sedina.pl » Blog Archive » Sedina i Bolesław. Czyli nie tylko o podobieństwach i różnicach między UFO i met
Główna » Publicystyka

Sedina i Bolesław. Czyli nie tylko o podobieństwach i różnicach między UFO i met

9 listopada 2004 110 odsłon Brak komentarzy

Wbrew pozorom, coś, co kiedyś w ogóle nie istniało, może łatwo zaistnieć, chociaż w innej formie. Chyba nie tak trudno wyobrazić sobie np. pomnik UFO. Sedina, której kiedyś nie było, zaistniała w formie mglistej idei kronikarskiej i bardzo pięknego pomnika. Może się wydawać, że niewykonalne jest udowodnienie, że UFO kiedyś nie istniało, zanim nie zaczęto o nim mówić i pisać. A jednak, dojście do tego, że coś kiedyś nie istniało, mimo wszystko jest możliwe. Wystarczy zacząć od porównywania z tym wszystkim, co uznane jest za istniejące. To na pewno wyjątkowo trudne zadanie, ale nieuzasadnione będzie kategoryczne stwierdzenie, że nie ma możliwości zakończenia takich badań z jakimkolwiek sukcesem.

Oczywiście, nie jestem zwolennikiem nadmiernej „pomnikologizacji” naszego miasta (i całej Polski również), z drugiej strony niektóre postacie powinny być w ten sposób upamiętnione i moim zdaniem Krzywousty należy do tej grupy (podobnie Zaremba i Borkowicz). Pomniki pełnią bowiem bardzo ważną rolę w życiu społeczności lokalnych – nie tylko jako urozmaicenie architektury miejskiego krajobrazu, ale także jako dzieła sztuki, które niosą sobą jakiś ważny przekaz dla wielu pokoleń. Z tego powodu jestem zwolennikiem powstawania pomników znaczących postaci albo ciekawych symboli związanych z miejscami, w których mają się znajdować.
Może Wojciech Banaszak ma rację, że idealnym miejscem dla pomnika Bolesława III Krzywoustego byłby Wolin albo Kamień Pomorski. Skoro jednak Szczecin w czasie akcji chrystianizacyjnych biskupa Ottona z Bambergu uznawany był za „matkę miast pomorskich”, a Krzywousty ma tak wielkie znaczenie dla tego okresu historii Pomorza Zachodniego, umieszczenie pomnika w jego stolicy z pewnością by nie było niczym niestosownym (nawet jeśli książe nigdy w Szczecinie się nie pojawił, co trudne do ustalenia). Oczywiście, że Krzywousty to postać kontrowersyjna, ale za to niezwykle barwna. Wsławił się nie tylko ponownym zdobyciem dla Piastów Pomorza Zaodrzańskiego czy pierwszym w dziejach masowym chrzestem Pomorzan. To był okrutny (wszak w walce o pełnię władzy oślepił i zabił brata Zbigniewa, potem też w ciągu swojego życia wyciął w pień sporo ludzi), ale dobry wojownik, jako jeden z nielicznych polskich władców miał szansę zdobyć nawet Rugię, a wojska cesarskie, mimo kilku prób, nie były w stanie go pokonać. Zręczny polityk (choć potrafił przekupić niejednego, nie zawsze musiał wydawać pieniądze). Człowiek podkreślający swoją niezależność na każdym kroku, choć niepokorny książę nigdy nie uzyskał korony królewskiej, cesarz Henryk V traktował go z należnym mu respektem, również Lotar III nie potrafił zmusić go do uznania zależności lennej. Do złożenia hołdu cesarzowi doprowadziła jednak nie tyle sama walka o utrzymanie niezależności arcybiskupstwa gnieźnieńskiego w stosunku do magdeburskiego, co interwencja czesko-halicka, do której doszło po tym, jak ambitny książę próbował walczyć o tron węgierski. Mimo kilku niepowodzeń był to władca bardzo konsekwentny, realizował do końca prawie wszystko co zaplanował. Nawet wprowadzenie pryncypatu wcale nie było takim złym posunięciem dla polskiego państwa, jak się powszechnie uważa (niestety, zasada pryncypatu szybko została złamana). Poza tym nie on sam wymyślił zasadę dzielenia w testamencie władzy pomiędzy synów z linii dynastycznej (w średniowieczu zdarzało się to dość często, zastosował to m.in. Karol Wielki). Już za rządów jego ojca Władysława Hermana, za sprawą polityki potężnego wojewody Sieciecha i pod naciskiem rosnącego w siłę możnowładztwa, doszło do podziału dzielnic (północne dla Zbigniewa i południowe dla Bolesława, z wyjątkiem dzielnic pomorskich). Mimo negatywnych skutków, zapoczątkowany przez Krzywoustego okres trwałego rozbicia dzielnicowego zaowocował niezłym rozwojem gospodarczym i wzmocnieniem administracji w księstwach Regnum Poloniae, przygotowując grunt, który później znakomicie zagospodarował Kazimierz Wielki (a ten z kolei stworzył podwaliny przyszłego europejskiego mocarstwa, I Rzeczpospolitej).
Uważam, że to jest złe zestawienie. Krzywousty ma się do Sediny tak, jak meteoryt do UFO. W dniu dzisiejszym nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że poczciwa Sedina jest tylko wytworem wyobraźni Kantzowa (to był wybitny badacz, ale tu przesadził, trudno ustalić jakie były tego przyczyny). Pani Gudden-Lüddeke wierzy w tą bajeczkę, a nawet zręcznie miesza ją z faktami historycznymi (m.in. pisząc, że „Sedina” była jedną z pierwszych nazw Szczecina). Przecież ten pomnik nie powstał w niemieckim Szczecinie przypadkowo. Był poświęcony ludziom związanym z szeroko rozumianą gospodarką morską, ale czy tylko? Zabawne, że ci co tą postać wybrali (a przecież na pewno wybrali ją Niemcy, nie kosmici), prawdopodobnie byli przekonani do bajki Kantzowa, musieli więc być przekonani, że Sedina pośrednio podkreślała „niemieckość” Szczecina (no bo to przecież od tego germańskiego plemienia). Niby dlaczego w bajkę, w którą wierzy dziś (albo udaje, że wierzy?) pani Gudden-Lüddeke, miała nie wierzyć wówczas Rada Miejska? Fakt, to był pomnik obywatelski, tylko czy ci obywatele też nie wiedzieli do czego jeszcze (oprócz morskości) nawiązywała Fontanna Manzla?
To wszystko wcale nie oznacza, że mam tu jakieś uprzedzenia ideologiczne (dla mnie to jest co najwyżej komiczne). Pan Wojtek trochę źle mnie zrozumiał. Moim zdaniem sam symbol Sediny jest bardzo atrakcyjny – najwyższy czas, żeby wreszcie, po latach zastoju Szczecin odwrócił się w stronę morza, czyli tam, gdzie znajduje się jego naturalne bogactwo. Używając określenia „coś innego” miałem na myśli jakąś zupełnie inną formę pomnika Sediny lub jakiś inny obiekt utożsamiający Sedinę, np. żaglowiec (natomiast mnie róznież nie przekonuje argumentacja „o wiele ważniejszych potrzeb”, bo kierując się tą zasadą nie miało by sensu tworzenie nie tylko pomników, ale w ogóle żadnych dzieł sztuki, czyli żadnych tworów nie-użytkowych).
Rzuciłem propozycję „coś innego” z tego powodu, że jest tu pewien problem, według mnie największy problem.
Mnie tu chodzi nie tyle o narodowość, co o sprawy techniczne. Mało mnie to interesuje czy prof. Ludwig Manzel był Niemcem, Urugwajczykiem czy Kanadyjczykiem. Dla mnie istotne jest po prostu to, że Manzel był znakomitym rzeźbiarzem (wykształcony, pracowity, kreatywny itp.). A jak wiadomo, na ogół geniusze w danej dziedzinie pojawiają się co kilkadziesiąt albo co kilkaset lat i każda epoka nie ma ich zbyt wielu. Pomnik „Manzelbrunn” (czyli „Fontanna Manzla”) był prawdziwym arcydziełem sztuki rzeźbiarskiej, starannie dopieszczonym w najmniejszych szczegółach. Manzel stworzył swoje dzieło z sercem, najlepiej jak potrafił, dając z siebie wszystko. Dlatego też odlew pomnika Sediny był niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Miał ukazywać postacie i przedmioty w bardzo atrakcyjnej formie, ówczesnym szczecinianom miał się bardzo podobać i dzięki temu jego przesłanie miało silnie oddziaływać na społeczność lokalną. Skutek pracy Manzla jest taki, że podoba się nawet dzisiejszym szczecinianom, którzy mogą go podziwiać tylko na wyblakłych czarno-białych widokówkach.
Oczywiście, że dziś w Szczecinie mogłoby powstać równie znakomite dzieło, pojawia się jednak szereg pytań. Czy do projektu dopuści się któregoś z najlepszych polskich rzeźbiarzy? Inicjatorzy odbudowy pomnika zaczęli do końca, zapowiedzieli akcję nie mając jeszcze samego autora projektu. Biorąc pod uwagę przypadki pojawiające się w całym kraju istnieje całkiem duże ryzyko, że tworzenie dzieła przypadnie nie któremuś z najlepszych, lecz co najwyżej jakiemuś żądnemu sławy średniakowi. Znakiem naszych czasów jest tworzenie masowe, popularna papka, często promuje się ludzi bez odpowiedniej wiedzy i odpowiednich umiejętności (a potem wielkie zdziwienie, że to czy tamto źle funkcjonuje albo źle wygląda). Dlaczego te wszystkie szczecińskie twory architektoniczne z przełomu XIX i XX w. tak bardzo się podobają dziś wielu ludziom? Kamienice, kościoły, cmentarze, pomniki – czemu wywołują dziś raczej pozytywne odczucia u oceniających? Przede wszystkim dlatego, że wtedy z reguły tworzyli to najlepsi ludzie w swoim fachu, utalentowani, pomysłowi i bardzo zangażowani. To gwarantowało, że przeważnie ich dzieła były nie tylko bardzo dobrze wykonane, ale też możliwie najbardziej oryginalne, co potem powodowało, że i sam Szczecin coraz bardziej stawał się jedynym w swoim rodzaju miastem. Nie było prowizorki, a przynajmniej nie pojawiała się na taką skalę jak dziś (nie dotyczy to tylko Szczecina czy Polski).
Absolutnie nie twierdzę, że Polacy nie potrafią tworzyć wspaniałych rzeczy, bardzo dobrej jakości, nawet na najwyższym światowym poziomie – wręcz przeciwnie. W całej Polsce można odnaleźć mnóstwo dowodów (choćby w formie materialnej, które cudem ocalały mimo dziejowych zawirowań, a przecież niszczenia podczas licznych wojen w Polsce nie było mało). I dziś w Polsce nie brakuje ludzi naprawdę zdolnych. Wierzę właśnie w nich, ale w polskich profesjonalistów (albo w ludzi, którzy chcą się naprawdę rozwijać), nie zaś w polskich amatorów.
Sprawa ta ma też inne znaczenie. Od jakiegoś czasu w Polsce nasila się pewne zjawisko. Namnożyło się całkiem sporo cichych germanofilów (może jeszcze nie kryptonazistów, jak ich od razu wielu by chciało nazwać), ludzi mocno zakompleksionych, odnoszących się z nieukrywaną niechęcią do polskości i jednocześnie zafascynowanych wszystkim co niemieckie. Dla tych ludzi kopiowanie (często nawet bezmyślne) wszystkiego co niemieckie jest jak najbardziej pożądane. Czyżby Polacy nie mogli być porządnie kreatywni? Jestem przekonany, że kreatywni bez problemu mogą być polscy zawodowcy (o ile mniej będzie ich blokować także zawiść amatorów na różnych stanowiskach, którzy przeważnie zamiast traktować tych pierwszych jako wzór do naśladowania, rzucają im kłody pod nogi). Jeśli amatorszczynza będzie w dalszym ciągu przeważać, rzeczywistość w naszym mieście będzie kreowana głównie przez tych, którzy nie tworzą czegoś nowego, którzy często nie robią nic, a jeśli już, to potrafią tylko kopiować. Pół biedy, kiedy gdzieś tam kopiuje się pierwowzór w miarę dokładnie. Odwzorowanie nie jest takie trudne, jeśli zgodnie z dostępnymi planami odbudowuje się jakiś budynek lub jego część (w przypadku szczególnie wartościowych budowli jest to nawet wskazane i chyba nie można się temu dziwić), ale czy dotyczy to również takich rzemieślniczych arcydzieł jak „Manzelbrunn”?
Może faktycznie jestem tu pesymistą, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby obecnie mógł powstać lepszy pomnik Sediny niż ten, który sto lat temu wykonano według projektu Manzla. Tak samo, jak trudno mi sobie wyobrazić, żeby gdziekolwiek mogła powstać jeszcze lepsza wersja Statuy Wolności od tej, która znajduje się przed wejściem do nowojorskiego portu. Jest też mało prawdopodobne (chyba jeszcze mniej), że uda się idealnie skopiować pierwowzór. Już sami zrzeszeni w Komitecie Odbudowy Pomnika Sediny inicjatorzy wyraźnie podkreślają, że legendarny pomnik-fontanna ma być odbudowany „w kształcie maksymalnie zbliżonym do znanego nam z rycin i zdjęć dawnego Szczecina”, więc z góry zakładają, że na pewno nie będzie taki sam. W Muzeum Narodowym znajduje się miniaturowa kopia pomnika, czy to wystarczy? Zatem czy prowizoryczna Sedina (prowizoryczna w porównaniu z dziełem Manzla) na fontannie na Placu Tobruckim będzie mogła mi się bardziej podobać niż efektowniejsza od niej Sedina z pocztówki? Naprawdę wolałbym tego nie doczekać.
Rezygnacja z prowizorycznej Sediny nie jest odwracaniem się od historii Szczecina. Jeśli Szczecin ma być prawdziwie europejski, nie może sobie pozwolić na tworzenie prowizorek. Ja tylko obawiam się, że taka powstanie, nic więcej. Dokładnie tak, Panie Wojtku (co Pan na to, żeby przejść na forum, jak proponuje Sławek?), według mnie lepiej stworzyć coś ponad kopię, jakąś inną Sedinę. Żeby w sposób oryginalny po raz kolejny w historii podkreślić polskość i europejskość Szczecina, tak jak to miało miejsce w przypadku pomnika Braterstwa Broni autorstwa Sławomira Lewińskiego czy pomnika Czynu Polaków dłuta prof. Gustawa Zemły. Przyszłość Szczecina powinna być dobrze przemyślana.

Paweł Herczyński



Skomentuj !

Add your comment below, or trackback from your own site. You can also subscribe to these comments via RSS.

Trzymaj się tematu. Nie spamuj..

Możesz uzyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

61 queries in 4,582 seconds.