorem technicznym stoczni. Niedługo jednak pozostał na tym stanowisku. Fotografia pochłaniała cały jego wolny od pracy czas. Inżynier-stoczniowiec coraz bardziej przekształcał się w fotografa-artystę. W tym okresie z zapałem dokumentował zniszczenia nie tylko stoczni i portu, ale i samego miasta, związał się ze szczecińskimi teatrami i środowiskiem szczecińskich plastyków. Od samego początku, jako kawaler, mieszkał ze swym wujem, malarzem Tadeuszem Haberko, na parterze willi przy al. Wojska Polskiego 189. W tym mieszkaniu spotkać było można zawsze interesujących ludzi ze środowiska artystycznego Szczecina. Chromiński sam malował, filmował, był znawcą historii sztuki, a zwłaszcza malarstwa. Przy całym swym naukowo-technicznym podejściu do fotografii był wybitnym humanistą, znał się na literaturze, nie tylko polskiej.

Doceniał muzykę, taniec, lubił poezję. Częstym gościem był tam Józef Berent, tak charakterystyczna postać w Szczecinie lat pięćdziesiątych, archiwista teatrów szczecińskich, wszechobecny na imprezach kulturalnych, aktor i bajarz, który grał na pianinie, recytował poezje – Chromiński go fotografował, a Haberko malował.

W 1952 r. Witold Chromiński został przyjęty do Związku Polskich Artystów Fotografików i do 1964 r. był jedynym w Szczecinie członkiem ZPAF. Był współzałożycielem, a później honorowym członkiem Szczecińskiego Towarzystwa Fotograficznego.

Coraz trudniej było mu pogodzić pracę w stoczni z pasją podróżowania i fotografowania. Zrezygnował wiać z pracy w stoczni i przez następne lata, aż do śmierci, wykonywał wolny zawód fotografika, który umożliwiał mu dalekie egzotyczne podróże. Poza Europą, którą zwiedził, odbywał rejsy statkami PLO lub PŻM do Ghany, Afryki Wschodniej i Zachodniej, Indii, Japonii, Australii. Przez trzy miesiące wędrował z Arkadym Fiedlerem po Kanadzie. Po każdej podróży urządzał wystawy, publikował w prasie zdjęcia i opowiadania. W czasie pobytu za granicą tropił polonica, nawiązywał kontakty z ciekawymi ludźmi, zwłaszcza podróżnikami i przyrodnikami, robił z nimi wywiady, publikował je. I tak na przykład zaprzyjaźnił się z prof. Bernardem Grzimkiem, latał z nim nad jeziorem Wiktoria, utrzymywał kontakt z innym przyrodnikiem, specjalistę od słoni prof. Władysławem Kotowiczem, docierał do placówek misjonarskich, a nawet do polskich poszukiwaczy złota w Kanadzie.
Wystawy fotograficzne urządzał nie tylko w salach wystawowych Szczecina, Warszawy, Poznania i innych miast, ale przede wszystkim na statkach, a często w czasie postojów – w portach zagranicznych. Jego prace wystawiane były w Sydney, w Japonii w portach Nagoya i Kashima. W czasie długich rejsów uczył marynarzy pracy laboratoryjnej, omawiał z nimi problemy związane z fotografią, wyświetlał im przezrocza i przede wszystkim gawędził, a czynił to naprawdę interesująco.

Z każdej podróży przywoził notatki pisane w formie dziennika. Później te wrażenia i obserwacje porządkował, opracowywał i przygotowywał do wydania drukiem. Niestety zdążył wydać tylko jedną książkę „W dolinie Kilombero”. Z tych dalekich wypraw przywoził zarówno portrety ludzi jak i pejzaże z mało znanych regionów świata.

Dokumentował również życie załogi na statku, a przede wszystkim morze jako żywioł. Do najbardziej znanych prac Chromińskiego należy „Sztorm na Biskaju”. Zdjęcia jego były publikowane w tak wielu pismach, że trudno byłoby je wyliczyć. Nie zdążył jednak opracować albumu z najdłuższych rejsów na statkach polskiej marynarki handlowej, choć bardzo tego pragnął. Na przeszkodzie stanęła choroba oczu i chroniczny brak czasu pochłanianego przez podróże. W czasie krótkich pobytów w Szczecinie musiał przecież zarobić na życie. Nie zdążył też zrealizować planów podróży na Antarktydę.

Jego bogate archiwum zawierało nie tylko dokumentację zniszczeń i odbudowy Szczecina, portrety artystów i aktorów, ale przede wszystkim wspaniałe zdjęcia o charakterze marynistycznym. Część jego prac zakupiło Muzeum Narodowe we Wrocławiu, reszta znajduje się w posiadaniu rodziny w Krakowie.

Chromiński przeszedł do historii fotografii jako wynalazca techniki tonorozdzielczej w fotografii czarno-białej. Opisał ją w miesięczniku „Fotografia” w 1954 r., a cytowana jest w wielu podręcznikach i encyklopediach fotograficznych.

Był zawsze związany z Gdańskiem, miastem swej młodości – dlatego też wybrał gdański okręg ZPAF jako swój macierzysty. Po 25 latach przynależności do niego i ścisłej współpracy ze środowiskiem Trójmiasta, został mianowany kierownikiem Delegatury Szczecińskiej ZPAF, która powstała w styczniu 1977 r. Jeszcze wcześniej nawiązał kontakty z fotografikami szwedzkimi, eksponował w Szwecji swe prace, a do Szczecina zapraszał członków grup twórczych „Camus” i ,,Gavle”, organizując im wystawy.

Nagła śmierć zaskoczyła go w domu 28 września 1977 r. Nie zdążył wydać drukiem kilku opracowanych przez siebie książek, będących plonem tak bogatego życia.

Spoczął na cmentarzu szczecińskim, który uwieczniał na fotografii, w mieście, w którym czuł się dobrze, które pokochał, bo otwierało mu okno na świat i umożliwiało jego poznanie, w którym znalazł tak wielu przyjaciół. Szkoda tylko, że miasto nie potrafiło zatrzymać tego bogatego archiwum zawierającego jego mistrzowskie fotografie mówiące o Szczecinie, jego trudnych początkach, rozwoju i odbudowie, o jego mieszkańcach, a przede wszystkim o morzu i portach, do których docierały statki naszej floty.

Krystyna Łyczywek, Witold Chromiński, [w:] Ku Słońcu 125. Księga z miasta umarłych, pod red. M. Czarnieckiego, Szczecin 1987.