Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

Urodziła się 16 lutego 1902 r. (choć później podawała datę 1906 r.) prawdopodobnie w Warszawie. Również prawdopodobnie pochodziła z niezamożnej, robotniczej rodziny. Nie wiemy czy ojciec Niny umarł, kiedy miała trzy lata (jak chcą jedne źródła), a matka wyszła powtórnie za mąż, czy osierociła ją całkowicie pierwsza wojna i wtedy dziewczynką zaopiekowali się państwo Rydzewscy, czy też, jak wspomina S. R. Dobrowolski miała oboje rodziców, kiedy ją poznał (lata dwudzieste).

Ona sama utrzymywała w pewnym okresie, iż jest dzieckiem z rodziny gruzińskiej, a rodzice zginęli w czasie Rewolucji Październikowej. Na ten ślad wskazywałoby jej drugie imię Zaira i może nieco typ urody (np. duże, ciemne oczy, dla których została przez przyjaciół nazwana „Sową z Mokotowa”). Wyszła za mąż za gruzińskiego kupca o egzotycznie brzmiącym nazwisku Asłan Bek Barasbi Baytugan i jakiś czas podpisywała się: Nina Rydzewska-Baytugan.
Rydzewska ukończyła gimnazjum Z. Kudasiewicza w Warszawie i zapewne Szkołę Handlową. Według niektórych źródeł sytuacja rodzinna zmusiła ją do nauki i pracy. Była m. in. urzędniczką w biurze Kapituły Orderu Virtuti Militari.
Jej debiut literacki przypadł na 1927 r., kiedy to zaczęła zamieszczać w prasie literackiej swoje wiersze. Już w roku następnym stała się obiektem głośnego przez jakiś czas skandalu obyczajowo-politycznego. Za wiersz „Madonna Nędzarzy”, który ukazał się w sanacyjnym tygodniku „Głos Prawdy” posypały się na jej głowę oskarżenia o bluźnierstwo i inwektywy. Sodalicja Mariańska Panów żądała postawienia jej przed sądem. Sprawa stała się pretekstem do zaatakowania sanacji przez narodowych demokratów, szczególnie, że zbliżały się wybory do Sejmu.
Przysporzyło to także popularności grupie poetyckiej „Kwadryga”, do której Rydzewska zgłosiła wcześniej akces. Twórczość poetki była na ogół wysoko ceniona przez krytykę. Wyróżniano ją nawet na tle samej „Kwadrygi”. Podziwiano język i odważną tematykę. Członkowie grupy własnym sumptem wydawali tomiki poezji w serii biblioteczki „Kwadrygi”. Kiedy ukazało się „Miasto” (1929 r.) Rydzewskiej, tak oto pisał o nim recenzent „Epoki”. Jej język i wiersze zupełnie pozbawione są banalności i czułostkowości i bezkrwistości. Posiadają rozmach i siłę i są bardzo smutne. Nina Rydzewska nie widzi i nie spotyka nigdzie radości i wesela. Jej świat to świat zmagań się i walki o prawdę i wznioślejszą treść życia. To walka z niesprawiedliwością i z krzywdą ludzką. W pani Ninie Rydzewskiej witamy największy talent kobiecy (…) najmłodszych poetów. Zarazem czytelnicy „Głosu Literackiego” opowiedzieli się za „Miastem” jako książką roku. Trzeba dodać, że wiersze Rydzewskiej zostały dostrzeżone i za granicą – tłumaczono je na języki: niemiecki, francuski, węgierski, fiński i łotewski.
Początek lat trzydziestych zaznaczył się w jej życiu morskimi podróżami do Szwecji, Finlandii, Estonii, Łotwy. Wiemy też, że w 1934 r. wstąpiła do Związku Literatów Polskich, a kilka lat później, co było związane z wydaniem jej pierwszej powieści, została członkiem sekcji marynistycznej przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy w Warszawie.
W okresie przedwojennym pisarka wydała powieść „Akwamaryna”, opowiadającą o życiu rybaków kaszubskich. Ukazywała ich losy, ciężką pracę, codzienne zmagania o przeżycie. Książka napisana została bardzo realistycznie, z dbałością o szczegóły, co miało charakteryzować prozę Rydzewskiej w następnych latach. „Akwamarynę” nagrodzono na konkursie marynistycznym im. Szareckiego a niebawem wydano we Francji.
Lata wojny, okupacji niemieckiej i okres Powstania Warszawskiego pisarka przeżyła w Warszawie, pracując jako urzędniczka. Jak się później okazało nie były to lata bezpłodne, pisała wiersze, które jednak nie ukazały się drukiem, lecz pozostały w maszynopisie. Czasem sięgała do nich podczas spotkań autorskich bądź w audycjach radiowych już po wojnie.
Kiedy znalazła się w transporcie ludności cywilnej skierowanym po upadku powstania do Rzeszy – uciekła i trafiła do Konina. Tam też doczekała końca wojny, pisząc pod wrażeniem niedawnych przeżyć kolejną powieść – owoc doświadczenia wyniesionego z powstańczej Warszawy. „Godzina W” opowiadała o życiu ludności cywilnej nie biorącej udziału w walkach. Oddawała atmosferę trosk ludzi oczekujących w piwnicy na rozstrzygnięcie działań powstańczych. Rydzewska zanotowała rozmowy nietypowe, dziwne, czasem śmieszne. „Godzina W” została wydana w 1946 r. w Polsce, a w 1950 r. w NRD („Die Stunde W”).
Pierwsze dwa lata powojenne spędziła w Łodzi. Później przeniosła się do Jeleniej Góry i Wałbrzycha. Uczestniczyła aktywnie w życiu literackim i społecznym tego regionu. W Związku Literatów Polskich pełniła funkcje sekretarza, a następnie skarbnika, brała udział w pogadankach i odczytach, pracowała społecznie w Miejskiej Radzie Narodowej.
Trzeba wspomnieć pewien szczegół z jej życia osobistego, związany z panującą wówczas atmosferą polityczną. Otóż w 1947 r. została kandydatką Polskiej Partii Robotniczej i była nią do 1949 r., lecz ostatecznie została skreślona z listy z powodu utrzymywania kontaktu korespondencyjnego z mężem przebywającym w Anglii. Wprawdzie przeprowadziła rozwód, lecz nie podjęła ponownych starań o przyjęcie do partii.
W latach 1950-1953 ukazała się trzytomowa epopeja Rydzewskiej pod wspólnym tytułem „Ludzie z węgla”. Pisarka wyzyskała w niej materiał zebrany podczas wielomiesięcznej pracy w kopalni im. Thoreza, w której celowo zatrudniła się w charakterze pracownicy fizycznej. Na przykładzie jednej rodziny powieść ukazywała trudne i powikłane losy polskich emigrantów pracujących w kopalniach Francji, a po wojnie wyjeżdżających do Polski Ludowej. Książka nosząca wszelkie znamiona „powieści produkcyjnej” i spełniająca większość postulatów tzw. realizmu socjalistycznego była przyjęta przez krytykę dość życzliwie, chociaż nie szczędzono też zarzutów. Jedni recenzenci domagali się aktualności politycznej, poświęcenia więcej miejsca na ukazanie np. roli Francuskiej Partii Komunistycznej w życiu klasy robotniczej Francji, protestowali przeciwko manierze naturalistycznej, inni dostrzegali niedostatki fabuły – nieautentyczność zachowań głównych bohaterów, pewien schematyzm i uproszczenia. Jak wynika ze wspomnień bliskiego jej kolegi, Jana Koprowskiego, autorka w trakcie rozmów z wydawcą musiała wbrew sobie poczynić wiele poprawek i przeróbek. Bolała nad artystycznym spłaszczeniem utworu. jednocześnie bardzo zależało jej na wydaniu, gdyż pisarstwo było jednym z głównych źródeł jej utrzymania. Jedno w „Ludziach z węgla” było niezaprzeczalnie wartościowe: autentyczny język, gwara górnicza, czasem może nawet nadużywana w powieści.
W 1952 r. Nina Rydzewska podjęła starania o przeniesienie do Szczecina i zajęcie części willi opuszczonej właśnie przez Jerzego Andrzejewskiego. Mieszkanie, które otrzymała dzieliła z kolegą po piórze i jego rodziną, i w początkach 1953 r. przybyła do Szczecina. W nowym miejscu zamieszkania dostała stałą pracę w szczecińskiej Rozgłośni Polskiego Radia. Kierowała działem literackim i miała swój stały felieton. Nadal pracowała społecznie, a w ZLP powierzono jej w latach 1954-1957 funkcję prezesa szczecińskiego oddziału.
Niestety, była już w tym czasie chora na serce. Szczególnie ciężko odbiło się na jej zdrowiu dokwaterowanie do mieszkania rodziny z dzieckiem, a następnie wyeksmitowanie z przyznanej przed rokiem willi. Mimo że walczyła długo i zwracała się do władz z prośbą o zmianę decyzji, została stamtąd usunięta. Uskarżała się na brak warunków do pracy.
Tuż przed śmiercią przesłała do wydawnictwa tekst nowej książki, w której powracała do tematyki kaszubskiej. Był to pierwszy tom uzupełniający „Akwamarynę”, którą jednocześnie poprawiła i poszerzyła. Powieść ukazała się już po jej śmierci i nosiła tytuł .Rybacy bez sieci”. W 1957 r. uhonorowano ją nagrodą literacką miasta Szczecina.
Umarła na udar serca 3 lutego 1958 r.
Społeczeństwo miasta, w którym spędziła ostatnie swoje lata, uczciło jej pamięć nadaniem imienia Niny Rydzewskiej jednej z uliczek Szczecina.
Do wymienionych powieści i wierszy należy dodać liczne opowiadania, reportaże, audycje poetyckie, słuchowiska, felietony literackie, emitowane na antenie radiowej oraz ukazujące się w prasie lokalnej. Była także autorką widowisk teatralnych: „Pomorski wał” i „Dwunasty”. Współautorem tego ostatniego był Edmund Bączyk. Wspólnie pracowali też nad dwutomową powieścią jego pomysłu „Pasaremos”. W papierach pozostawionych przez pisarkę znajduje się maszynopis tomu wierszy „List w zaświaty” oraz powieści z 1955 r. zatytułowanej „Dom pod sową”. Z korespondencji z wydawnictwem „Czytelnik” wynika, że chciała wydać książkę noszącą tytuł „Pierwsza miłość”.
W pamięci kolegów po piórze zachowała się jako kobieta skromna, uczynna, pogodna, nie znająca uczucia zazdrości zawodowej. Jednocześnie samotna, zatopiona w swej pracy pisarskiej i bardzo w niej systematyczna. Jej wrażliwość na otaczające ją stosunki wyraziła w słowach wypowiedzianych u schyłku życia, a zanotowanych przez Józefa Bursewicza: Serce człowieka jest bardzo wrażliwe. Z bólem przyjmuje niesprawiedliwość, chamstwo, nieszlachetne postępki… Mnie to dosłownie wykańcza.

Jolanta Frydrykiewicz, Nina Rydzewska 1902 – 1958. Sowa, [w:] Ku Słońcu 125. Księga z miasta umarłych, pod red. M. Czarnieckiego, Szczecin 1987.