Jak nie udało się zbudować linii szybkiego tramwaju
Zamiast autobusów
Najpierw prawobrzeże zabudowano, a później próbowano jakoś skomunikować z centrum. Oto jedno z takich nieudanych przedsięwzięć – budowa szybkiego tramwaju miejskiego.
Zaczęło się od bardzo ambitnego pomysłu budowy w Szczecinie dwóch linii metra i pociągów poruszających się po ziemi. W taki oto nowoczesny sposób, na wzór Berlina, miały być połączone północne rejony Szczecina z południem oraz prawobrzeżną częścią miasta. Pomysł ten trzeba było włożyć między bajki i zabrać się za tworzenie czegoś bardziej realnego, kiedy prawobrzeże faktycznie zaczęło być zabudowywane. Pod koniec lat 70. powstało tam pierwsze duże osiedle – Słoneczne. Zaraz po nim powstało Majowe, później Bukowe, zabudowano też Zdroje, a jeszcze wcześniej bo w latach 60. nowa zabudowa dotarła do Dąbia. Można powiedzieć, że w ciągu dziesięciu lat po prawej stronie Odry powstało spore miasto, które od samego początku nie było wystarczalne. Do dziś zresztą ta część Szczecina nazywana jest pogardliwie “sypialnią” tego prawdziwego Szczecina leżącego po lewej stronie rzeki.
Pod koniec lat 70. był to problem szczególnie widoczny. Poza betonowi blokami nic bowiem innego nie powstawało. “Głos Szczeciński” pisał wówczas: “Kompleksowa budowa osiedli mieszkaniowych wyposażonych od pierwszych dni po wprowadzeniu się lokatorów w sieć handlowo-usługową, szkoły, przedszkola, obiekty kulturalno-rozrywkowe, a co najważniejsze w dogodną komunikację łączącą je z centrum Szczecina ma u nas złe tradycje”.
Właśnie z komunikacją było szczególnie źle. Pierwsi “osadnicy” z osiedla Słonecznego pamiętają z pewnością wyprawy z domu do pracy i w drugą stronę: najpierw ósemką lub siódemką na Basen Górniczy, a później jedyną linią nr 54, która z rzadka jeździła przez Słoneczne do Kijowa.
Z przesiadkami
Temu wszystkiemu miała zaradzić budowa linii szybkiego tramwaju. W planach była co prawda widowiskowa wizja mknącej w poprzek Szczecina Szybkiej Kolei Miejskiej, jednak pod koniec lat 70. była to idea utopijna. “Głos Szczeciński” pisząc wówczas o tym pomyśle nazwał przedsięwzięcie “odległym i nierealnym”.
Pozostawało jedynie zejść na ziemię i opracować plan mniej ambitny, ale bardziej prawdopodobny. Taką właśnie skromniejszą koncepcję opracowało pod koniec lat 70. Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego. Gazety pisały, że pomysł biura jest tani i możliwy do realizacji już w ciągu dwóch, trzech lat. Pomysł był zaś taki: linia tramwajowa brała by swój początek na pętli w rejonie autostrady, skąd biegła by wzdłuż toru kolejowego oddzielającego osiedle Słoneczne od Bukowego. Dalej przecinała by ulicę Łubinową, Jaśminową, Batalionów Chłopskich i Leszczynową. Dalej tory chciano poprowadzić pomiędzy ulicą Eskadrową i Regalicą by przed Mostem Cłowym zakończyć ją pętlą. Problem polegał bowiem na tym, że nie było pomysłu jak sforsować rzekę i doprowadzić linię do Basenu Górniczego. Most Cłowy był zbyt ciasny, a o budowie nowego (dziś już częściowo gotowego) nikt wówczas nie myślał jako inwestycji realnej. Ustalono więc, że z ulicy Eskadrowej do Basenu Górniczego i znajdującej się tam pętli “ósemki” i “siódemki” będą jeździć wahadłowo autobusy.
Pomysł oczywiście nie wypalił, przede wszystkim ze względów finansowych.
Pociągiem do centrum
Postanowiono więc ratować się w jeszcze bardziej prosty sposób, czyli po prostu wykorzystując to co już było gotowe – tory kolejowe.
Owe tory, to wspomniana już jednotorowa linia oddzielająca osiedle Słoneczne od Bukowego. To tu miał zaczynać swój bieg pociąg elektryczny typu “żółtek”, który przez Dąbie i Zdroje docierać miał do centrum Szczecina, a potem dalej do Polic i Trzebieży. Pomysł uznano za trafny i zelektryfikowano nawet kilkaset metrów pojedynczego toru łączącego Słoneczne ze stacją w Dąbiu. Pierwszy pociąg wyruszył na trasę w 1983 roku. Jeździł krótko. Okazało się, że pasażerowie wolą autobusy. Ale nie tylko dlatego pomysł się nie sprawdził. Pociągi jeździły niezwykle rzadko, a przede wszystkim długo. Wymuszał to układ torów powodujący, że przed skierowaniem się do centrum składy musiały pojechać najpierw w przeciwną stronę czyli do Dąbia.
Problem niewydolnej komunikacji autobusowej jednak pozostał. Wrócono do niego w 1984 roku. Na trop szybkiego tramwaju miejskiego trafiliśmy w “Kronice Szczecina” właśnie z tego roku, gdzie o tej pilnej inwestycji pisał ówczesny prezydent Szczecina Ryszard Rotkiewicz. Jego informacja wnosiła wiele optymizmu, ale niestety żadnych konkretów: “Ze względu na wysoki koszt tej inwestycji, znaczenie przekraczający możliwości finansowe miasta i województwa, wystąpiliśmy do Komisji Planowania przy Radzie Ministrów z wnioskiem o ujęcie jej w planie centralnym przyszłego 5 lecia. Spodziewamy się, że wniosek ten będzie pozytywnie załatwiony. W każdym razie miasto przygotowuje się do realizacji tego zadania” – pisał Rotkiewicz dodając, że powinno się też przebudować zbyt wąski Most Długi.
Jak możemy się naocznie przekonać budowa szybkiego tramwaju nie weszła do “pięciolatki”, a kolejnej już nie było gdyż zmienił się ustrój.
Nowy plan
W tym nowym sprawa budowy szybkiego tramwaju nie uległa radykalnej poprawie może poza tym, że teraz wizje szybkiej linii powstają w komputerach, a nie deskach kreślarskich. Ale pojawił się też znaczący akcent optymistyczny – nowy most nad Regalicą, który ma służyć nie tylko kierowcom ale właśnie także tramwajom. Problem polega jednak na tym, że nie ma za bardzo inwestora, który by na budowę linii wyłożył pieniądze. Padały jedynie szumne, mało odkrywcze wypowiedzi w rodzaju: “problem szeroko rozumianej komunikacji dla Szczecina staje się tematem dnia”. Z tego wszystkiego wyłonił się jednak kolejny projekt opracowany przez Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego w Gdańsku. Plan jest zrobiony z rozmachem i pozostaje tylko życzyć by nie trafił za lat “naście” do naszej teczki z pomysłami, które pozostały w sferze marzeń.
Andrzej Kraśnicki jr













Skomentuj !